Bierz życie na klatę

Wcale nie musisz mi mówić, że ładnie wyglądam

Dla niektórych to może być nieco „kontrowersyjny” temat. Ja sama pewnie odebrałabym go w ten sposób kilka lat temu. Bo niby co złego jest w tym, że pochwalimy czyjś wygląd? Przecież komplementy są w porządku, a nawet się należą! Otóż niekoniecznie i już Wam mówię dlaczego.

Właśnie skończyłam czytać Obsesję Piękna Rene Engeln i wciąż czuję jak rezonują we mnie te wszystkie struny, w które celnie uderzyła ta książka. Już w przedostatnim wpisie poruszałam temat, który wyszedł na powierzchnię właśnie za sprawą tej książki, bo zaczęłam się zastanawiać, kiedy tak właściwie po raz pierwszy pomyślałam, że jestem brzydka. Teraz z kolei mocno przerabiam temat komplementów i tego, że mogą mieć zupełnie inne działanie, niż nam się wydaje.

Kiedy zaczęłam o tym myśleć, to zdałam sobie sprawę, że jakoś nie przepadam za otrzymywaniem komplementów. Jakoś zawsze wydawały mi się takie arbitralne i mocno subiektywne. Na przykład ktoś mi powie, że mam ładne włosy, a z kolei inny zapyta czy nie myślałam o przefarbowaniu się na inny kolor – jednemu się podoba, drugiemu nie, a ja stoję pomiędzy i sobie myślę: okej.
Bo tak naprawdę co mam powiedzieć? Zawsze mówiłam z zażenowaniem „dziękuję”, chociaż tak właściwie czułam, że nie mam za co dziękować. No bo za co? Że ktoś wszedł do firmowej kuchni i mój widok sprawił mu przyjemność? Tak szczerze mówiąc to naprawdę mam głęboko w dupie czy zaspokajam czyjeś estetyczne pragnienia.

Nie jestem na tym świecie po to, żeby zaspokajać twoje estetyczne potrzeby

Zauważcie jak często jesteśmy komentowane w przestrzeni, która wcale tego komentowania nie wymaga. Idziesz sobie do pracy i myślisz o tym spotkaniu, które masz za godzinę. Powtarzasz sobie w głowie główne punkty prezentacji i skupiasz na ostatnich poprawkach, wchodzi kolega i mówi: „Hej! Jak ładnie dzisiaj wyglądasz!”. I skupienie pryska, bo mimowolnie zaczynasz myśleć o tym jak wyglądasz. Co dzisiaj zrobiłam inaczej, że akurat dzisiaj „ładnie wyglądam”? Mam sukienkę, choć zwykle ich nie noszę i mam podkład kryjący na twarzy, którego zwykle nie używam. Aha, rozumiem, wiadomość zwrotna przyjęta – żeby ładnie wyglądać muszę być trochę mniej naturalna i wygodna.

Wielokrotnie w ciągu dnia przeglądamy się w naszym wewnętrznym lustrze. Kiedy decydujemy, że przebierzemy nasze wygodne, choć powyciągane spodnie dresowe, na coś bardziej „wyjściowego”, kiedy idziemy do Żabki na dole. Za każdym razem, kiedy wciągamy brzuch, żeby nie było go widać na zdjęciu. Albo kiedy malujemy się, żeby wyjść „do ludzi”. Albo pilnujemy, żeby się nie rozmazać przypadkiem. To wszystko sprawia, że nasz mózg ciągle zajmuje się w tle przetwarzaniem jak wyglądamy. Nawet telefony pracują dużo gorzej, kiedy jakieś aplikacje nieustannie działają w tle i zużywają moce przerobowe, a co dopiero nasze umysły! Pomyśl ile ciekawszych rzeczy można by było robić, jeśli nie myślałybyśmy o tym, żeby ciągle poprawiać podsuwającą się w górę niewygodną spódnicę.

