Ludzie

O tym dlaczego czasami powinieneś zrzucić z siebie ubrania

Należymy do zwierząt stadnych. Tak, do zwierząt. Jeśli ktoś chce się ze mną kłócić, to najpierw niech odpali sobie systematykę człowieka rozumnego (Homo sapiens) i sam się przekona, że nasz gatunek należy do królestwa zwierząt. To jest fakt. Zatem należymy do zwierząt stadnych, a co za tym idzie tworzymy społeczności. A każda społeczność wytwarza swego rodzaju zasady, reguły i obyczaje. U nas ogólnie przyjętym jest, że powinniśmy się wstydzić swojej nagości czy w ogóle ciała. I ciężko to przeskoczyć.

Myślę, że można wyróżnić kilka rodzajów wstydu. Ten wywołany jakąś niedoskonałością ciała. Oraz ten, którego nam rzekomo brakuje, gdy zbyt pewnie podchodzimy do swojej cielesności. Jest też taki, gdy zrobimy coś źle i przekroczymy niepisane reguły naszego społeczeństwa. Bo Pan Wstyd stoi w grupie wraz z innymi emocjami i wychodzi z szeregu wtedy, gdy doświadczamy niemiłego uczucia pojawiającego się wraz ze świadomością, że zrobiliśmy coś nieodpowiedniego i złego.
Więc może jest to system samonaprowadzający i samowyrównujący szereg? Kiedy robisz coś, co w oczach społeczeństwa jest odchyleniem od normy, to włącza się system wyrównujący i zaczynasz czuć wstyd.

Wszyscy znamy zasady, o których się nie mówi

Kiedyś kawałek przede mną szła para. To był początek wiosny i jeden z gorętszych dni. Dziewczyna miała króciutkie spodenki i dość pokaźne uda oraz cellulit. Podziwiam odwagę, bo na pewno była świadoma zasad a mimo wszystko je złamała. Wszyscy znamy te zasady. A naczelną regułą naszego społeczeństwa jest „ukrywanie defektów”.

Czyli powinnaś się wstydzić, że nie zrzuciłaś jeszcze swojego #MomBod. Powinnaś się wstydzić, że masz ogromną bliznę po operacji. Powinnaś się wstydzić pryszczy. Powinnaś się wstydzić pokazywać sutki na Insta. Powinnaś się wstydzić chodzić nago po domu. Wstydź się karmić dziecko piersią przy ludziach.
Wy też drodzy mężczyźni powinniście się wstydzić wychodzić do ludzi z tym brzuchem. Powinniście się wstydzić swojego owłosionego tyłka. Powinniście się wstydzić być zbyt pewnymi siebie. Powinniście się wstydzić, że nie potraficie naprawić tostera i wymienić oleju w samochodzie. A już w ogóle niech nikt was nie przyłapie na tym, że czasami nakładacie krem do rąk.
Wszyscy powinniśmy się wstydzić. Tego, że mamy dwa sutki, waginę czy penisa. Tego, że jesteśmy ludźmi.

A gdybyśmy tak nie znali wstydu…

Wyobraźmy sobie nasze życie bez wstydu przed nagością. Czyli na przykład zimą, owszem, ubieramy swetry, kożuchy,płaszcze. Ale latem przy takich upałach, jakie nas ostatnimi czasy rozpieszczają, nie nosimy nic. Tak po prostu. I nie udawajcie, że kiedy lał się z Was pot gdy staliście w tramwaju to ani razu nie marzyliście o tym aby zrzucić z siebie te dżinsy, bawełny i tkaniny syntetyczne. To byłoby cudowne gdyby letnia bryza delikatnie chłodziła naszą nagą skórę… Ale potem sobie przypominamy, że to oznaczałoby regularny widok nagich kobiet i mężczyzn, którzy o siłowni i zdrowym odżywianiu tylko słyszeli w telewizji, po czym przełączyli na nowy odcinek „Jak oni skaczą do wody”. Albo pomyślelibyśmy o tym, że czyjś spocony i owłosiony tyłek przed chwilą siedział na tym samym siedzeniu w autobusie. Czyli praktycznie jakbyście się stykali gołymi tyłkami.
Albo na przykład taki Jasiu jest wołany do tablicy. A tu wzwód jak krzywa wieża w Ząbkowicach. I konsternacja, bo o czym ten chłopak myślał? O antygrawitacyjnych cyckach Jolki, która przed chwilą była przy tablcy czy może o pozornie niedostępnej, ale doświadczonej nauczycielce?
Nadzy lekarze, księża, prawnicy, sprzedawczynie i sędziowie. Nadzy prezenterzy, pogodynki i aktorki. A, ups. To żadna nowość akurat. No ale wiecie o co mi chodzi. Ciężko jakoś owinąć mózg wokół takiej wizji.

