Deprecated: Hook custom_css_loaded is deprecated since version jetpack-13.5! Use WordPress Custom CSS instead. Jetpack no longer supports Custom CSS. Read the WordPress.org documentation to learn how to apply custom styles to your site: https://wordpress.org/documentation/article/styles-overview/#applying-custom-css in /home/lepiejmy/domains/lepiejmyslec.pl/public_html/wp-includes/functions.php on line 6031
O tym, że Barbie to film również dla mężczyzn – Lepiej myśleć niż nie.
Ludzie

O tym, że Barbie to film również dla mężczyzn

Jak byłam mała to miałam Barbie. Tak, taką oryginalną, która miała takie jakby niebieskie majty z wytłoczonym wielokrotnie napisem Barbie. Nie wiem kim była moja Barbie, ale mam wrażenie, że była po prostu księżniczką. I nie miała jednej dłoni.

Nie wiem jak to się stało, zawsze oskarżałam mojego brata, że to on tak okaleczył moją lalkę, ale jest też spora szansa, że ona faktycznie się uszkodziła w trakcie przeprowadzki. Tak czy inaczej, nie miała jednej dłoni i to było niesamowite. Na początku trochę mnie to kłuło w oczy, że ma takiego kikuta, ale mimo tego, że miałam też inne lalki, to nią lubiłam się bawić najbardziej – miała najlepsze włosy. Były puszyste, nie plątały się tak i po prostu fajnie się je czesało. Z czasem ten jej brak dłoni dodał jej charakteru i tak bardzo przestało mi to przeszkadzać, że wręcz „normalne” lalki wydawały mi się dziwaczne z obiema dłońmi.

Pamiętam jej turkusową, księżniczkową sukienkę i jak bardzo sama chciałam mieć taką. Choć moja Barbie nie nosiła jej zbyt często, bo w duszy była Amazonką taką jak ja i nie oszukujmy się, ale w sukienkach niewygodnie się pływa i w ogóle funkcjonuje, więc ona wszystko robiła z gołymi cycami na wierzchu. Szczególnie dobrze nurkowała w wannie i ratowała pieski, kotki i inne losowe stworzenia znalezione w Kinder Niespodziance. Pamiętam też, że mój wówczas kilkuletni bratanek też się bawił moimi lalkami i nikomu to nie przeszkadzało, bo i niby czemu? Zabawka jak zabawka. Penisy chłopcom nie odpadają od zabawy lalkami.

Wczoraj byłam w kinie na seansie Barbie i właśnie taki ciąg wspomnień mnie zalał. Wczesne dzieciństwo i brak rozważań czym jest kobiecość, co wypada a co nie i co symbolizuje co. I choć wyszłam z kina przepełniona dziewczyńską energią promieniującą gorącym różem, to nie mogłam się otrząść z wrażenia, że przesłanie tego filmu jest tak właściwie skierowane do… mężczyzn.

Ken w Barbielandzie

Bo widzicie, Barbieland jest rządzony przez Barbie. Jest Barbie prezydentka, Barbie tworzą Sąd Najwyższy, Barbie zdobywają nagrody naukowe i zajmują czołowe stanowiska. Barbie codziennie mają dziewczyńskie wieczory i ogólnie girl power po całości. Istnieją jeszcze oczywiście Kenowie, ale Ken jako taki jest jedynie dodatkiem do Barbie i to wręcz takim mało potrzebnym i mało istotnym. (Nawet ja z dzieciństwa pamiętam, że jak ktoś posiadał Kena to wydawało mi się to czymś egzotycznym i w sumie spoko, ale właściwie po co komu Ken?). Więc Ken ma sens istnienia tylko w kontekście do Barbie i najbardziej na świecie potrzebuje jej uwagi, żeby wiedzieć kim i po co jest. Dlatego też wśród Kenów nie ma za bardzo braterstwa, bo przecież każdy z nich rywalizuje o uwagę Barbie. I wiecie co, to jest w punkt.

