Ludzie

Wybiórcza życzliwość i społeczna zawiść Polaków

Jak to jest, że Polacy w większości uważają się za ludzi szczęśliwych, ale jakoś nie czuć tego w zmianie ich podejścia do innych ludzi? Dlaczego mamy w sobie tą wybiórczą życzliwość, ale wciąż żywimy wobec siebie społeczną zawiść? Zastanawialiście się kiedyś nad tym? Bo ja owszem. 

Jakieś dwa lata temu natknęłam się na pewne dane statystyczne w jakiejś gazecie, którą rozdają w przejściu podziemnym na wrocławskim Grunwaldzie. Według tych statystyk 91% Polaków określa się jako ludzi szczęśliwych. Brzmi to zupełnie irracjonalnie, prawda? Chyba każdy narzeka na naszą służbę zdrowia. Coraz więcej osób skarży się na depresję. Wiele osób ma problemy ze spłatą rat kredytów, głupich comiesięcznych opłat i rachunków. Bijemy rekordy pod względem zapracowania, bo jednak za coś trzeba spłacić ten kredyt za mieszkanie, lodówkę czy tablet na pierwszą komunię siostrzenicy.
I wcale nie muszę sięgać wzrokiem daleko, żeby widzieć ludzi przytłoczonych przez ciężką, polską rzeczywistość.

Jednak wiele się wyjaśnia, kiedy dalej w tych badaniach dowiadujemy się, że 56% z nas szczęście odnajduje w sferze osobistej, typu narodziny dziecka, tworzenie udanego związku czy posiadanie bliskich przyjaciół. Natomiast tylko 7% Polaków podaje ukończenie studiów/szkoły czy sukcesy w pracy jako czynniki uszczęśliwiające.
Pomimo tego, że 91% Polaków uważa się za osoby szczęśliwe, nasze poczucie szczęścia nie odzwierciedla się w większej życzliwości wobec siebie nawzajem czy częstszym uśmiechaniu się do innych.
Jesteśmy szczęśliwym narodem, ale prywatnie i za zamkniętymi drzwiami. Co prowadzi do tego, że jesteśmy wybiórczo życzliwi. Natomiast społecznie złośliwi, a wręcz zawistni.

To wszystko przez brak społecznego zaufania

I tutaj znowu przypomina mi się ta cała książka o hygge. Bo autor tam wspominał, że Duńczycy są najszczęśliwszym narodem na świecie. Bo czemu niby mieliby nie być? Mają darmową opiekę zdrowotną, bezpłatne studia wyższe i jedne z najkrótszych godzin pracy. Co ciekawe, Duńczycy płacą jedne najwyższych podatków na świecie, ale jak widać wcale nie czują się przez to bardziej nieszczęśliwi. Skąd! Bo Duńczycy podatki traktują jak inwestycję. Inwestycję w to, że nie muszą się martwić opieką zdrowotną czy wykształceniem dla swoich dzieci. Nie jęczą, że musza dużo bulić, bo widzą tego realne efekty i korzyści w życiu codziennym.
Poza tym Duńczycy darzą się nawzajem sporym zaufaniem społecznym. A co za tym idzie, również zaufaniem do polityków i rządu.

Kiedy tak sobie to wszystko porównamy, to jakoś wydaje się logiczne skąd w nas ta wybiórcza życzliwość i społeczna zawiść. Nie darzymy siebie nawzajem zaufaniem, bo mamy wrażenie, że jesteśmy nieustannie rolowani – począwszy od partii rządzących, a kończąc na zwykłych restauracjach, gdzie szukają oszczędności kosztem jakości.
Jak mamy być wobec siebie życzliwi, jeśli mamy zakorzenione przekonanie, że każdy chce nas oszukać? Jak możemy się uśmiechnąć do kelnerki, która przez pomyłkę nabiła droższe piwo, jeśli jesteśmy z automatu przekonani, że chce nas zrobić na szaro?
Jak możemy machnąć ręką na to, że pani w spożywczaku nie ma wydać grosza, jeśli jesteśmy przekonani, że robi to specjalnie i już pewnie na tym triku dorobiła się miliona?