Pamiętam jak miałam kiedyś taką koleżankę, która nie mogła z nami biegać po murkach, skakać po dachach i trzepakach, bo zaraz wyglądała jej babcia z okna i krzyczała, żeby wracała do domu, bo się zaraz pobrudzi. Dla mnie wtedy to było absurdalne i totalnie niefunkcjonalne. Bo co z tego, że była najlepiej i najfajniej ubraną dziewczynką, ale jednocześnie przez to nie miała pełnej swobody?

Kiedy niewinny komplement staje się wbitą szpilką

Z komplementami jest taki kłopot, że zazwyczaj są wypowiadane w dobrej wierze, ale jak działają na odbiorcę wcale nie musi być korzystne. Bo tak naprawdę nigdy nie wiemy co się dzieje w głowie drugiej osoby. Jeśli kogoś pochwalimy, że schudł, a ta osoba schudła dlatego, że ma problemy zdrowotne i walczy z chorobą, to wcale nie musi odebrać tego jako komplement. Ja bym pomyślała: aha, czyli jestem wycieńczona po okrutnej grypie, nie mam na nic siły, ale schudłam, więc to znaczy, że wszystko git? Doprawdy super…

Albo z kolei ktoś może cierpieć na zaburzenia odżywiania i takie komentarze mogą jeszcze bardziej podsycić zniekształcone postrzeganie swojego ciała. Jeszcze lepszym hitem jest mówienie osobom z natury drobnym i szczupłym, że powinny przytyć. Wydaje się to OK, bo być szczupłym w naszej kulturze jest lepsze od bycia grubym, więc z jakiegoś powodu wydaje nam się, że bardziej wypada powiedzieć komuś, że jest za chudy, niż że jest za gruby. A znam kilka osób, które mają szczupłą budowę ciała od zawsze i mają z tego powodu kompleksy, bo nieustannie słyszą, że coś jest z nimi nie tak. Albo są wręcz wpędzane w poczucie winy, że bez wysiłku wpisują się w kanon pięknej sylwetki, a my „normalsi” musimy sobie odmawiać ciastka. Przyznaję – ja też na tym polu nie jestem bez winy.

Moje 5 groszy

Nigdy nie miałam zbyt wielu koleżanek. Nigdy nie odnajdowałam się jakoś specjalnie dobrze w większym kobiecym gronie. Miałam wrażenie, że nie znam zasad gry, a kiedy już je poznałam, to osądzałam je jako durne. Na przykład gadanie o ubraniach i kosmetykach, albo najgorsze – użalanie się na swój wygląd. To było częścią każdej dziewczyńskiej grupy i polegało na utyskiwaniu na cellulit, duży brzuch, bladą skórę, krzywe zęby… Najgorsze było to, że zawsze czułam się zobligowana do tego, żeby dołączyć do utyskiwania. A że nigdy nie czułam się pewnie wśród kobiet, to traktowałam to jak zadanie do wykonania, żeby zostać zaakceptowaną.

I dokładnie tak samo było z komplementami. Z tego co pamiętam, to nigdy nie byłam dziewczyną, która mówiła innym komplementy. Dopiero później zaczęłam zauważać, że to może być dobre narzędzie, żeby właśnie skrócić trochę dystans. Żeby komuś poprawić humor, żeby zostawić jej trochę dobra w ten dzień. Że może akurat to jest to, czego jej brakowało, żeby poczuć się lepiej i pewniej? Z pewnością nie miałam złych zamiarów.
Dlatego ja to totalnie rozumiem. Wiem jakim to dysonansem poznawczym grozi, kiedy się słyszy, że mówienie komplementów na temat czyjegoś wyglądu może być wręcz toksyczne, choć nasze intencje są kryształowo czyste.

Ale uważaj!