Znajdźmy złoty środek

Zdecydowanie potrzebne są granice, bo takim jesteśmy społeczeństwem. I tutaj myślę, że nie ma co walczyć. Nagość jest okej kiedy jest prywatna lub kiedy jest formą sztuki. No i niech będzie. Ale ja bym chciała się doczepić do tej prywatnej nagości. Bo często jest aż tak prywatna, że nawet wykluczamy samych siebie z tej nagości sam na sam. Rozumiem, że ciężko jest się przed kimś obnażyć. Stanąć zupełnie nago, bez push-upów, ściskaczy, falban, pasków czy innych optycznych udoskonalaczy i powiedzieć „Taka/taki właśnie jestem. Tutaj mam bliznę, a tam parę rozstępów, tutaj jest jakoś krzywo a kawałek dalej trochę nierówno i mnóstwo krostek”. Dla niektórych nagość jest prosta. Ale dla innych wymaga sporo czasu na oswajanie się i przełamywanie krok po kroku. I jeśli odnajdujesz się w tym schemacie, to może zastanów się czy przypadkiem nie wstydzisz się sama/sam przed sobą? Bo jeśli jesteś sam/sama w domu i przemykasz ukradkiem w ręczniku z łazienki do pokoju, to coś jest nie halo. Kogo się wstydzisz? Ścian? Spojrzeń rodziny ze zdjęć? Ducha Napoleona grasującego po przedpokoju? Jeśli wstydzisz się sąsiada-podglądacza, to pozasłaniaj okna i po problemie.

Kiedyś był taki odcinek w Przyjaciołach, gdzie Rachel się ucieszyła, że zostanie sama w mieszkaniu i Phoebe automatycznie założyła, że tamta będzie spędzała czas nago. Ona oczywiście się obruszyła, że przecież fakt iż zostaje sam na sam nie oznacza od razu, że wyskoczy z ubrań.
– Phoebe, przecież ty mieszkasz sama i to wcale nie oznacza, że cały czas chodzisz nago – mówi Rachel.
– Ehe, to jak myślisz dlaczego tak długo zawsze zajmuje mi zanim otworzę drzwi?
Oczywiście Rachel podchodzi na początku do tego sceptycznie, ale później się przełamuje. Zobaczcie zresztą sami.

Wakacyjne wyzwanie: oswajamy swoją nagość

Więc mam dla Was wyzwanie. Zasłońcie okna aby Was nie prześladowała myśl, że jakiś zboczeniec z lornetką przesiaduje w oknie i gapi się akurat na Was. I bądźcie nago. Ugotuj sobie obiad nago. Zjedz kanapkę czy napij się chłodnego piwa. Włącz ulubioną piosenkę i tańcz jak niczym nie skrępowane małe dziecko. Albo połóż się i czytaj książkę. Na początku pewnie będziesz się czuć nieswojo i jakoś tak dziwnie, ale zobaczysz że już po chwili zaczniesz odczuwać brak skrępowania i… wolność.
Drugą częścią wyzwania jest kąpiel nago w jeziorze. Może się wydawać, że co to za różnica czy ma się na sobie skąpe bikini czy nic. Ale jest różnica i to ogromna. Jeśli chcesz zasmakować czystej wolności i znów poczuć się jak dziecko, to zdecydowanie zrzuć gacie, stanik, pareo czy inne firany i wskocz do wody.
Jeśli będziecie mieć do tego okazję – spróbujcie. A jeśli nie będziecie mieć okazji – stwórzcie ją.