Człowiek człowiekowi człowiekiem

Teraz, tak zupełnie szczerze i po ciuchu, zastanówmy się ilu z nas lubi miłą i uśmiechniętą obsługę w restauracji, hotelu czy nawet durnym sklepie osiedlowym. A teraz zastanówmy się kiedy ostatnim razem doświadczyliśmy miłej obsługi, takiej że wyszedłeś ze sklepu dosłownie szczęśliwszy, z bananem na twarzy i z przywróconą wiarą w ludzkość (mówimy o sklepie na terenie naszego kraju).
I okej, ktoś może mi powiedzieć że też nie byłabym uśmiechnięta gdybym pracowała na kasie za najniższą krajową. Ale z drugiej strony jaka w tym moja wina? Dlaczego mam obrywać za czyjeś prywatne frustracje, kiedy ja tylko chciałam zapytać gdzie znajdę twarożek?

Ja wiem, że klienci też potrafią być strasznie wrednymi paskudami. Czasem jak obserwuję zachowanie ludzi w sklepie czy restauracji i ich podejście niczym „jam jest Jaśnie Pan na włościach”, to po prostu aż chciałoby się takiego kopnąć między oczy i zaprowadzić z powrotem do przedszkola, gdzie na nowo nauczą go pewnych podstawowych zasad.

Ba! Ostatnio doszłam do wniosku, że każdy młody człowiek powinien przynajmniej raz w życiu mieć jakikolwiek epizod pracy z ludźmi, chociażby w sklepie, restauracji czy hotelu. To naprawdę trochę człowieka temperuje i uczy ogłady.  Już nie jest taki fifarafa, co to nie on. Bo klientowi nie powiesz: „wal się na ryj, Twoje żarty mnie nie bawią, głupi zwyrolu”. Kiedy masz milion zamówień na głowie i klientów rzucających ci zniecierpliwione spojrzenia, to kiedy sam jesteś klientem, jakoś cierpliwiej siedzisz i czekasz na swoje zamówienie. Bo człowiek już  w i e  jak to jest po drugiej stronie lady.

Zacznij od tego typka w lustrze

Ja sama nie raz i nie dwa odreagowałam na kimś swój zły nastrój. W sumie to chyba można by to liczyć w setkach. (Można to określić taką zasadą, że jak ja mam zły humor to wszyscy mają zły humor.) Ale teraz kiedy już wiem, że jestem bywam wredną małpą to przynajmniej mogę jakoś temu przeciwdziałać. Czasem się udaje, a czasem nie. (Moja cierpliwość jest odwrotnie proporcjonalna do głupoty drugiego człowieka.)

Podobno wspominał coś o tym Dalajlama, ale ja pamiętam jak mówiła o tym Babcia Wierzba z Pocahontas :

„Kręgi na wodzie na początku są małe, a potem patrzcie jak się powiększają. Ale musi być ktoś, kto zacznie.”

Zatem przedstawiam Wam coś, od czego można zacząć:

 6 małych kręgów, od których można zacząć pozbywanie się
Polskiej Społecznej Zawiści 

#1. Uśmiech

Jest takie angielskie powiedzenie, że każdy uśmiecha się w tym samym języku. Uśmiech dodaje otuchy, skraca dystans, a ten szczery dodatkowo wzbudza zaufanie. Chyba każdy to wie.
Szczególnie jeśli jest się typem z RBF (Resting Bitch Face), to warto czasem świadomie i umyślnie przywoływać nieco bardziej przyjazne oblicze.

#2. Nadaj ton rozmowie

Ludzie najczęściej podświadomie dopasowują ton swojego głosu, sposób mówienia czy nawet dobór słów do tego jak mówi ich rozmówca.
Jeśli ktoś zaczyna rozmowę w napastliwy sposób, a ty się temu nie poddasz i będziesz odpowiadał spokojnie, to po chwili druga osoba sama się uspokoi. To działa w dwie strony.  Jak zaczniesz na kogoś drzeć twarz, to możesz wywołać u tej osoby reakcję obronną w postaci jeszcze większego darcia twarzy.
(I powodzenia w tym momencie w przekrzykiwaniu siebie nawzajem i prowadzenia konstruktywnej konwersacji.)