Wrzuciłam ostatnio na Instagram zdjęcie z książką Obsesja Piękna i jeden gość skomentował je w ten sposób: „Ostrożnie żeby z obsesji piękna nie wpaść w obsesję niepiękna :)”. I trochę mi opadły ręce. Bo to jest tak bardzo typowe! Za każdym razem gdy wspominałam jak krzywdzące są nierealne standardy piękna dla kobiet, jak ważne jest pozytywne i zdrowe nastawienie do ciała, to za każdym razem odzywał się ten głos: tak, ale…

Tak, ważne jest pozytywne podejście do ciała, ale nie można normalizować otyłości.
Tak, nie ma co mieć obsesji na punkcie wyglądu, ale żeby czasem nie skończyło się na wychodzeniu z domu jak straszydło.
Tak, w sumie zgadzam się, że każdego ciało to jego wybór, ale nie podoba mi się jak dziewczyna ma nieogolone pachy.
Tak, zgadzam się, że masz wolność wyboru i prawo do bycia kim chcesz, ale rób to w granicach mojej estetyki.

I tak sobie biegamy w tym zasranym kołowrotku społecznej obsesji piękna. Strasznie mnie to wkurza. Chciałabym potrząsnąć tym gościem z komentarza, żeby się obudził i zrozumiał, że jest częścią tego problemu!

Co by się takiego stało gdybyśmy pozwolili ludziom być grubym, chudym, krzywym, czarnym, białym, w plamki, wysokim, niskim, rudym, blondynką, szatynką, ubierającym się kobieco, męsko czy byle jak? Do cholery, mamy ważniejsze problemy niż to, że facet pomalował sobie paznokcie. Serio. Rozejrzyjcie się. Co się takiego stanie, jeśli opuścimy posterunek Społecznej Straży Estetycznej? Świat się przewróci do góry nogami? Już nic nie będzie funkcjonować? Spłoniemy żywcem?

To już nic Wam nie można powiedzieć…

Co w takim razie powiedzieć koleżance, która przeglądając się w lustrze przymierzalni stwierdzi, że wygląda jak kluska? Rene Engeln radzi, żeby spróbować odciągnąć uwagę od fizycznych aspektów na takie, które są ważniejsze. Na przykład aspekt funkcjonalny – ciało nie służy do oglądania, ale do funkcjonowania. To myślenie na zasadzie „co z tego, że mam cellulit, skoro potrafię na rowerze pokonać kilkadziesiąt kilometrów!”. Drugim sposobem jest podkreślenie cech, które naprawdę mają znaczenie, czyli cech charakteru. Ja wiem, że to jest taka klisza, ale jeśli twoja osobowość to gnojowisko, to absolutnie nie poprawi tego piękna powłoka. Milion razy ważniejsze jest czy jesteś dobrym człowiekiem, od tego czy jesteś uznawana za ładną.

Sama milion razy bardziej wolałabym usłyszeć od kogoś, że jestem dobra, zabawna, honorowa, wrażliwa, odważna, dzielna, mądra, zamiast tego, że jestem ładna. Bo to, że jestem ładna, nic o mnie nie mówi! Tak samo jak nic o ludziach nie mówią ich idealnie piękne zdjęcia na Instagramie. Uwielbiam te, które są krzywe, trochę nieostre, z głupimi minami, ale za to z których bije prawdziwa energia i radość uwiecznionej chwili.

Mam jedno takie instaksowe zdjęcie z Open’era, na którym wszyscy zapozowali ładnie, a ja byłam przekonana, że idziemy w inny klimat, więc zrobiłam dziwną pozę i głupią minę. W efekcie wyszło zdjęcie, na którym wszyscy wyglądają dobrze, a ja trochę głupkowato i dziwacznie. Ale kocham to zdjęcie, bo ja dokładnie taka jestem!

***

Jeśli zaciekawił Was ten temat albo czujecie, że pewnie coś pokręciłam i piszę głupoty – sięgnijcie po książkę. To nie są jakieś pseudonaukowe bzdury, tylko wnioski wyciągnięte przez naukowczynię po latach badań tego tematu. To nie jakiś Heniek czy Gienek spod spożywczaka, co wiedzą swoje.

I na sam koniec chcę zostawić jedno zdanie z tej książki, które myślę, że pełni też funkcję dobrej rady:

Jeśli chcesz pomóc kobiecie, która pracuje nad zdrowiem swojego ciała, nie komentuj w żaden sposób jej wyglądu.


Photo by Chermiti Mohamed on Unsplash

Poprzedni post

Może ci się spodobać