Deprecated: Hook custom_css_loaded is deprecated since version jetpack-13.5! Use WordPress Custom CSS instead. Jetpack no longer supports Custom CSS. Read the WordPress.org documentation to learn how to apply custom styles to your site: https://wordpress.org/documentation/article/styles-overview/#applying-custom-css in /home/lepiejmy/domains/lepiejmyslec.pl/public_html/wp-includes/functions.php on line 6031
O tym jak zaczęłam chodzić na siłownię – Lepiej myśleć niż nie.
Uncategorized

O tym jak zaczęłam chodzić na siłownię

Umówmy się, każdy kto mnie zna zawsze reaguje wielkimi oczami, kiedy mówię, że teraz należę do tych, co nie mogą, bo idą na siłkę. Tak, jem białko i kreatynę, do tego citrulinę, uzupełniam omegę, witaminy i nawet biorę ashawagandę. Wiem co to RIR, upadek mięśniowy i EMOM. Mija pół roku odkąd zaczęłam trenować na siłowni i nie byłabym sobą, gdyby nie opowiedziała o tym, czego się dzięki temu nauczyłam.

Od kilku lat – czyli właściwie odkąd świadomie mierzę się ze swoim zdrowiem psychicznym – nieustannie szukam sobie jakiejś formy ruchu i ćwiczeń fizycznych, które jednocześnie nie będą dla mnie katorgą i będą robić mi dobrze na mój dobrostan. Kiedy jest ciepło to mam wrotki i więcej chodzę, ale brakowało mi czegoś, co mogłabym robić zimą. Chodziłam na różne zajęcia, od treningów obwodowych, po których od wysiłku uginały mi się nogi, przez jogę i po stretching & mobility. Jednak w którymś momencie poczułam, że mam ochotę na coś innego. Że może chciałabym zbudować w sobie więcej siły, mieć jakiś plan i cel, do którego mogłabym sobie dążyć w te ponure, chłodne dni w zimie i gdzieś się ruszyć z domu.

I czasem jakoś tak jest, że jak mówimy na głos, że na coś jesteśmy gotowi, to wszechświat nam odpowiada. Chciałam zacząć chodzić na siłownię, ale nie miałam pojęcia jak zacząć, co tam robić, w jaki sposób i ile razy. Rozważałam treningi personalne, ale jakoś średnio mi to leżało. Wtedy pojawiła się nowa opcja na siłowni, na którą chodzę: indywidualne plany treningowe, a jednocześnie grupa innych dziewczyn, z którymi można się wspólnie motywować w drodze do celu oraz wsparcie trenerki.

Najtrudniej jest zacząć

Najcięższy był sam początek, ale cudowne było to, że co jakiś czas spotykałyśmy się na siłowni i trenerka nam pokazywała jak obsługiwać sztangi, ciężary, wyciągi – wszystkie te rzeczy, które są banalnie proste, kiedy się je zna, ale kiedy jest się pierwszy raz to nie ma się pojęcia co, gdzie i jak.
Oczywiście ja, jako taka trochę społeczna dzikuska, czułam się mega nieswojo, żeby iść gdzieś w jakieś miejsce PUBLICZNE i robić swój trening przy innych ludziach.

Pomogły mi dwie rzeczy, które powiedziała nam trenerka w ten pierwszy dzień:
– po pierwsze, nie myślcie, że ludzie na Was patrzą jak trenujecie. Każdy tu przychodzi robić swój trening i naprawdę nikogo nie interesuje co robicie, bo każdy się skupia na sobie.
– po drugie, pomyślcie o treningu jako takim czasie dla siebie. Przychodzicie tu dla siebie i to jest czas dla Was.

Mój czas dla siebie na siłowni

Co jak co, ale ja umiem w czas dla siebie, a jednak jakoś nigdy nie myślałam, że właśnie tym będzie dla mnie trening na siłowni. Kiedy mówię, że chodzę na siłkę, to wiele osób, które mają podejście raczej sceptyczne twierdzi, że to wydaje im się okrutnie nudne. Idziesz, robisz to samo przez kilka serii pod rząd i gdzie tu jakaś rozrywka. Przyznam szczerze, że też tak myślałam, a jednak właśnie to stwierdzenie, że to czas dla mnie, zrobiło mi sens i zmieniło moje podejście.

Wyobraźcie to sobie, że idziecie na trening, który macie rozpisany – wiecie co macie robić, ile razy, ile serii i nawet ile macie odpoczywać pomiędzy seriami. Wkładacie na uszy słuchawki z ulubioną muzą i po prostu realizujecie plan (samo pisanie o realizacji planu robi mi lekki strzał dopaminy w mózgu). Musicie się skupiać na swoim ciele, odpowiedniej pozycji, rotacji, ugięciu, napięciu i jeszcze oddechu, żeby ćwiczenie miało sens i było bezpieczne. Nie myślicie o pracy, nie myślicie o zadaniach do wykonania w domu, w życiu czy gdziekolwiek. Myśli przez Was przepływają, ale nie zatrzymują się, bo to na czym się skupiacie najbardziej to czucie swojego ciała, świadomy oddech i liczenie powtórzeń.
Czasem kiedy idę na trening po ciężkim dniu w pracy, kiedy czuję, że mam potwornie zmęczoną głowę, to wracam ze zmęczonym ciałem, ale głową o wiele lżejszą. Moja naturalna przekora niechętnie przyznaje, że to naprawdę działa.

