Z pamiętnika introwertyka

Czym tak naprawdę jest introwersja?

Teraz zamiast walczyć ze światem o zrozumienie introwertyków, będę walczyć z introwertykami o zrozumienie czym jest introwersja. Bo czasami tak obserwuję ludzi i mam wrażenie, że pozamieniali jedną część ciała z zupełnie inną.

Dzisiaj pomęczę Was troszeczkę teorią. W sumie powinnam to zrobić na samym początku cyklu, ale widocznie musiała się przebrać we mnie miara.
Kiedyś tłumaczyłam, że nieśmiałość nie jest równoznaczna z introwertyzmem. I okazuje się, że czasami introwersja jest również mylona z osobowością schizoidalną – nie są to częste przypadki, ale są. Czyli bardzo łatwo pomylić introwersję z czymś zupełnie innym – chwycić pierwsze lepsze z półki i łyknąć bez popity. A to błąd jest. Błąd, którego nie toleruję.

Introwersja a „introwersja”

Bardzo (ale to naprawdę bardzo) nie lubię, kiedy ktoś swoje lenistwo i brak najmniejszej chęci do zmian, tłumaczy swoim introwertyzmem. No szlag mnie trafia. Bo to jest oczywiste, że z ludźmi to jak z tymi kamieniami nad rzeką – nie znajdziesz dwóch takich samych. ALE. Jeśli chodzi o pewne profile osobowości, to można ustalić jakieś cechy wspólne. I jeśli któraś z tych cech nam nie odpowiada, męczy nas lub utrudnia życie, to powinniśmy skupić się na tym, żeby to zmienić. Albo popracować nad akceptacją.

Łatwo mi mówić? Pewnie. Mi to wszystko łatwo, bo nie jestem człowiekiem. Tylko sobie siedzę gdzieś tam w odległym Bolesławcu i wymyślam kolejne linijki tekstu.
Ale – niespodzianka!- ja też nad sobą pracuję. I to nieustannie. Pamiętacie mój tekst o RBF? Kiedyś miałam milion razy gorszy wyraz twarzy. Ale taki naprawdę z rodzaju bez kija nie podchodź. Dłuuugo mi zajęło zanim wyuczyłam w sobie postawę „do ludzi”. Czyli na przykład staram się pamiętać o uśmiechaniu się i uprzejmym tonie. Wiadomo, że nadal jak jestem sama ze swoimi myślami to przechodzę w tryb stand by i przybieram minę RBF – to zaakceptowałam, ale nie zaakceptowałam RBF w stosunku do ludzi, którzy już do mnie podeszli i zagadali. I właśnie to zmieniłam. Może to nie jest ogromnie wiele, ale ja się czuję z tym dobrze.

Introwersja według Junga

Carl Gustav Jung jako pierwszy użył tego terminu i oznacza on mniej więcej tyle, że osoba o takim typie osobowości większość swojej percepcji skupia do wewnątrz. Czyli kieruje swoją uwagę na swoje myśli, przeżycia i emocje, jednocześnie nie przeżywając aż tak tego, co się dzieje na zewnątrz.
Przyjmuje się, że większość introwertyków ma umiarkowane nasilenie cech (niektórzy używają terminu ambiwertyk – czyli typ osobowości przeplatający cechy introwersji i ekstrawersji), a osoby o skrajnie introwertycznej osobowości stanowią jedynie ułamek całej grupy.
Tutaj mamy fajną grafikę, która w dobry sposób rozgranicza te cztery podstawowe typy osobowości. Wiadomo, że nijak to jest dokładne, ale można mniej więcej się zorientować do której grupy tak naprawdę nam bliżej.

temperamenteyesencktestap4

Według tego modelu jestem typowym flegmatykiem (fantastyczne słowo, doprawdy), kropka w kropkę. I więcej cech mam ze strony introwersji. Ale z pozostałych typów kilka cech również do mnie pasuje – w zależności od sytuacji.