Bo tak patrząc zbiorczo i bardzo generalizując, to mam wrażenie, że my, jako kobiety zrobiłyśmy już naprawdę sporo pracy nad redefiniowaniem czym jest kobiecość. I choć ta robota wciąż trwa, to naprawdę wiele z nas się już obudziło i wyszło z tego pudełka, w które od małego uparcie próbuje nas upchnąć kultura i społeczeństwo. Szukamy siebie i wspieramy nasze koleżanki w tej podróży. Częściej czekamy z decyzją o zostaniu matką, albo mamy odwagę w ogóle nią nie zostać. Wychodzimy za mąż później, bardziej świadomie wybieramy PARTNERA, albo nie wychodzimy za mąż w ogóle. Cenimy sobie nasze własne towarzystwo i jeśli związek z kimś oznacza wyparcie samej siebie, to częściej wybierzemy związek z samą sobą, bo już nie ma czegoś takiego jak druga połówka. Jesteśmy całością. Jesteśmy coraz częściej finansowo niezależne i nie musimy iść na kompromisy tam, gdzie wcale tego nie chcemy. No chyba, że chcemy, to wiadomo. Jesteśmy takimi Barbie w Barbielandzie, mieszkąjacymi we własnych Wymarzonych Domach.

Wiecie, trochę zajęłyśmy się sobą i spora część facetów została za nami w tyle nie nadążając za zmianą. Zostali smutni i samotni jak ten Ken, który nie bardzo potrafi się odnaleźć, kiedy Barbie go nie potrzebuje. I wcale mnie nie dziwi frustracja, która u niektórych mężczyzn z tego powodu narasta.

Ken w Kendomie

Mam wrażenie, że mężczyźni dopiero teraz zaczynają również takie kolektywne przebudzenie i powoli zdają sobie sprawę, że zostali wpakowani do pudełka, w którym wcale nie jest fajnie. Teraz powoli zaczynają pracę i zaczynają się zastanawiać kim są, czego chcą i co to tak właściwie oznacza bycie mężczyzną we współczesnym świecie. Bo wiecie, kiedyś może w roli mężczyzny było polowanie na łosie i jelenie, przynoszenie strawy i generalnie dbanie o byt rodziny, ale teraz? Polowania są zbędne. Już nie jest potrzebny facet, który przyniesie do domu plik pieniędzy, walnie się na kanapę i będzie czekać na obiad. Kobiety teraz oczekują PARTNERSTWA. Zaangażowania. Kogoś na kim mogą polegać, ale też kogoś, kto nie będzie się bał polegać na nich.

Teraz okazuje się, że męskość to coś więcej niż tylko po prostu to, co nie jest atrybutem kobiecym – wrażliwość, czułość, emocje, troskliwość, róż, świecidełka, romantyczność i tak dalej. Dla nas, kobiet, to wydaje się oczywiste, że płacz nie jest czymś ani kobiecym, ani męskim – jest po prostu czymś ludzkim. A jak chłopak nosi róż, to nie jest równoznaczne z byciem gejem. Mi osobiście wydaje się to absurdalne, ale wiem, że autentycznie są mężczyźni, którzy na widok faceta w różowej koszulce stwierdzą, że „ubrał się jak ciota”. I serce mi trochę pęka, bo wiem, że faceci sami siebie nawzajem wpychają do tego niewygodnego pudełka.

Dlatego boleśnie prawdziwy jest ten frazes, że musimy być zmianą, którą pragniemy zobaczyć w świecie. Jeśli nie chcecie, żeby Wam umniejszano, bo płaczecie, to nie umniejszajcie również innym, kiedy oni płaczą. Nie wyzywajcie od bab (samo to, że bycie babą jest formą wyzwiska, to mnie wciąż powala na łopatki), nie mówcie, że ciota, że pedał, że cokolwiek. Bądźcie takim mężczyzną, jakim chcielibyście, żeby był dla Was bliski przyjaciel. Jak jeszcze raz usłyszę jak facet narzeka, że nie może sobie pozwolić na bycie wrażliwym, po czym na jednym oddechu określa drugiego pedałem, to zwyczajnie ręką zrobię sobie face palm na wylot.