#3. Mów wyraźnie

Każdy z nas rozmawiał kiedyś z kimś, kto mówił niewyraźnie i cicho. Ostatecznie wyglądało to tak, że dwa razy prosiłeś, żeby jeszcze raz powtórzył, a za trzecim kiedy znowu nie zrozumiałeś ani słowa, poddałeś się i uśmiechałeś się kiwając głową, mając nadzieję że to jest moment, w którym powinieneś się zgodzić.
To jest męczące. I mało kto ma cierpliwość by na dłuższą metę rozmawiać z kimś, kogo nie rozumie.

#4. Pytaj i słuchaj

Kiedy możesz się wypowiedzieć na dany temat, to wal jak w dym. Ale kiedy nie masz pojęcia na temat strojenia perkusji, a wręcz do tej pory nawet nie zdawałeś sobie sprawy, że perkusję się w ogóle stroi (no bo przecież jak, skoro to strun nie ma!) – to po prostu słuchaj i pytaj.
O wiele lepiej są odbierani ludzie, którzy otwarcie przyznają, że nie orientują się w danym temacie, ale chętnie się czegoś więcej o nim dowiedzą. To świadczy o otwartości umysłu. A otwarty umysł to ciekawy umysł.

#5. Trzy magiczne słowa

Przepraszam, proszę i dziękuję. Trzy słowa, które – niczym perfekcyjnie rzucone przez Hermionę zaklęcie Alohomora – otwierają nie jedne drzwi i okna.
Oczywiście czasami te słowa są jedynie zwrotami grzecznościowymi. Ale to jak ich używasz i czy w ogóle ich używasz, świadczy o tym jakim człowiekiem jesteś. A warto pamiętać, że duma jednak zbyt często jest mylona z głupotą.
Zatem nie wstydź się przeprosić, kiedy faktycznie nawalisz.
Nie zapomnij podziękować, kiedy ktoś wykonał miły gest wobec ciebie.
I nie bój się prosić, bo czasem tylko tego słowa brakuje byś dostał to, czego potrzebujesz.

#6. Śmiej się z siebie

Każdy, kto potrafi śmiać się z siebie jest po prostu zajebistym człowiekiem¹. To świadczy o dystansie i potencjalnym braku egocentryzmu.
Minuta śmiechu daje tyle, co 45 minut relaksu i przedłuża życie o około 10 minut (nie wspominając o cudownym efekcie ubocznym jakim jest spalanie kalorii). Zatem pomnóż to przez ilość głupich sytuacji, które cię spotkały i z których absurdalności mogłeś się śmiać w głos, a zamiast tego rzucałeś mięsem pod nosem. Albo w innych ludzi.

#7. Bądź bardziej otwarty

Nie każdy chce cię oszukać. Nie każdy chce cię skrzywdzić. Czasem ludzie rzeczywiście mają na myśli to, co mówią. Nie bój się przyjąć czyjejś pomocy, zaproszenia czy bezinteresownej porady. Wiem, że instynkt podpowiada wzniesienie muru obronnego i niepewnego wychylania tylko czubka nosa, kiedy nagle ktoś wydaje się bezinteresownie miły. Bo przecież jak to tak, ktoś jest bezinteresownie miły? Toż to legenda i jednorożec z bajki dla małych dziewczynek. Na pewno coś chce na tym ugrać dla siebie!
Pewnie, jest cała masa nikczemnych i podłych ludzi. Ale jest też cała masa tych dobrych, którzy zawsze noszą kieszenie pełne brokatu.

 


¹ Na polską absurdalną rzeczywistość szczególnie polecam czarny humor. Tylko, że czarny humor jest jak noga- nie każdy ją ma.