Podział introwertyków według Henjuma

Włodek Markowicz w swoim filmie Introwersja użył określenia „zdrowy i chory introwertyzm”. Czytając podział jakiego użył Arnold Henjum, odnoszę wrażenie, że jest to trochę taki podział na „zdrowi” i „z problemami”:

  • grupa A: samowystarczalny, pewny siebie, pracowity, z mocnymi postanowieniami, powściągliwy, lubiący zajęcia, które wymagają introspekcji.

  • grupa B: nieśmiały, zamknięty w sobie, z niskimi umiejętnościami nawiązywania kontaktów z ludźmi, bojący się ludzi i robienia czegoś przed innymi, lubiący być zostawiony samemu.

Czyli tak zupełnie luźno i nieprofesjonalnie można przyjąć, że jedna grupa rzeczywiście jest bardziej „zdrowa” a druga „z problemami”. I faktycznie obserwując siebie oraz innych, można rozpoznać te dwa rodzaje introwertyków. Jedni są zupełnie pewni siebie i czują się dobrze w swojej osobowości. Ale są też tacy, którzy wiecznie narzekają na swoją osobę i zupełnie nie potrafią się ogarnąć – wciąż rzucają sobie kłody pod nogi i dziwią się, że nieustannie lądują twarzą w dół.

Nie chcę żebyście zrozumieli mnie przy tym źle. Wiem, że czasami jest ciężko. Ba! najciężej jest właśnie przemóc samego siebie. Więc rozumiem. Ale bardzo nie lubię, kiedy ludzie swoje jakieś inne problemy wynikające z zupełnie innych rzeczy, zrzucają na introwersję, która jest niewinna i nie wie za co ją biją.
Więc jeśli ktoś siedzi cały dzień w domu i nie robi ABSOLUTNIE NIC, żeby kogoś poznać, to naprawdę (ale to naprawdę) nie może narzekać, że nie ma znajomych i nie może nikogo ciekawego poznać, zrzucając przy tym winę na swój introwertyzm.
Jak coś takiego widzę, to cholery dostaję. Bo ktoś tu ewidentnie ma problem z powiązaniem przyczynowo-skutkowym.

***

Bo nie znajdziesz miłości będąc nieustannie zamkniętym w swojej głowie. Ani nie zaprzyjaźnisz się z nikim jak będziesz się ciągle izolować od ludzi. Nie pokonasz nieśmiałości oskarżając swoje odbicie w lustrze o to, że nie jest takie jak sobie wymyśliłeś.
Nie szukajcie winnych, szukajcie przyczyn. A jak znajdziecie przyczyny, to pracujcie nad nimi. Zawsze warto nad sobą pracować – nad pewnością siebie, nad podnoszeniem poczucia własnej wartości i nad otworzeniem się na innych. To są zmiany, które zachodzą od środka i nie łudźcie się, że ktoś inny jak za dotknięciem magicznej różdżki odmieni Wasze życie i nagle staniecie się szczęśliwi (a brokat sam się sypnie na cycki)¹.
Ktoś może Wam w tym pomóc, owszem, ale nie odwali za Was brudnej roboty.

Tylko od nas zależy czy introwertyzm będzie naszą mocną stroną, czy jedną wielką udręką i wrzodem na stopie.


Gwoli ścisłości: ten tekst nie dotyczy osób, które szukają i nie znajdują, ale tych co nie szukają, nie znajdują i ciągle o tym marudzą.

¹Jeśli ktoś nie wie o co chodzi z tym brokatem, to odsyłam do mojego pierwszego wpisu, na końcu którego jest wyjaśnienie o co cho.

Photo by Pineapples – unsplash.com / Podstawowe informacje do tekstu zaczerpnięte od Cioci Wiki.

Poprzedni post Następny post

Może ci się również spodobać

  • Ktoś Ci ewidentnie zalazł za skórę :) Ja tam się cieszę, że osiągam powoli równowagę emocjonalną. I zdecydowanie zawdzięczam to pracy nad sobą a nie biernym siedzeniem w domu i użalanie się nad swoim introwertycznym losem.

    • Nikt mi jakoś szczególnie nie podpadł ;) w wyniku obserwacji temat we mnie narastał i tak jakoś ostatecznie postanowiłam w końcu o tym napisać.

      Każdy toczy swoją własną walkę. Cieszę się, że jesteś z tych co podejmują rękawicę!

