Lifestory

Blok twórczy #2 + odpowiedzi na pytania z ankiety

Jako że od dłuższego czasu mam gotowy nowy tekst w głowie, ale jakoś ciężko mi go przerzucić w edytor tekstu, to wiadomo na co przyszła pora – na twórcze przeczyszczenie.

Chociaż zima zrobiła się nam wyjątkowo zimowa i czarowna, to ostatnio jakoś tak się zakopałam pod wszystkie koce i z ogromną niechęcią wyglądam zza mojego leża. Przyznam się bez bicia, że wyglądając spod mojego pledowego burrito, z lekką tęsknotą już wypatruję wiosny.

A tymczasem zajmuję sobie poranne popołudnia (i te popołudniowe popołudnia też) nowymi serialami.

Stranger Things

Kompletnie się zakochałam w klimacie tego serialu. Lata 80-te, czy muszę coś jeszcze mówić? Genialny hołd dla twórczości z tamtych lat – coś wspaniałego. Ten serial TRZEBA obejrzeć.
Jest tak dobry, że nawet nie wiem za bardzo co jeszcze o nim napisać.

Sherlock

Oczywiście, że zauroczył mnie Benedict Cumberbatch i w ogóle postać Sherlocka sama w sobie. Dawno temu przeczytałam parę książek o przygodach Holmesa i to był ciekawy klimat – spostrzegawczość, dedukcja i te sprawy. W serialu spodobał mi się ten cały zabieg „unowocześnienia” Sherlocka, czyli zamiast telegramów mamy SMSy, zamiast szukać informacji w papierowych gazetach – Sherlock wertuje wyniki wyszukiwania w Google.
Jakkolwiek czasem serial zakrawa aż o bajkę, to przecież sama postać Sherlocka też haczy o absurd… więc jak dla mnie wszystko się zgadza.
Nie oszukujmy się, ale to Benedict robi główną robotę w tym serialu. I robi ją dobrze.

The Crown

Po przejrzeniu nominacji i wygranych na tegorocznych Złotych Globach stwierdziłam, że to MUSI być dobry serial. Zdecydowanie jest ciekawy, pozwala troszkę wściubić nos w te wszystkie dziwne protokoły i etykietę, jaka obowiązuje rodzinę królewską. I przede wszystkim zrozumienie trochę na czym opiera się władza w Wielkiej Brytanii, jaką rolę pełni królowa i do czego ona w ogóle jest im potrzebna. Rzuca trochę inne światło na pewne rzeczy i mi pozwoliło nieco lepiej zrozumieć samą instytucję Korony.
Mnie wciągnął i zaciekawił na tyle, że siłą odciągałam się od oglądania odcinka za odcinkiem.

„Zakamarki marki” Pawła Tkaczyka

Dobra, to jest dość specyficzna lektura i sądziłam, że nigdy, ale to PRZENIGDY nie tknę niczego marketingowego, ale jednak skusiłam się na tę książkę. Mało tego – NIE ŻAŁUJĘ. Wiem, że to nie jest lektura dla każdego, ale jeśli w jakikolwiek sposób masz do czynienia z budowaniem marki, bo może prowadzisz firmę (lub myślisz o jej założeniu), to jest to zdecydowanie lektura dla Ciebie.
Zaskakująco lekko się czyta, rozdziały są świetnie podzielone, więc człowiek się nie męczy czytając i łatwo odnajduje potrzebne mu tematy. Tak szczerze mówiąc, to całkiem ciekawa książka jest. Taka trochę nawet psychologiczna. I to mówię ja, Berenika która na słowo „marketing” ma ochotę schować się do szafy i poczekać na pożarcie przez Boogiemana.
Poza tym Paweł prowadzi też bloga i wrzuca tam całą masę ciekawych rzeczy – warto zaobserwować.

