języki miłości
Damsko-męskie, Wieczór Otwartego Bloga

Uczę się ciebie, człowieku

Bardzo lubię czytać, w Internecie i nie tylko, wpisy na temat doświadczeń ludzi w relacjach. Dlatego pomyślałam, że i swoimi mogę się podzielić przy okazji Otwartego Bloga, a także własnych perturbacji życiowych. Mam skończone tylko (lub aż) 26 lat i myślę, że dopiero teraz po wielu, wielu latach w różnych związkach mogę już coś opowiedzieć z własnej autopsji.

Po pierwsze, jeśli chodzi o związki, najzdrowiej kierować się ogólnie zasadą życiową: nikt nie mówił, że będzie łatwo. Z moich spostrzeżeń wynika, że można w sumie powiedzieć, że na początku jest „łatwo”, dlatego że zakochanie nieco usprawnia nam wzajemne oddziaływania ze sobą

No bo jak jest na początku?

Pierwsze spotkanie. Najczęściej to oczy „mówią” wiele i są zapalnikiem do dalszego poprowadzenia znajomości. Potem podekscytowanie, iskry w oczach, uśmiech, dbanie o to, żeby wyglądać jak najbardziej atrakcyjnie, setki wiadomości, niekończących się rozmów telefonicznych, bezsenność, rozmarzony wzrok, rewelacyjny humor, unoszenie się trzy metry nad chodnikiem, zapominanie o wszystkim co przygnębiające, planowanie ciekawych „randek” czyli… wszystko na co składa się poznawanie drugiej osoby. Początki są cudowne. Może dlatego, że nie dostrzegamy całości partnera? Widzimy to, co najlepsze? To, co nas przyciągnęło?

Często jednak zdarza się, że pojawia się uczucie, dwoje ludzi decyduje się być razem, mija kilka miesięcy, może pół roku i po odwiedzeniu wszystkich możliwych restauracji w mieście, obejrzeniu 50 filmów, wydeptaniu wszystkich parków i skwerów, mimo całego uczucia, coś jest nie tak. Nie chodzi o znudzenie się sobą, rutynę, tylko zgrzyty, kłótnie, które wprowadzają złą atmosferę, a wynikają z błahostek. Moim zdaniem często ludzie nieświadomie dobierają się w przeciwieństwa, czego nie widać na początku znajomości. Później, gdy zaczynają pomieszkiwać (lub mieszkać) ze sobą, poznają swoje nawyki, codzienne rytuały, wnikają bardziej w sferę drugiego człowieka, która wcześniej była im obca. I ta-dam! Mamy pierwsze kłótnie.

Uwierzcie mi, nikt nie lubi się kłócić. Ja sama tego serdecznie nie znoszę, ale po latach uważam, że lepiej się pokłócić i oczyścić to, co „wisiało” w powietrzu niż dać wejść między siebie ukradkiem „cichym dniom”, które skutecznie rozwieją sprawę, by mogła wrócić z większym hukiem. Kłóćcie się, ale z głową! Szanujcie się w kłótniach. Mówcie co Wam leży na sercu, bo tylko rozmowa ma sens, ale nigdy nie kładźcie się spać bez wcześniejszego pogodzenia. Nie znam par, które żyją w permanentnej zgodzie. Jeśli takie istnieją to znaczy, że nie są ze sobą do końca szczere, tylko sztucznie kreują związek. Kłótnia się przydaje. Można po niej wyjść, żeby ochłonąć i dać sobie czas na to, żeby dojść do konsensusu na spokojnie albo zakończyć ją próbując obrócić sytuację w żart. Sama preferuję tę drugą metodę. Spróbujcie, warto.

Języki miłości

Jednak, chciałam się podzielić z Wami wiedzą o językach miłości. Sama wpadłam na książkę „Pięć języków miłości” Gary Chapman’a ponad dwa lata temu. Nie trudno się domyślić dlaczego. Nie wiedziałam skąd biorą się w moim związku dziwne spięcia i sytuacje – przecież chcę dobrze, a efekt jest odwrotny. Zamiast budować coś fajnego, pojawiała się irytacja z obu stron i nie trudno się domyśleć, oddalanie się. Wniosek był taki, że ja ze swojej strony naprawdę chciałam dobrze, ale to dobrze nie było takim samym dobrze jak u mojego mężczyzny.

