Bierz życie na klatę

Tak naprawdę istnieje tylko TERAZ

Ostatnio najlepiej najłatwiej żyje mi się z dnia na dzień. Kiedy nie rozdziubuję dnia wczorajszego, przedwczorajszego i tego sprzed roku, jak jakaś kura, która szuka smacznego robaka, a kończy połykając zwykłego kamyka. Jest mi lżej, kiedy nie zastanawiam się co będzie jutro, za tydzień i czy za trzy miesiące wciąż będę miała pracę. Każdy dzień przypomina spacer linoskoczka. Codziennie wchodzę na tę linę w mojej głowie i zaczynam niepewny chód w swojej głowie, starając się nie przechylić się za bardzo ani na jedną, ani na drugą stronę.

Wydaje mi się, że kto raz podjął próby ćwiczenia w sobie uważności, ten już nigdy nie przestanie starać się być uważnym. Sama łapię się na tym, że kiedy potrzebuję się uspokoić i złapać tę równowagę na linie, to zaczynam się skupiać na oddechu. Liczę sekundy i skupiam uwagę na tym, jakie to jest cudowne móc wziąć pełen wdech i wydech. Przez chwilę nie jestem niczym więcej, jak tylko oddychaniem.
Co jak co, ale teraz jest najlepszy czas na ćwiczenie uważności.

Granice to wytwór człowieka

Jakiś rok temu przeczytałam książkę, która bardzo mocno we mnie wsiąknęła. Bardzo chciałam tutaj o niej napisać, ale jakoś ciężko mi było owinąć słowa i myśli wokół niej. Skończyło się na tym, że jak jakaś lekko nawiedzona opowiadałam o tej idei na imprezach po kilku głębszych.

Ostrzegam, że będziecie mieli wrażenie, że jestem na haju. Albo że zmieniłam się w jakąś starą hipiskę, której zaczyna odjeżdżać peron. Nic nie szkodzi, jeśli w waszym wyobrażeniu jestem kimś w rodzaju Frankie z tego serialu na Netfliksie, to mnie to nawet nie przeszkadza!

Ta książka była o granicach. A dokładniej o tym, że tak naprawdę żadnych granic nie ma i wszystko jest całością. Przepraszam z góry za moją ordynarność, ale ta idea rozpieprzyła mi mózg. Bo widzicie, zawsze fascynowała mnie idea ying i yang, że każda czerń ma w sobie kawałek bieli i na odwrót. Że ciemność to tylko brak światła. Że w każdym złu, kryje się jakiś okruch dobra. Ale nadal było to wszystko podszyte granicą. Bo może rzeczy nie są ani dobre, ani złe – może wszystko z natury jest ambiwalentne? To tak jak orzeł i reszka są stronami jednej monety, ale nie mówimy w sklepie „proszę, oto orzeł złotówki”, bo obie jej części są zwyczajnie złotówką.

Człowiek tak funkcjonuje, że musi wciąż wytyczać jakieś granice, nazywać rzeczy i je określać. Nawet nazwy są granicami, które zamykają przedmioty i ludzi w umownych ramach. Niby czym są stereotypy, jeśli nie swego rodzaju granicami?

Całość

Kiedy staram się wytłumaczyć o co mi chodzi z tą całością i bezsensem granic, to przychodzi mi na myśl morze i plaża. Jakby spojrzeć na mapę, to mamy wyrysowaną granicę lądu i morze – idealnie równa w swej nierówności linia oddzielająca jeden stan skupienia od drugiego. Natomiast kiedy zrobimy bardzo duży zoom i rzucimy tego pomarańczowego człowieczka z Google Earth na plażę, to zobaczymy, że linia morza się cofa i przybliża rytmicznie w ciągu minuty i w ciągu doby. Woda wsiąka w piasek, woda zabiera piasek ze sobą w głąb morza, a gdyby spojrzeć jeszcze głębiej to tak naprawdę ląd jest też pod wodą, pod każdym oceanem.

Podstawową granicą człowieka jest jego skóra. Wszystko co jest poza twoją skórą – nie jest tobą. Chyba mało kto odczuwa to inaczej. Niektórzy mają jeszcze granicę w postaci swojej głowy – ja jestem w mojej głowie, a ciało to poniekąd „pojazd”, którym się poruszam. Ja tak mam. Może raz albo dwa razy w życiu udało mi się poczuć jednością z moim ciałem. Że go NIE POSIADAM, tylko że ja nim JESTEM. Wiecie o co mi chodzi?

