zmiana w związku
Damsko-męskie, Wieczór Otwartego Bloga

Nie każda zmiana w związku to kryzys i nie każdy kryzys to koniec

Myślę, że sporo osób zetknęło się w swoim życiu z poglądem, że kryzysy w związku pojawiają się po około 2, 3 albo 7 latach.  Sama nie raz to słyszałam, a nawet pokusiłam się o wpisanie w Google frazy „kryzys w związku” i od razu pojawiły mi się podpowiedzi uwzględniające 2, 3, 5 i 7 lat. Traktowałam to trochę jak urban legend albo dziwny zbieg okoliczności. I przez to, szczerze mówiąc, zupełnie nie zastanawiałam się z czego to się bierze. Dlaczego tak często pojawiają się zbliżone liczby? I czy uznacie, że zwariowałam jeżeli odpowiedź w skrócie będzie brzmiała: osiągając taki właśnie wiek dzieci stopniowo nabierają coraz więcej samodzielności?

Ja odpowiedź znalazłam kilka lat temu przekopując się przez swego czasu namiętnie gromadzone psychologicznie ebooki. Trafiłam na Zachowania intymne Desmonda Morrisa i chyba częściej niż kiedykolwiek wcześniej miałam zapalanie żarówki w głowie podczas tej lektury. Sama nigdy nie patrzyłam na zmiany opisane w książce w ten sposób co autor i nie zauważałam zależności, które po lekturze wydają się oczywiste i nagle dużo cegiełek zaczęło wskakiwać we właściwe miejsca.

Myślę zresztą, że każdemu kto jest w długim związku, lub też wchodzi w nowy związek, nie z zamiarem zabicia czasu, ale po to aby budować coś wartościowego z jedną osobą, te informacje pozwolą czasami zamknąć oczy, wziąć oddech i uspokoić się. Uspokoić i nie martwić, że to już pewnie koniec i wszystko się sypie, tylko zrozumieć, że ten związek wkracza właśnie w nową fazę i trzeba się do tego dostosować. I przede wszystkim zdać sobie sprawę, że w każdym kolejnym związku będą takie same etapy, więc może nie warto wszystkiego zaprzepaszczać i co chwilę zaczynać coś nowego, bo zachodzące zmiany to wcale nie kryzys.

Trzymaj mnie mocno

Jak wyglądają początki związków każdy wie. Dotyk jest zdecydowanie dominującym środkiem komunikacji. Czy to delikatne i niepewne pierwsze zetknięcia dłoni, które z całym towarzyszącym im napięciem sygnalizują, że nie jesteśmy obojętni i targają nami silne emocje. Czy też już pewne i niemalże nieustanne dotykanie partnera dla własnej i jego przyjemności. Oczywiście rozmowy na tym etapie pozwalają się poznawać, ale jest to też etap, gdy niektóre słowa bardzo trudno przechodzą przez gardło, bo wydają się być bardziej definitywne niż dotyk. I to właśnie dotyk buduje na początku intymność, pozwala czuć się dobrze i pewnie w nowej relacji. Chyba mało kto zdaje sobie sprawę, że na tym wczesnym etapie powtarzamy schemat z dzieciństwa. W tym pierwszym etapie naszego życia, gdy nie mówimy i nie rozumiemy wypowiadanych słów, to właśnie dotyk matki sprawia, że czujemy się bezpiecznie, to jej bicie serca potrafi sprawić, że uspokajamy się. To delikatne szepty i lekkie tony gdy delikatnie i radośnie mówi do nas sprawiają, że na twarzy pojawia się uśmiech.

Dokładnie taki sam rozwój zachodzi w związku. Oprócz dotyku pojawiają się słodkie wyznania, często wypowiadane właśnie szeptem, pierwsze tkliwe określenia. I dla niemowlaka i dla pary zakochanych ludzi jest to okres największej delikatności i czułości. Czas, w którym każdą komórką staramy się przekazać ile jest w nas miłości dla drugiej osoby, a jak łatwiej to zrobić niż poprzez głaskanie, przytulanie i całowanie? Taka bliskość fizyczna, choć bardzo przyjemna gdy darzymy kogoś pozytywnymi uczuciami, wyraźnie przekracza granicę strefy komfortu każdego człowieka, jednocześnie sygnalizując „tak, dopuszczam cię do siebie, bo jesteś dla mnie ważny, bo twoja obecność jest pożądana i przyjemna”. W obu też przypadkach, gdy intymność zostanie już zbudowana, następuje kolejny etap. Etap, który może się wydawać kryzysem w związku, a jest przecież naturalną koleją rzeczy i pokazuje prawidłowy rozwój relacji.

Połóż mnie

Jest to czas, gdy po pierwszej fali mega intensywnego budowania intymności poprzez dotyk i czułość, partnerzy zaczynają odczuwać chęć zwiększenia niezależności (w końcu nie samą miłością człowiek żyje). To wtedy w wielu związkach pojawia się natrętna myśl, że oto wszystko się sypie a związek jest jednak błędem i najlepiej jest się rozstać. Ten spadek temperatury, intensywności, bliskości i odsunięcie się od siebie jest trudnym etapem, na którym wiele par wpada w panikę i woli szukać nowego partnera, u boku którego znowu będzie mogło budować związek, wracając do dobrze znanych czułych wzorców zachowań.