  • Mi też najbliżej do flegmatyka (oj tak, fatalne słowo!), ale z każdej grupy dopasowałabym do siebie jeszcze kilka cech. Jasne, że nie można niczego zwalać na typ osobowości. Tym bardziej, że życie stawia przed nami różne sytuacje, do których po prostu trzeba się dopasować, wysilić i wyjść trochę poza tą naszą introwersję. I działa to w każdą stronę. Ekstrawertyk też nie jeden raz będzie musiał zachować spokój w różnych sytuacjach. Gdy tego nie potrafimy to już jest coś nie tak :)

  • rbf

    wychodzenie do ludzi i poznawanie nowych nie oznacza, że się w ogóle znajdzie a) nowych przyjaciół b) miłość życia

    • Zgadza się. Ale nie wychodzenie do ludzi ogranicza do zera możliwość znalezienia punktu a) i b)

  • Właśnie się zorientowałam, że muszę jeszcze raz przeczytać wszystkie Twoje posty o introwertykach. Skrobnij jeszcze parę instrukcji obsługi w wersji dla rodziców, bo doszłam do wniosku, że Omen ma wczesnoszkolny introwertyzm. Ma to po mnie ;) Z tego co kojarzę w okolicach liceum odmieniło mi się na super hiper ekstrawertyzm (plus ekscentryzm)

    • W planach jest taki wpis, więc na pewno się pojawi :)

      • Czekam z niecierpliwością ^^ tymczasem u mnie się coś urodziło nowego.

  • Pingback: Dziecko introwertyk - instrukcja obsługi – Lepiej myśleć niż nie.()

  • Marta Pawlonka

    Warto pracować nad sobą, ale to tylko w momencie zaakceptowania własnej osobowości. Jeśli nadal będziemy uważać siebie za gorszych od ekstrawertyków i na siłę będziemy dorównywać nim, to nigdy nie będziemy w pełni szcześliwi. Wszystko siedzi w głowie. Nikt nie każe ani maksymalnie w szybkim czasie się pokochać siebie, ani zmuszać się aby wychodzić z domu i rozmawiać z obcymi. W dobie internetu łatwiej można poznać ludzi podobnych do siebie, może więc warto poszukać. Ja polecam raczkujący fanpage Introwertykalni (https://www.facebook.com/introwertykalni), można poznać samych siebie i zdynstansować się do naszej osobowości :)

  • Pingback: Czym NIE jest introwertyzm – Lepiej myśleć niż nie.()

  • Fin

    „Czym tak naprawdę jest introwersja?” serio taki tytuł ? Uważasz że parę wycinków z wiki jest w stanie określić czym tak naprawdę jest pojęcie introwertyka. Introwersja to nieustana walka z samym sobą i chemią w mózgu, lawina niekończących się myśli, sen na jawie, ciągła analiza samego siebie i wszystkiego co dzieje się dookoła, depresja, myśli samobójcze. Kontakt z innym ludźmi emocjonującymi się ,że dużo ludzi było dzisiaj na imprezie, udręka. Od razu człowiek czuje że nie pasuje do tego świata. Prawdziwy Introwertyk ujawnia się zwykle gdy dostaje srogi wpierdol od osób które dały mu życie. Od małego mając świadomość ,że ten świat jest zjebany ,a cała reszta która tego nie dostrzega ma porządnie wyprany mózg ,dla tego introwertyk czuje się wyizolowany. Introwertycy poczują się lepiej jak skończy się kłamstwo i prostactwo na tej ziemi ,a ludzie zaczną zachowywać się moralnie i przyzwoicie jak przystało na czołowy gatunek, a nie jak banda wygłodniałych małp szczających i rzygających po klatkach ,której w ogóle nie zależy w jakim kierunku idzie cywilizacja i w jakich warunkach będą wychowywać się ich dzieci.

    • Rafał

      „Introwertycy poczują się lepiej jak skończy się kłamstwo i prostactwo
      na tej ziemi ,a ludzie zaczną zachowywać się moralnie i przyzwoicie jak
      przystało na czołowy gatunek, a nie jak banda wygłodniałych małp
      szczających i rzygających po klatkach ,której w ogóle nie zależy w jakim
      kierunku idzie cywilizacja i w jakich warunkach będą wychowywać się ich
      dzieci.”

