Bierz życie na klatę

Zostaw smartfon, umyj naczynia i pomedytuj

Kiedy ostatnim razem w pełni skupiłeś się na właśnie wykonywanej czynności? Na dotyku, na wrażeniu, na uczuciu jakie wywołuje? Kiedy ostatnim razem rzuciłeś kotwicę w bieżącą chwilę?

Ziarno tej myśli wrzuciła mi do głowy Florence podczas sobotniego koncertu. Zanim zagrała utwór Third Eye, poprosiła wszystkich o schowanie telefonów. Powiedziała, że ta piosenka ma dla niej duże znaczenie i chciałaby, żeby wszyscy chociaż na tę krótką chwilę wszystkimi zmysłami poczuli, wchłonęli i poddali się jej muzyce.
Tak się składa, że akurat dokładnie zanim to wszystko powiedziała, chciałam wyciągnąć telefon i nagrać Snapa.
Dotarło coś do mnie i strasznie wkurzyłam się na siebie. Bo ja szczerze mówiąc nie lubię robić takich rzeczy. Nienawidzę zwiedzać, gapiąc się na wszystko przez ekran smartfona. Nienawidzę zapamiętywać wydarzenia poprzez kamerę. Nie znoszę bycia wirtualnym człowiekiem, siedzącym z nosem w mediach społecznościowych.
Wolę być tu i teraz. Nawet jeśli tu i teraz oznacza odkurzanie, a nie kąpiel w jacuzzi w ekskluzywnym hotelu wysoko w górach.

Smartfony rozpraszają

Zbyt często pozwalamy, by porwał nas strumień aktualności z osi czasu/tablicy/feeda. Zamiast zakotwiczyć się w teraźniejszości, to nieustannie dryfujemy w stronę przyszłości, tworząc po raz kolejny plan na dzień jutrzejszy, albo wciąż rozpamiętujemy dzień wczorajszy. Już nawet nie wspominając o rozpamiętywaniu wydarzeń z jakiejś odległej przeszłości.
Więc nawet jeśli coś robimy, to jednocześnie myślimy o czymś zupełnie innym. Dlatego zapominamy czy odłączyliśmy żelazko, albo czy zamknęliśmy drzwi. Bo kiedy zamykaliśmy drzwi, to już myślami byliśmy w sklepie i po raz piąty powtarzaliśmy w głowie listę zakupów. I dupa blada, trzeba zasuwać z powrotem na górę, żeby się upewnić. Albo zastanawiać się przez całą wizytę w sklepie czy zamknęliśmy te drzwi, co znowu nie pozwala nam utkwić w teraźniejszości.

A do tego wszystkiego dochodzi jeszcze Instagram, Snapchat i Fejsik. Główne pożeracze naszego czasu i uwagi, które tak naprawdę są gówno warte. I zaczynają nam się pieprzyć priorytety. Oglądamy świat przez ekran smartfonów. To nie jest okej. Stoisz na brzegu oceanu, to do cholery podziwiaj go. Oczami! Węchem! Słuchem! Dotykiem! A nie zdjęciem!

Jeśli chcecie wyciągnąć telefon, żeby faktycznie utrwalić jakiś moment, to jestem za. Ale musi to być w pełni świadome, a nie na zasadzie trzaskania miliona fotek budynków, których później nawet nie będzie ci się chciało oglądać. To jest głupie i bezsensowne.

Utrwalanie chwil – tak!

Więc teraz chciałabym jakoś zobrazować czym według mnie jest utrwalanie chwil.

Wyobraź sobie, że idziesz na spacer do lasu. Idziesz ścieżką, na której leżą wilgotne i może już butwiejące liście. Nie szumią pod stopami, są śliskie. Robisz głęboki wdech i czujesz jak chłodne powietrze wypełnia płuca. Długi wydech odpręża napięte mięśnie i wreszcie opadają rozluźnione barki. Podchodzisz do drzewa i przyglądasz się korze, badasz jej kolor i fakturę. Zauważasz robaczka, śledzisz wzrokiem jak idzie i znika z drugiej strony pnia. Dotykasz kory. Kładziesz całą dłoń, każdy opuszek ściśle przylega do pnia, a później łagodnie przesuwasz dłonią w dół. Czujesz jak chropowata powierzchnia masuje i łaskocze wnętrze dłoni. To miłe uczucie, więc rozlewa się w tobie ciepło i przechodzi lekki dreszcz. I jeśli teraz odejdziesz od drzewa, zrobisz zdjęcie, to przynajmniej to zdjęcie będzie ci się z czymś kojarzyć. Przywoła jakieś uczucie- spokoju, relaksu, przyjemności.