Marina and The Diamonds

Muzycznie ostatnio na nowo odkryłam Marinę, którą mi wrzucił Spotify do tygodniowej listy z odkryciami. Więc jeśli jeszcze jej nie znacie, to zapraszam do odkrycia. Tutaj macie po jednej mojej ulubionej piosence z każdej płyty:
Froot – Blue
Electra Heart – Bubblegum Bitch
The Family Jewels – Mowgli’s Road      ––> (ta płyta to w ogóle cała jest smaczniutka)

W internetach

  • Króliczek Doświadczalny podrzuca nam mniej więcej miliard pytań (no dobra, może jest ich dokładnie 200), które możemy zadać komuś i tym samym uniknąć czegoś takiego jak „small talk”, czyli tak zwanej „rozmowy o pogodzie”. (Moja osobista zmora.) 
    Najfajniejsze jest to, że pytania są podzielone na poziomy zaawansowania danej znajomości –meeega!
  • [ENG] Oficjalne konto jednej z sieci amerykańskich fast foodów, które odgryza się ciętymi ripostami innym użytkownikom Twittera. (Takie tam heheszki.)
  • Macie czasem takie uczucie, które aż się prosi o jakąś konkretną nazwę, tak żeby móc ją komuś powiedzieć i ten ktoś po prostu by  w i e d z i a ł  o co Wam chodzi? No to proszę bardzo, zapraszam do Słownika nieoczywistych smutków. (Mnie osobiście uwiodło słowo Moledro i Trumspringa.)
    Koniecznie zajrzyjcie do tego słownika!!
    (Proszę zwrócić uwagę, że zastosowałam nie jeden, ale aż dwa wykrzykniki – aż tak bardzo koniecznie trzeba tam zajrzeć.)
  • [ENG] Najgorsze i najzabawniejsze literówki. (Ten pierwszy jest tak zabawny, że aż piękny.)
  • Ja tam do alkoholizmu nie namawiam, ale gdyby ktoś się zastanawiał dlaczego Francuzi cieszą się długą młodością i zdrowiem to może jednak warto czasem strzelić sobie lampkę wina do obiadu. (Względnie wieczorem do odcinka The Crown.)

Odpowiedzi na pytania

  • „Czy widząc dużą grupe bawiących się ludzi (znajomych bądź obcych) masz ochotę schować się pod stół jak dziecko lub uciec jak najdalej? Jeśli tak to czy bywasz z tego tytułu przygnębiona?”

To zależy. W pierwszym przypadku to zależy czy jestem „zaproszona” do grupy, czy też jestem raczej „wypychana” na margines. Jeśli to są znajomi ludzie, to nie mam żadnych problemów. Gorzej jest jak to są obcy (kosmici, he he), wtedy ciężko mi się zasymilować i zintegrować bez pomocy z ich strony.
Jeśli czuję się niewpasowana i zbędna, to najczęściej właśnie wpadam w przygnębienie i smutnieję (co błędnie odczytywane jest przez innych jako foch). A jak już tak się czuję, to rzeczywiście mam ochotę uciec, bo i po co mam tam dalej siedzieć i się kisić jak ten ogórek.

  •  „Jesteś Introwertyczką, kiedy się skapłaś, że masz introwertczną naturę?”

O rany, nie mam pojęcia. Próbuję teraz sobie przypomnieć kiedy w ogóle po raz pierwszy usłyszałam taki termin jak „introwertyk”…
Okej, już wiem. W gimnazjum z jakiegoś powodu wszyscy mieliśmy taką psychologiczną ocenę czy coś. Każdy z nas dostał taką karteczkę, na której było napisane jakie mamy główne cechy osobowości i do czego mamy predyspozycje. W sumie tamta mała karteczka dużo mi wtedy uświadomiła. Właśnie tam było napisane, że mam zdecydowanie cechy introwertywne. Kiedy zapytałam tej psycholożki co to w ogóle znaczy „cechy introwertywne”, to jakoś mi to wyjaśniła, choć teraz nie jestem w stanie sobie tego dokładnie przypomnieć.
Zatem o tym, że mam cechy introwertywne skapłam się już dawno, ale dopiero od stosunkowo niedawna mogę powiedzieć, że jestem zupełnie świadomym introwertykiem.