      Z tym się w pełni zgadzam! Dodałbym nawet jeszcze – banda małp pi….prząca się z kim popadnie.

  • mmm

    A co jeśli ktoś próbuje, ale jest odrzucany zarówno przez intro jak i ekstrawertyków? Przeważnie już na starcie, bo dla wielu „normalność” (czyli wartościowość człowieka) jest synonimem profesjonalnie wykonanego makijażu, głupkowatego poczucia humoru, lub zdolności do podporządkowania się konwencjom i schematom narzucanym przez drugą stronę. A kiedy już nie ma siły, by samemu szukać przyczyn i sposobów na wprowadzenie zmian, zgłasza się na terapię z prośbą o pomoc, dowiaduje się, że „z tą depresją to chyba nie jest jeszcze tak źle, skoro zgłosiłaś się sama”, bo „prawdziwa” depresja jest wtedy, kiedy już kompletnie nie ogarnia się rzeczywistości i na terapię eskortuje ktoś, komu na Tobie zależy na tyle, by Cię nie oceniać, tylko Ci pomóc. Nie ważne, że nie ma się takiej osoby, że cały świat potrafi tylko wyszydzać i opluwać. Nawet terapeuta potrafi tylko wszystko obśmiać, zbagatelizować, negować sygnalizowane problemy na przemian z próbą terapeutyzowania na siłę rzeczy nieistotnych, pozwalać innym uczestnikom terapii by patrzyli na Ciebie z wyższością, traktowali Cię z pogardą, bo masz gorzej i jest im lepiej ze świadomością, że jest ktoś ( w ich mniemaniu) gorszy od nich, a potem z cynizmem stwierdzić, że Twoje samopoczucie wyraźnie wskazuje, że trzy miesiące takiej jałowej walki o siebie, to za mało i konieczne są następne trzy miesiące równie bezsensownego słuchania o tym, że życie należy zaakceptować takim jakie jest i dzielnie łykać leki, które nie pomagają, na które się nie ma pieniędzy jak i na wizyty u psychiatry, bo żyje się za 800 zł miesięcznie pracując tylko w weekendy, bo cały tydzień roboczy uczęszcza się na terapię?

    Sorry, ale kiedy całe społeczeństwo dyskryminuje introwertyków, to jak oni mają akceptować samych siebie? Tylko ekstrawertyk może „wychowywać się sam” i poradzić sobie z dorosłym życiem, nawet jeśli miał trudne dzieciństwo i jeszcze trudniejszy okres dojrzewania. Introwertyk może się zesrać, a i tak każdy znajdzie sposób, by mu dojebać w najczulszy punkt, bo introwertyka zawsze da się przegadać, a najlepiej przekrzyczeć, bo rację zawsze mają Ci, co głośniej krzyczą, nie ważne co by krzyczeli. Ważne, że inni zobaczą, jaki jesteś słaby i zbiegną się, by też sobie poużywać.

    • Nie jestem najlepsza w takie rzeczy… ale spróbuję. Jeśli masz takiego terapeutę i czujesz się niekomfortowo na terapii, nie przynosi żadnych efektów, to może powinnaś poszukać kogoś innego? (Nie wiem czy próbowałaś, więc strzelam.)

      Problem z nami, introwertykami jest taki, że wiecznie nam się wydaje, że mamy gorzej niż inni. No i oczywiście nikt nas nie rozumie. A prawda jest taka, że wszyscy mamy w jakimś stopniu przejebane i nasrane w głowach- każdy jeden z nas – kwestia jest tylko taka jak sobie z tym radzimy.
      Albo zacznij krzyczeć głośniej, albo naucz się ignorować hałas. Naucz się bronić, albo wyrób w sobie odporność. Zawsze będą ludzie, którym sprawi radochę wbicie Ci kosy pod żebra. Ale są też tacy, którzy tego nie zrobią. Nie zmienisz tego jak zachowują się ludzie, ale realnie masz wpływ jak Ty na to reagujesz.