Poprzedni post Następny post

Może ci się również spodobać

  • Podoba mi się bardzo stwierdzenie wybiórczej życzliwości, bo to prawda,
    my też jesteśmy szczęśliwi, ale w gronie bliskich. Wśród rodziny, przyjaciół, czy znajomych. I za każdym razem gdy opuszczam granice naszego kraju zadziwia mnie otwartość tamtych ludzi! Nieważne czy to kasjerka w sklepie, właściciel restauracji, czy zwykły przechodzień. Od każdego bije uśmiech i ciepło. Tak po prostu. My wciąż nie potrafimy.

    • Może kiedyś się nauczymy. W końcu jesteśmy kolejnym pokoleniem, więc jest szansa na zmiany ;)

      • Nie, nie ma. Może być za to zmiana na gorsze, bo moi rodacy mają coraz większą chęć do szpanowania stanem posiadania, nawet jeśli wszystko jest na kredyt, a życzliwości w narodzie mniej coraz.

  • Te statystyki są zaskakujące, zwłaszcza, gdy ludzie w Twoim otoczeniu w praktycznie każdej wypowiedzi muszą sobie ponarzekać, jak to jest im źle i w jakim to beznadziejnym kraju przyszło im toczyć tę marną egzystencję. (Wstyd, ale sama mam tendencję do ciągłego marudzenia.) Najlepsze jest to, że jak rozmawiasz np. z Erasmusami, to są Polską zachwyceni i chcą tu wracać – znaczy to tyle, że albo przez rok nie zdążyli się jeszcze przekonać, że Polska jest do „de”; albo faktycznie nie jest u nas aż tak źle i naprawdę da się nas lubić. Mam wrażenie, że gdziekolwiek byśmy nie pojechali (generalizuję), zawsze trawa po drugiej stronie płotu będzie bardziej zielona.

    I też jestem zdania, że każdy w swoim życiu powinien chociaż przez jakiś czas pracować w obsłudze klienta. To uczy pokory i szacunku dla drugiej osoby. Kiedy pracowałam w sklepie jeszcze tego nie odczuwałam, wiadomo – zdarzały się buraki, ale to było do przeżycia. Obecnie siedzę ze słuchawką na infolinii w Centrum Pomocy i uważam, że niektórym ludziom przydałby się intensywny kurs kultury osobistej, bo słoma to już się im w butach nawet nie mieści.

    • Współczuję Ci. Podejrzewam, że jak ludzie słyszą tylko głos w słuchawce, to już nie mają żadnych pohamowań. Bo tak twarzą w twarz, to jeszcze mogą dostrzec, że sprawili komuś przykrość i może się pohamować, ale przez kabel to już hulaj dusza.

  • Też jestem niecierpliwa i do tych zasad, które napisałaś dodałabym jeszcze, że jak już czajniczek zaczyna nam buzować, już tam się pod kopułką gotuje, to.. do 10.. spokojnie, powoli, delektować się odliczaniem :D

    • O tak, liczenie oddechów pomaga ;)

  • Mieszkam w jednej z najbardziej niebezpiecznych dzielnic Wrocławia i wszyscy się dziwią, że nigdy mi się nic nie stało. Mówię, że mam Moc. Polega na tym, że uśmiecham się do ludzi, mówię „przepraszam” i „dziękuję”. Nikt mi nie wierzy, że to wystarcza i że w ogóle na kogokolwiek działa. To znaczy… niby potakują, że owszem, że trzeba być uprzejmym, ale… jak to jest, że wszyscy wiedzą o tej uprzejmości, ale jej nie stosują?
    PS Do tej pory czytałem jedynie „Zrytą Banię Stanleya”. Wreszcie, wreszcie znalazłem inny ciekawy blog :)

    • Rzeczywiście, niby każdy to wie, a w praktyce jak wychodzi to wszyscy wiemy… Kiedyś mieszkałam na Trójkącie we Wrocławiu i też mi się nic nie stało.

      PS: Dzięki ;)