  • „(…) ciekawa jestem, czy udało Ci się znaleźć nową pracę, a może masz teraz jakieś inne plany na przyszłość? :)”

Jeszcze nie mam nowej pracy. Obecnie jestem szczęśliwie bezrobotna, chociaż z pewnością nie mogę powiedzieć, że doskwiera mi nuda. Moje plany są niezmienne, czyli wciąż skupiam się na oddychaniu i dodatkowo jeszcze na pisaniu nowych tekstów na bloga. Poza tym w tym roku może uda Nam się zrealizować pewien „projekt” (ostatnio wszyscy wszystko nazywają projektami, więc ja też się skuszę), ale nie chcę nic zdradzać, bo głupio będzie jak nie pyknie. (Tym „projektem” nie jest ani dziecko, ani ślub. Niestety.)

  • „Myślę, że to jest zbyt osobiste pytanie, ale skoro dajesz mi możliwość pytania to proszę bardzo ;-) piszesz często o tym, że przeszłaś przemianę, że widzisz różne rzeczy inaczej niż wcześniej, zastanawia mnie czy to praca własna czy raczej spotkania z kimś pomogły Ci w czasie tej ‚wędrówki’.”

To jest moja własna praca. Tak właściwie to staram się „uczyć” ze wszystkiego co możliwe. Ponoć mam dobry zmysł obserwacji, zatem obserwuję innych i siebie, później analizuję i coś tam sobie wnioskuję. Inspiracją może być wszystko – rozmowa z kimś, jakaś książka, film, serial albo nawet piosenka – tylko trzeba umieć to dostrzec.
A tak poza tym, to od lat moim sprawdzonym psychoterapeutą jest… kartka papieru i niebieski atrament. Spisywanie swoich myśli szalenie pomaga w skupieniu uwagi na nich i w ogóle w ogarnięciu tego całego bałaganu w głowie. A przynajmniej u mnie się to sprawdza.

***

Od razu chciałam podziękować za te wszystkie miłe rzeczy, które mi napisaliście w tamtej ankiecie. Nie spodziewałam się nawet ułamka z tego, więc to było naprawdę miłe zaskoczenie. Dzięki, jesteście czaderscy! :)


Jeśli ostatnio coś trafiło w tą dobrą strunę Twojej duszy i Cię w jakikolwiek sposób tknęło, to nie bądź żyła i podziel się z nami w komentarzu. 

Poprzedni post Następny post

Może ci się również spodobać

  • Muszę skończyć w końcu „The Crown” – pierwsze dwa odcinki spodobały mi się bardzo, ale kolejne 4 trochę znudziły i jakoś zarzuciłam ten serial. Nie masz wrażenia, że początek jest lepszy niż środek? Jak ma się do tego koniec? :D Mam nadzieję, że zakończyli jakoś bardziej wyraziście.
    Sherlocka wielbię też, tego to z kolei nie odpuszczam nigdy :) Też mnie zauroczyło to przejście z czasów Doyle’a na XXI wiek – oryginalny Watson pisał papierowy dziennik, a obecny Watson jest blogerem. <3 Jak tu go nie kochać?

    • The Crown jest takim dość „powolnym” serialem, więc ja tam jakoś nie miałam zbyt wielkich oczekiwań jeśli chodzi o zwroty akcji czy coś ;) no końcówka była dość ciekawa, więc czekam co będzie dalej.
      No tak, doktor Watson- bloger to jest coś! :)

  • Stranger things obejrzałam już jakiś czas temu i jest super!! Przymierzam się teraz do „The OA”, podobno równie dobry, ale jeszcze sama nie oglądałam! :)

    • Też słyszałam, że OA jest dobre. Pewnie też niebawem sobie to ogarnę ;) A póki co oglądam Black Mirror i oczywiście jestem zachwycona (tak jak zresztą już od dawna mi mówiono, że będę).