Na początku czułam się nieswojo i jakoś tak nie na miejscu. Dużo było zmuszania się i przemagania niechęci do ruszenia się (szczególnie kiedy wymagało to odśnieżania albo skrobania samochodu). Ale z czasem naprawdę weszło mi to w nawyk, teraz kiedy z jakichś powodów mam przestój treningowy, to czuję, że mi tego ruchu brakuje. Ba! nawet nie mogę się doczekać aż wrócę.
Niesamowite jest też to jak szybko rośnie siła, kiedy ciężar podnoszony tydzień temu sprawiał trudność, a w kolejnym tygodniu wydaje się niesamowicie lekki. Rzeczywiście widzisz po sobie więcej siły, po prostu czujesz, że możesz więcej. Rośnie poczucie sprawczości.

I to też jest coś, czego musiałam się nauczyć – trenować ciężko. Wiecie, że MA BYĆ CIĘŻKO. Że nie może być lekko, bo to bez sensu. Z jakiegoś powodu (pewnie asekuracyjnie) na początku dawałam sobie bardzo małe ciężary, a kiedy zobaczyła to moja trenerka, to od razu kazała mi wrzucić więcej i że kogo ja tu próbuję oszukać, bo na bank dam radę zrobić to na większym. I wiecie co? Rzeczywiście dałam radę. Ponoć to typowe dla kobiet – nie wiedzą nawet, że mają więcej siły niż im się wydaje.

Siłka a pewność siebie

Nie spodziewałam się, że siłownia jakoś znacznie wpłynie na moją pewność siebie… a jednak! Na początku oczywiście czułam się co najmniej DZIWNIE. Głupio mi było podejść do jakiegoś koksa i zapytać ile serii mu zostało i czy możemy robić na zmianę na maszynie. A teraz? No problemo.

Zaczęłam rozpoznawać ludzi, którzy chodzą o tej samej porze. Z niektórymi nawet mówimy sobie „cześć”, a to oznacza, że już nie jestem jakąś randomką, tylko już jestem jedną z nich! A tak serio, to z czasem im dłużej chodzisz, to zaczynasz dostrzegać społeczność. Kojarzysz tych ludzi i nawet jeśli z nikim za bardzo nie rozmawiasz (tak jak ja), to odnajdujesz komfort w tym, że są to „znajomi nieznajomi”.
Na przykład teraz nie wyobrażam sobie przenieść się na inną siłownię, bo jestem już tak przyzwyczajona do tych ludzi, że ciężko byłoby mi na nowo oswajać się z nowymi – mimo, że przecież mało kogo znam-znam.

Teraz mam takie poczucie, że skoro nawet na siłowni – miejscu, które nie jest jakoś mi bliskie z natury – byłam w stanie ostatecznie poczuć się jak u siebie, to jestem w stanie odnaleźć się wszędzie. Dodatkowo teraz przynajmniej mam o czym gadać z ludźmi, którzy też chodzą na siłownię – plus do skilla konwersacji.

Męskie vs kobiece

To jest takie dziwne i ciekawe jednocześnie, że kiedy facet chodzi na siłkę, to raczej jest oczywiste, że z naciskiem na rzeźbę góry ciała i nie budzi to ani zdziwienia, ani zaskoczenia, ani zawstydzenia. Natomiast kiedy kobieta chodzi na siłownie i też z reguły kładzie większy nacisk na dół ciała, to jest to jakieś takie… śmieszne, miałkie, godne pożałowania. Zauważyłam to, kiedy mówiłam, że zapisałam się na siłownię w ramach „Projektu Pośladki” – tak jakby to, że chcę pracować nad trzema różnymi mięśniami na dupie było czymś mniej godnym podziwu niż praca nad trickiem i bickiem.

W pewnym momencie zaczęłam czuć zażenowanie, kiedy miałam o tym mówić. Zaczęłam się oczywiście zastanawiać czy może to jest niefeministyczne czy coś… ale z drugiej strony… serio? Jestem kobietą i mam ochotę zrobić sobie najlepszy poślad w moim życiu, swoją pracą z ciężarami – co w tym złego? Czy byłoby bardziej okej, gdybym nacisk w treningach kładła na klatę? Czy to w takim razie nie dowodzi, że znowu świat jest ułożony pod patriarchalny paradygmat? I to co męskie jest z założenia OK, a to co kobiece to ble?
Najlepsze jest to, że żaden facet nie kwestionuje czy powinien robić sobie Projekt Klata Jak u Pirata, bo może będzie tym wzmacniać kult toksycznej męskości. Wiadomo, że robi, bo co ma robić?

***

To w gruncie rzeczy jest idiotyczne, bo przecież można być mądrym i mieć wyrzeźbioną dupejrę. Można być koksem i być wrażliwym. Można wszystko, tylko te cholerne stereotypy wciąż próbują nas upychać do szufladek. A przede wszystkim siłownia to nie tylko wygląd i flexowanie przed lustrem. Siłownia to autentycznie większa siła mięśni, to większa sprawczość, to wytrwałe dążenie do celu i po drodze lepsze samopoczucie, kiedy widzisz, że coś ci się udaje, nawet jeśli jest to po prostu martwy ciąg. Kto próbował, ten wie.


Photo by Danielle Cerullo on Unsplash

Poprzedni post Następny post

Może ci się spodobać