Czasem mam przebłyski takiego chwilowego zawieszenia, kiedy czuję tę przejmującą całość ze wszystkim. Z planetą, z wszechświatem. Wiem jak to brzmi, ale trudno.

Ludzkość też jest całością, chociaż tak bardzo nie chcemy tego widzieć. Chcemy tylko widzieć granice w postaci różnic, które są tak naprawdę umowne. Kolor skóry, sposób ubioru, orientacja psychoseksualna, płeć, sposób życia. Ludzie z krajów gdzie większość żyje na 4 poziomie rozwinięcia myśli, że dzieli ich przepaść między nimi a krajami, w których większość ludności żyje na 2 poziomie. Ale wejdźcie sobie na stronę dollarstreet.com i zobaczcie, że w każdym kraju ten sam poziom wygląda bardzo podobnie.

A obecna pandemia już w ogóle udowadnia, że jesteśmy całością i że działania jednostki mogą mieć wpływ na życie ogółu. Ktoś kilka miesięcy temu zjadł nietoperza w Chinach, przez co ja dzisiaj do sklepu muszę chodzić w nitrylowych rękawiczkach.

Tak naprawdę istnieję tylko TERAZ

Pamiętam jak Kuba mi o tym opowiadał jak byliśmy w Brukseli. Mówił, że przeszłość i przyszłość tak naprawdę nie istnieje, że jedynie prawdziwe jest TERAZ. Nie bardzo rozumiałam o co mu chodziło i zwyczajnie się z nim nie zgadzałam. No bo co on mi tu będzie gadał, przecież przeszłość ma znaczenie, bo kształtuje obecnego ciebie. Przyszłość też ma znaczenie, bo przecież heloł, egzystencjalizm! Jesteś tym, kim jeszcze się nie stałeś. Czyli twoja moc tkwi w tym, kim możesz się stać lub się stajesz.

Jeśli nie wiesz o co chodzi, obejrzyj The Good Place – bardzo polecam!

Ale Kuba miał rację. Czas to nie jest sznurek ani guma w gaciach. Czas to może bardziej kropka? Albo może kulka? Albo Jeremy Bearimy? Ja to rozumiem w ten sposób, że jest to punkt w postaci TERAZ. Przeszłość nie istnieje, jest tylko echem i pozostałością, którą odgrywasz w sobie jak kiedyś nagrany na kasecie koncert. Chociaż przeszłość została gdzieś w tyle, to my ją odczuwamy TERAZ i przez pryzmat TERAZ. Za każdym razem kiedy oglądasz ten koncert możesz zwrócić uwagę na zupełnie inne szczegóły, albo wręcz przeciwnie – nigdy nie zobaczyć w nim absolutnie nic nowego.

Ten, kto chodził na terapię pewnie najlepiej to zrozumie, jak bardzo może zmienić się obraz przeszłości, kiedy ktoś z boku pokazuje ci zupełnie przeoczone fragmenty całości.
Przeszłość nie jest niezmienna dlatego, że Ty nie jesteś niezmienny. Możesz zmienić swoją percepcję i tym samym zmienić przeszłość. A tym samym możesz zmienić przyszłość.

***

Tak naprawdę liczy się tylko to, co zrobisz teraz. Nie to co zrobiłeś kiedyś, ani to co planujesz zrobić. Bo chociaż pozornie wydaje się odległe, wykonane lub przyszłe, to tak naprawdę skupia się jak wiązka lasera w jednym punkcie – w teraz. To zawsze jest punkt styku.


Oto książki, które mi tak zryły banię:
1. Wilber Ken – Niepodzielone. Wschodnie i zachodnie teorie rozwoju osobowości
2. Eckhart Tolle – Nowa Ziemia
3. Hans Rosling – Factfulness. Dlaczego świat jest lepszy, niż myślimy, czyli jak stereotypy zastąpić realną wiedzą


Photo by Shifaaz shamoon on Unsplash

Poprzedni post

Może ci się również spodobać