Piszę o tym dlatego, że sama zauważyłam u siebie skłonność do zbyt prędkiego sięgania po smartfon. Nieraz zdarza mi się, że od razu wyciągnę telefon, zamiast cyknąć i utrwalić sobie ten moment w pamięci.
Mimo tego, że bloguję i jednak muszę trochę w tych internetach siedzieć, to staram się od tego nie uzależniać. Czasami wręcz z premedytacją nie biorę telefonu ze sobą (to się nazywa życie na krawędzi!). Kiedyś mi się akurat wtedy przytrafił piękny zachód słońca… Nie miałam jak go utrwalić, więc stanęłam w miejscu i się po prostu gapiłam. Do dzisiaj pamiętam tamten zachód słońca. W przeciwieństwie do innych zachodów, które są na moim Insta.

Doświadczanie chwili, to taka medytacja

Nie wiem czy kiedyś ćwiczyliście jogę, ale jest ona ściśle związana z medytacją. Asany, które się wykonuje (czyli te pozy) uczą ogromnej samoświadomości. Wykonujesz określone sekwencje ruchów w rytm oddechu i w określonej jego fazie. Żeby wykonać asany musisz umieć izolować różne mięśnie i w dodatku robić to świadomie w rytm oddechu. To nie jest łatwe. Ale przez to, że maksymalnie skupiasz się na swoim ciele, to nie masz nawet czasu myśleć o czymkolwiek innym. Jesteś tu i teraz, ty i twoje ciało – a to już jest medytacja, moi drodzy.

W zasadzie możecie robić cokolwiek i możecie nazwać to medytacją, o ile Wasza uwaga koncentruje się maksymalnie na wykonywanej czynności i nie jest atakowana przez śmieciowe myśli. Medytacją może być nawet głupie mycie naczyń, o ile skupisz się na tej czynności. Skoncentrujesz się na tym jaka jest temperatura wody, jakie uczucie gdy opłukujesz dłoń z piany, jakie w dotyku są mokre naczynia i jakie mają wzory. Wiem, że to brzmi idiotycznie. Ale spróbujcie i przekonacie się, że wcale nie jest tak łatwo wyłączyć ten cały feed, który przelatuje Wam przez umysł.

Wymyśliłam dla Was nas zabawę

Przypomnijcie sobie w jaki sposób ostatnim razem zwiedzaliście jakieś miasto? Jak często przyglądaliście się tym wszystkim zabytkom poprzez włączony aparat w telefonie? Kiedy ostatnim razem byliście naprawdę świadomi miejsca, w którym się aktualnie znajdujecie?
Zamiast chodzić cały czas z telefonem w ręku, przejdźcie się uliczkami miasta i usiądźcie na ławce. Obserwujcie ludzi, ptaki albo nawet samych siebie. Kupcie sobie lody i delektujcie się nimi. Zakotwiczcie się w tej chwili.
Zamiast machinalnie głaskać kota, to głaskajcie go świadomie, czerpiąc z tego maksimum wrażeń. Zamiast znów w pośpiechu wypitej kawy- zaparzcie ją i doświadczajcie jej. Kominek kiedyś napisał, że bloger nie pije kawy – bloger doświadcza. Więc i Wy pobawcie się w blogera, który doświadcza chwil, a na zdjęciach jedynie je utrwala. Pobawcie się w takiego mędrca, buddystę czy innego mnicha i zobaczycie jak dużo frajdy potrafi dać głupia filiżanka herbaty wypita w spokoju i z należytym ceremoniałem.

A później zacznijcie doświadczać innych chwil. Tych większych i ważniejszych. Wiem, że w natłoku spraw do załatwienia i deadline’ów czasami ciężko jest wywalczyć chwilę dla siebie. Ale od teraz możesz zamienić znienawidzoną czynność golenia nóg (wersja męska: golenia twarzy) w formę medytacji – to jest jak mieć ciastko i zjeść ciastko.
I to jest zadanie dla Was i dla mnie. Przez najbliższy tydzień przynajmniej raz dziennie postarajmy się w pełni skupić na jakiejś czynności i spróbujmy wygonić wszystkie myśli, które nie dotyczą tego, co własnie robimy.
Najwyżej będziemy elitarną grupą ludzi, która doświadcza mycia naczyń, zamiast bezsensownie je myć.


Photo by Catt Liu // unsplash.com

Poprzedni post Następny post

Może ci się spodobać