Słowo klucz: różnice. Nie tylko między kobietami a mężczyznami, bo to jest jakby jasne od zarania dziejów, ale różnice między potrzebami, inteligencją emocjonalną i przede wszystkim charakterem. To wszystko autor nazywa językiem miłości. Każdy z nas mówi innym. Takim, który jest dla niego naturalny, zgodny z jego potrzebami. Te języki, pozwalają nam zrozumieć dlaczego tak trudno momentami jest nam się dogadać z drugą połową (mimo, że na początku kończyliśmy za siebie zdania) i znacznie ułatwić komunikację między sobą. Tak przynajmniej było w moim przypadku. Jest to zwyczajne uczenie się siebie nawzajem. Krok po kroku. Mamy problem, żeby wprost mówić o swoich potrzebach, każdy z nas jest inny. A spojrzenie na człowieka przez pryzmat jego języka miłości wiele obrazuje.

Należy pamiętać o tym, każdy z nas ma ogromną potrzebę bycia kochanym. Autor w książce nazywa to zbiornikiem na miłości, który ma każdy z nas i żeby być szczęśliwym w związku należy ten zbiornik napełnić. Proste, prawda? A jak widać po problemach par – które spotykam i patrząc na samą siebie – nie do końca. Trzeba być bardzo uważnym obserwatorem swojej drugiej połówki, żeby wiedzieć który język miłości napełni go najbardziej obficie. Lampka potwierdzająca zapaliła mi się w momencie, gdy mój mężczyzna powiedział pewnego wieczoru: „Doceniam to, że kupiłaś mi tą książkę, ale tak rzadko się ostatnio przytulamy..”.

Pięć języków – który jest Twój?

#1. Wyrażenia afirmatywne

Kobiety kochają być komplementowane przez mężczyzn, ale działa to w obie strony! Drogie Panie, faceta też trzeba chwalić – on to naprawdę docenia i zauważa.
Wiadomo, że komplement jest jak woda dla kwiatka, dzięki niej rozkwita piękniej. Słowa uznania i komplementy mają bardzo dużą moc komunikowania miłości. Nie bójmy się powiedzieć ich w prostych słowach: „Świetnie wyglądasz w tej marynarce!”, „Wyglądasz po prostu bosko w tej sukience!”. Dobre słowa i pochwały mogą też działać pokrzepiająco na naszego partnera i sprawią, że będzie miał odwagę do próbowania nowych rzeczy lub rozwijania się w tych, które już zaczął. Każdy z nas wie, że słowa są bardzo ważne i należy uważać na to, co się mówi, szczególnie w złości, ponieważ ich wydźwięk może długo pozostawać w głowie i wracać w nieoczekiwanych momentach.

Osoby z tym językiem miłości uwielbiają dostawać miłe wiadomości, romantyczne listy, karteczki pełne uczuć.

#2. Dobry czas

Brzmi dziwnie? „Dobry”, czyli spędzony w skupieniu i uwadze skoncentrowanej na drugiej osobie. Ludzie z tym językiem miłości uwielbiają ze sobą spędzać czas, robiąc rozmaite rzeczy  r a z e m. Nie chodzi o wspólne pójście do restauracji i scrollowanie stron internetowych w oczekiwaniu na dania, by potem zjeść je w zupełnym milczeniu. Trzeba pamiętać, że dobra rozmowa jest podstawą związku, bez niej nie da się funkcjonować, wtedy żyjemy obok siebie a nie ze sobą.

Osoby z tym językiem lubią spontaniczne wypady, wykonywanie wspólnie czegoś kreatywnego, c z e g o k o l w i e k- mogą to być małe rzeczy, byle by odbywały się w towarzystwie partnera.
Oczywiście nie mam tu na myśli bycia bluszczem, który zabiera cały wolny czas drugiej połówce – bez popadania w skrajności.

#3. Przyjmowanie podarunków

To mój ulubiony! Bo kto nie lubi dostawać prezentów? A tak poważnie – podarunki są wizualnym wyrazem miłości. Wynikają z intensywnego myślenia o drugiej osobie i podkreślenia jak bardzo ważna jest dla nas: „poświęcił swój czas, znalazł to i mi to wręczył!”.
Symbole mają wartość emocjonalną – poczynając od drobiazgów, które trzymamy na dnie szuflady, kończąc na obrączkach, które małżonkowie zakładają sobie wzajemnie na znak ślubowania miłości i wierności. Nie chodzi o to, że ludzie z tym językiem miłości to materialiści, bo podarki nie muszą być bardzo drogie i kosztowne – chodzi o gest, pamięć i zaangażowanie.