W dzieciństwie nie jest to tak trudny etap, a przynajmniej nie dla dziecka. Ono po prostu zdobywa coraz większą niezależność. Uczy się jak radzić sobie z napotkanymi problemami samemu, nadal jednak mając oparcie w matce, która w razie potrzeby będzie obok aby pocieszyć. Oczywiście ta relacja dziecko-matka, również jest mniej intensywna. Zamiast ciągłego tulenia i całowania mamy do czynienia z dotykiem wspierającym, ale też pozostawiającym dużo swobody do samodzielnego działania. Dla matki na pewno jest to trudny okres, z jednej strony satysfakcja z rozwoju dziecka z tego jak sobie radzi samo, jakie jest zdolne i mądre, a z drugiej świadomość tego, że traci się coś co już nie wróci. I że nie jest się już tak niezbędnym elementem życia dziecka, jak to miało miejsce niedawno.

O ile każdy zdaje się wiedzieć i rozumieć, że taka jest kolej rzeczy dorastania, to już w przypadku związku nie wygląda to tak różowo. Tutaj zamiast radości i powrotu do samodzielności z okresu przed związkiem (powrotu poniekąd „do siebie”) pojawia się panika. Myślę, że często powodem tej paniki jest nie tyle zmiana zachodząca w związku, ale to, że partnerzy są na innych etapach. Podczas gdy jedno z nich zaczyna się usamodzielniać bo czuje się pewnie ze zbudowanym poziomem intymności, druga strona nadal chce się kurczowo trzymać partnera. I to paniczne oplatanie partnera niczym przysłowiowy bluszcz, prowadzi do jeszcze większego oddalenia i konfliktów. Nie trudno się domyślić, że łatwo tu wpaść w błędne koło.

Zostaw mnie samego

Niestety często to błędne koło i brak zrozumienia zachodzących procesów przeradza się w coś więcej. W coś, co w dorastaniu dziecka jest naturalne i oczekiwane, a w przypadku związku może zakończyć się trwałym jego rozpadem. To faza odsunięcia się, i o ile w przypadku nastolatka mówiącego „zostaw mnie”, unikającego bliskości z rodzicami, „bo to obciach”, „bo już jestem dorosły i nie wypada” jest zazwyczaj nieszkodliwym, naturalnym etapem poszukiwania siebie, tak w zbudowanej już relacji romantycznej może doprowadzić do całkowitego odsunięcia się.

Szczerze mówiąc, aż boję się myśleć ile dobrych związków rozpadło się przez taką nieświadomość. Ile osób dało się złapać w pułapkę paniki towarzyszącej zmianie w relacji i o ile inaczej mogłyby potoczyć się ich losy gdyby wiedzieli, że nie ma powodu do strachu, że owszem coś się kończy ale też zacznie się coś nowego i wcale nie gorszego? Dla mnie jest to podobny uspokajacz jak informacje zawarte w „Mężczyźni są z Marsa, kobiety z Wenus”. Tam dowiadujemy się, że mężczyzna od czasu do czasu musi udać się do jaskini i nie oznacza to absolutnie zmiany uczuć, tu mamy naukę dla obu stron aby nie kojarzyły zmiany w intensywności relacji z jej psuciem.

*

PS.: A tak już zupełnie na marginesie, polecam książkę również rodzicom i tym którzy planują powiększenie rodziny.  Część skupia się na rozwoju intymności już od etapu płodu i może być bardzo pomocne dając nowym rodzicom kilka fajnych wskazówek.


Ten tekst pojawił się w ramach serii „Wieczór Otwartego Bloga” i został napisany przez Olę – jedną z czytelniczek lepiej myślącego bloga. Chcesz przeczytać pozostałe teksty z serii? Kliknij o tu!
Chcesz się zgłosić ze swoim tekstem? Śmiało, napisz do mnie na adres podany w zakładce „O mnie”. 

Poprzedni post Następny post

Może ci się również spodobać

  • Pingback: Czerwcowe znaleziska z sieci - ekopozytywna()

  • Olu, nie wiem, czy masz swojego bloga, czy jesteś tylko (i aż) czytelnikiem, ale powinnaś pisać więcej.
    Właśnie takiego tekstu teraz potrzebowałam i będę do niego wracała za każdym razem, kiedy w mojej głowie pojawi się myśl o kryzysie.
    Dziękuję!

    • Ola

      To ja dziękuję bardzo za miłe słowa i cieszę się, że tekst się przydał :) I jestem „aż” czytelnikiem, który o ile przy czytaniu nie mam problemów z systematycznością to z pisaniem byłyby pewnie problemy (liczba niedokończonych pamiętników najlepiej o tym świadczy ;) ). Na razie będę się ograniczać do standardowego pisania do szuflady.

      • Wobec tego życzę, by była to szuflada pojemna i gotowa do otwarcia w przyszłości!
        P.S.
        Czy ktoś kiedykolwiek miał dokończony pamiętnik? :)

        • Ola

          Myślę, że gdzieś tam na polanie, po której biegają jednorożce, siedzi jakiś człowiek i pisze kolejny tom swojego pamiętnika ;)

          • Ej! Mi kiedyś prawie się udało dokończyć pamiętnik… ale w sumie ciężko skończyć historię, która toczy się dalej. Dlatego mam całą masę zeszytów, które czasem kończą się nawet nie w połowie, a czasem kilka stron przed tylną okładką.
            Kto w ogóle kiedykolwiek powiedział, że pamiętnik musi być dokończony? Będzie skończony jak poumieramy, ot co! ;)