***

Nie będziesz się czuć pewnie nago przed drugą osobą, dopóki nie będziesz się czuć pewnie stojąc nago przed swoim odbiciem w lustrze. Nie będziesz się czuć prawdziwie pewnie nawet w ubraniach, dopóki nie będziesz się czuć pewnie odziany tylko w swoją skórę.
Dlaczego to jest takie ważne? Bo wiele osób nie mogąc sobie poradzić z akceptacją swojego ciała uprawia sport jakim jest hejterstwo i konkretnie body-shaming. Więc dla dobra nas wszystkich zrzuć od czasu do czasu ubranie i poczuj się dobrze w swojej skórze

Poprzedni post Następny post

Może ci się również spodobać

  • Ubranka zawsze krępowały w mniejszym lub większym stopniu ;)

  • Świetny wpis! Popieram w 100 %. Jeżeli nie zaakceptujemy siebie, każdego dnia będziemy się wstydzić siebie przed innymi.

  • Uwielbiam takie wpisy! I takie podejście:) Szkoda, że w naszej kulturze wstyd przed nagością jest tak głęboko zakorzeniony, że nawet na saunie, gdzie jest pełno grubych Januszy z wielkimi brzuchami, Grażyny bez krępacji świecą obwisłym cycem i każdy ma to gdzieś, są osoby które boją się panicznie, że im się rąbek ręcznika uchyli i odsłoni. A ja im częściej chodzę nago, tym się lepiej czuję sama ze sobą. A kąpiel nago w morzu to prawdziwy powrót do źródła, iście duchowe doświadczenie:)

  • Super wpis! Też to robię, kiedy jestem sama. Taniec z hula hoop wychodzi najlepiej, bo koło trzyma się nieziemsko na skórze :)! Polecam :D

    • Chyba zainwestuje w hulahop ;)

  • Pingback: Poszerz horyzonty #3, czyli ciekawe linki! | HEAD DIVIDED()

  • Zdecydowanie, bez ubrań jesteśmy siebie bardziej świadomi. Wpojono nam sztuczną wstydliwość a kobietom niejednokrotnie nawet pogardę do tego kim jesteśmy. A nagość pozwala „ogarnąć siebie”, polubić, pokochać, zdać sobie sprawę ze swojej unikalności.

    Świetny pomysł na wyzwanie :) Zatem ja pierwszą cześć mam już zaliczoną :D Nawet sypiam nago (pomimo 4 kotów).
    Teraz muszą skądś wytrzasnąć jezioro, ale tylko przy pełni :)
    Pozdrawiam :)

    • Każdy taki komentarz mnie cieszy. Uwielbiam osoby, które czują się dobrze w swojej skórze ;)
      Powodzenia w wyzwaniu i mam nadzieję, że nasz znać jak Twoje wrażenia po takiej kąpieli :)

  • Jesteśmy nauczeni,że musimy się wszystkiego wstydzić. Dla mnie fenomenem jest to, że kobieta wstydzi się powiedzieć, że ma okres.A to przecież naturalne. A co do chodzenia nago to wręcz uwielbiam to. Szczególnie gdy jest tak ciepło. Nawet teraz siedzę nago przed komputerem. Czuję się wtedy niczym nie skrępowana i swobodna. Jeśli nie mogę chodzić nago to często zdarza mi się w domu ściągać biustonosz. Od razu czuję się wtedy lepiej.

    • O tak! Mam dokładnie to samo z biustonoszem. Jeśli nie mogę go ściągnąć, to chociaż zmieniam na sportowy ;)

  • Pingback: Zamknij się, wytańcz to! – Lepiej myśleć niż nie.()