Deprecated: Hook custom_css_loaded is deprecated since version jetpack-13.5! Use WordPress Custom CSS instead. Jetpack no longer supports Custom CSS. Read the WordPress.org documentation to learn how to apply custom styles to your site: https://wordpress.org/documentation/article/styles-overview/#applying-custom-css in /home/lepiejmy/domains/lepiejmyslec.pl/public_html/wp-includes/functions.php on line 6031
Moda na zwyczajność – Lepiej myśleć niż nie.
Bierz życie na klatę

Moda na zwyczajność

Specjalnie nie pisałam o tym, żeby nie popłynąć na fali gównoburzy. Chciałam, żeby to łajno osiadło i dopiero wtedy tak na spokojnie sobie w nim pogrzebać. Bo wiecie, Bożenka z Klanu zwróciła moją uwagę na coś, co właściwie chodziło mi po głowie od jakiegoś czasu, ale teraz w końcu zostało wywołane na powierzchnię.

Wyjaśnienie dla tych co być może nie siedzą jakoś nachalnie w internetach i nie śledzą internetowych dram

Wszystko zaczęło się od tego posta aktorki – Agnieszki Kaczorowskiej, szerzej znanej jako Bożenka z Klanu. Nie będę parafrazować ani nic, po prostu sobie to przeczytajcie.

Żeby nie porównywać swoich kulis z czyjąś sceną, dobrze zobaczyć jak wyglądają czyjeś kulisy

Kiedy zobaczyłam tamten post na Instagramie na początku oczywiście trochę się oburzyłam, a trochę też wyśmiałam. Ale poczułam też ulgę, bo skoro faktycznie zapanowała „moda na brzydotę”, to zdecydowanie idziemy ku lepszemu. Bo to oznacza, że ludzie nie boją się już nie zakłamywać rzeczywistości. Nie boją się pokazać takimi, jakimi są – bez makijażu, na zupełnie zwyczajnym urlopie, który polega na remontowaniu swojego kwadratu, zapłakani, bezsilni i przepełnieni lękiem. Ludzie w końcu porzucają ten słodko-pierdzący wizerunek mówiący, że „wszystko jest okej, a nawet jeśli nie jest, to udawajmy jakby było”.

Osobiście dla mnie takim momentem przełomowym i wpadnięciem w sidła „mody na brzydotę” było przyznanie, że jest coś nie tak i pójście po pomoc do psychiatry i psychoterapeutki. A później powiedzenie o tym głośno ludziom dookoła mnie: NIE, NIE JEST ZE MNĄ OKEJ – MAM DEPRESJĘ. Według kobiety z posta wyżej może nie powinnam tak robić, może trzeba było się skupić maksymalnie na pozytywach tej sytuacji; że walczę o to, żeby było lepiej.
Ale jak tylko napisałam to zdanie to złapałam się za głowę i zaczęłam się śmiać do monitora. To takie głupie!! Czasem naprawdę mam dość szukania pozytywów we wszystkim. Czasem po prostu trzeba przyznać przed sobą, że w istocie jest chujowo. Tak zwyczajnie.

Oswoić zwyczajność

Wiecie w czym tkwi problem? Według mnie w tym, że jest w nas pompowane przeświadczenie, że musisz być kimś wyjątkowym. Że musisz dużo osiągać. Że musisz mieć ambicje. Że musisz CHCIEĆ, musisz STARAĆ SIĘ. Bo jak się nie starasz, to wtedy stajesz się brzydkim człowiekiem. Wewnętrznie i zewnętrznie.

I właśnie tym bardziej dlatego jestem wdzięczna za tę modę na „brzydotę”, którą ja wolę nazywać „modą na zwyczajność”. Bo w końcu zaczynamy doceniać zwyczajność naszego życia. Że nie jesteśmy sławnymi influencerami, że nie podróżujemy w niezwykłe zakątki świata, że chodzimy do zwyczajnej pracy i wypełniamy Excela, że sami gotujemy sobie obiady, a czasem pojedziemy do Maka.

Pokochałam swoje zwyczajne życie w małym mieście. To, że mam pracę, która w żadnym wypadku nie jest moją pasją. To, że mój blog nie jest sławny. To, że nie jestem turbo dobra we wrotki. To, że nigdy i w niczym nie zajęłam pierwszego miejsca. To, że nigdy nic nie wygrałam, nie licząc tandetnego zegarka ze Shrekiem za kupony z płatków śniadaniowych. Nigdy nie byłam w niczym szczególnie wyjątkowa i uzdolniona. Od zawsze byłam do bólu przeciętna. Z tego powodu też zarzuciłam wiele zainteresowań, bo oczekiwałam od siebie bycia zajebistą, a byłam… meh. A teraz? Uczę się grać na ukulele i jestem w tym mocno średnia. Jeżdżę na wrotkach i niektóre triki ogarniam dopiero po roku prób, a niektórych nigdy nie zrobię. Nie mam żadnych ambicji jeśli chodzi o moje życie zawodowe. Zdecydowanie nie mam ciśnienia do pięcia się w górę. Wiecie co za to wolę? Wolę mieć spokój. Wolę się wylogować o określonej godzinie i mieć głęboko w dupie Excele i LMSy. Nie muszę i nie chcę być ani prezeską, ani managerką. Nie muszę zarabiać milionów, w zupełności mi wystarcza komfort, że nie żyję od wypłaty do wypłaty. Czy wzgardzę podwyżką? Oczywiście, że nie! Ale też nie będę sobie o nią wypruwać flaków.

Nie musisz chcieć więcej

Mam wrażenie, że wciąż mało się o tym mówi, a jak już się mówi to tak cichutko. Jakby to było coś niestosownego nie chcieć więcej. Bo jeśli nie chcesz więcej.. to jak to tak? Trochę fuj. Pakuj się szybciutko do kieratu i zajmuj swoje miejsce! Pracujesz tylko 8 godzin dziennie? Serio? I się nie wstydzisz? Musisz mieć ambicje i musisz chcieć czegoś więcej od życia. Czego? Tego to nie wiemy, ale grunt żeby w ogóle czegoś chcieć – MIEĆ AMBICJE.

Praca zawodowa nie przynosi mi satysfakcji i spełnienia. I może kiedyś znikną we mnie ostatnie ukłucia wstydu, kiedy wypowiadam na głos te słowa. Może praca nie przyprawia mnie o ekscytację, ale za to czuję satysfakcję, kiedy zbuduję z kartonów czołg dla mojego kitka. Albo kiedy ugotuję zupę i mi wyjdzie. Czuję spełnienie kiedy wyląduję na wrotkach trik, który męczę od miesięcy. Albo napiszę nowy post na bloga. Jestem z siebie zadowolona, kiedy uda mi się kogoś rozśmieszyć.
Praca to nie wszystko, a ja zdecydowanie nie żyję po to, żeby pracować, tylko pracuję, żeby żyć… i móc na przykład kupić w Ikei mini łóżeczko dla mojego kota.


Photo by Jacqueline Martinez on Unsplash

Poprzedni post Następny post

Może ci się spodobać