Ken Kenowi Kenem

Tak, przed facetami jeszcze długa droga. Ale też pamiętam ile mnie kosztowało pracy w sobie, żeby znaleźć w innych kobietach oparcie zamiast poczucia zagrożenia. Bo ciągle wydawało mi się, że jestem oceniana i że nie pasuję do tego stereotypowego babskiego gangu. Czułam się jakby poza zbiorem, odłączona i odizolowana. Jakbym była poza swoim stadem. I dlatego mam wrażenie, że całkiem dobrze rozumiem to zbiorowe odłączenie, którego doświadczają mężczyźni, gdy nie znajdują oparcia w innych mężczyznach, a ich relacje między sobą są bardzo zachowawcze i „byle nie za blisko bo jeszcze ktoś pomyśli, że jesteśmy pedałami”. (Ech.)

Był taki moment w tym roku, kiedy uświadomiłam sobie jak bardzo mężczyźni żyją w izolacji od siebie nawzajem. Nigdy jakoś się nad tym nie zastanawiałam, a kiedy już raz to zobaczyłam, to nie mogę przestać tego widzieć wszędzie wokół. Teraz widzę, że bardzo często mężczyźni nie mają w swoim otoczeniu nawet JEDNEJ osoby, z którą mogą być sobą. Osoby, której mogą się zwierzyć, podzielić smutki, wątpliwości i tak zwyczajnie pogadać. Najczęściej, jeśli już, to taką osobą jest ich kobieta. Choć też nie zawsze, bo jeśli są już w jakimś pudełku, to nie zawsze mogą sobie pozwolić na to, żeby je opuścić i być „niemęskim” przy swojej kobiecie.

Z drugiej strony nie wydaje mi się ani mądre, ani zdrowe, żeby lokować w jednej osobie nadzieję na spełnienie wszystkich swoich potrzeb. Wspaniale kiedy parterka jest również przyjaciółką, ale człowiekowi potrzebna jest więcej niż jedna bliska relacja, żeby mógł się rozwijać wielotorowo i czerpać różne rzeczy, od różnych ludzi. A przynajmniej jest to moja jedna z lekcji, którą dotychczas wyciągnęłam z życia.
Jeśli nie radzisz sobie z tym co się dzieje u ciebie w głowie? Masz problem z nawiązywaniem zdrowych relacji? Idź na terapię. Brakuje ci znajomków/towarzystwa do robienia jakichś hobby? Poszukaj innych ludzi, którzy mają podobne zajawki. Brakuje ci relacji przyjacielskich? Odważ się poświęcić czas i energię na to, żeby takie relacje zbudować. Relacje, które już masz zawiewają radioaktywnością i toksyczną męskością? Naucz się chronić siebie i stawiać granice. Nie każde stado musi nam odpowiadać i nie musisz wśród wron krakać jak one. Zrób głośne KUKURYYYYKUUU i idź w swoją stronę. Bądź pięknym, kolorowym i trochę szalonym kogutem w tym smutnym, burym stadzie wron.

***

W jednej z ostatnich scen Barbie przekonuje Kena, że może teraz jest czas, żeby poszukał odpowiedzi na pytanie „kim jest Ken?”. Nie jako Ken z Barbie, przy Barbie i dla Barbie. Ale kim jest Ken dla samego siebie. I wiecie co, każdy mężczyzna spoza Barbielandu powinien zakasać mentalne rękawy i zapytać samego siebie o to samo.
Kim jesteś dla samego siebie? Nie dla partnerki, nie dla rodziny, nie przy swojej żonie, ale tylko i wyłącznie w odniesieniu do samego siebie. To wasze zadanie domowe, my, kobiety odrabiamy własne.


Celowo nie wymieniam niehetero związków jako przykładów, bo wydaje mi się, że samo bycie w nieheteronormatywnym związku wymaga wyjścia z pudełka i zdefiniowania własnych zasad funkcjonowania w takowym.

Poprzedni post Następny post

Może ci się spodobać