Wystarczy bacznie obserwować swojego partnera i uważnie słuchać. Sam, w rozmowach, zdradzi jaka rzecz jest jego marzeniem lub co lubi dostawać.

#4. Drobne przysługi

Zamiast przynosić mi kwiaty, mógłbyś pozmywać naczynia?” albo „pięknie pachną te nowe perfumy, ale czy mogłabyś wyprasować mi tę nową koszulę?”. Tak w wielkim skrócie przedstawia się ten język. To język ludzi, którzy oczekują pomocy przy codziennych sprawach i właśnie to cieszy ich najbardziej! Nie tony czekoladek, tuzin czerwonych róż czy chwalenie cudownej sukienki, a odkurzanie, pranie, wkręcenie żarówki, pomoc przy przygotowaniu prezentacji czy rozwiązaniu zadania. To wywołuje zadowolenie i spełnienie – „ona jest taka pracowita, dom błyszczy codziennie!/on ma tyle pomysłów, napisał tyle nowych tekstów do mojej prezentacji!” [czyt. „ona jest taka cudowna(…)/on jest taki fantastyczny(…)]. Tak to działa.

Oczywiście chodzi o to, żeby umieć prosić o takie rzeczy, na których nam zależy. To nie jest tak, że nasz partner staje się naszym „niewolnikiem”, który ma nas wyręczać we wszystkim, ale jeśli pomoc w codziennych zadaniach sprawia, że czujemy się kochani, to warto o tym powiedzieć na głos.

#5. Dotyk

Trzymanie się za ręce, pocałunki, przytulanie, bliskość. Tego wszystkiego i jeszcze więcej potrzebują osoby, które w głównej mierze posiadają ten język miłości. Zauważcie jak intensywne jest to na początku związku, pary są prawie jak „przyklejone” do siebie. To bardzo istotny sposób komunikowania: „kocham cię, jesteś dla mnie ważny”.

Nasze ciała istnieją po to, by je dotykać. Każdy dotyk mówi coś innego. Zauważcie, że osoby, które myślą o rozstaniu lub przeżywają kryzys w związku rezygnują z dotyku na znak tego, że jest to coś bardzo wyjątkowego i intymnego, a oni w danej chwili nie mogą się już na niego zdobyć.

Uczcie się wzajemnie swoich języków

Mam nadzieję, że każdy z Was zastanowi się nad tym jaki język miłości przoduje u niego. Ja „mówię” zdecydowanie dobrym czasem. Nie chodzi mi o generalizowanie – jesteśmy różni. Mnie książka i takie podejście do sprawy bardzo ułatwiły i uspokoiły myślenie. W związku trzeba nauczyć się siebie i życia ze sobą, niektórzy nazywają to „docieraniem się”. Nie ma tak, że się poznajemy i wiemy o sobie wszystko. Każdy z nas zmienia się mniej lub bardziej na przestrzeni lat, ma swój własny wyjątkowy charakter, reaguje inaczej w sytuacjach szczęśliwych i kryzysowych. Najważniejsze to nie rezygnować z siebie za szybko, jeśli czujemy sercem, że ktoś jest dla nas naprawdę wyjątkowy i tylko przy nim czujemy się tak, jak nigdy przy nikim innym. I jeszcze trzeba umieć przepraszać, przyznawać się do tego, że tym razem to moja wina.

Nie poddawajcie się pladze naszych czasów, żeby wchodzić co chwilę w nowe związki, wymieniania się na lepszy model, bo człowiek nie jest rzeczą. Uczcie się siebie i pamiętajcie, że ktoś, kto prawdziwie kocha nie zamyka drzwi w minutę.

***

Uczę się ciebie, człowieku
Powoli się uczę, powoli
Od tego uczenia trudnego
Raduje się serce i boli (…).

Uczę się ciebie i uczę
I wciąż cię jeszcze nie umiem –
Ale twe ranne wesele,
Twą troskę wieczorną rozumiem.

Jerzy Liebert, Uczę się ciebie człowieku

Poprzedni post Następny post

Może ci się również spodobać

  • Bardzo do mnie przemawia cała ta teoria języków miłości. Co ciekawe można się nieźle pomylić w ocenie siebie i drugiej osoby! Po wysłuchaniu jakichś nagrań i lekturze różnych artykułów na ten temat ja i Krzysiek mieliśmy wizję tego, jaki język ma ta druga osoba i zaczęliśmy starać bardziej używać właśnie tych języków. Powiem tak: nie zaszkodziło, bo tak naprawdę wszyscy w jakimś stopniu mówią każdym z nich – a kobiety to już w ogóle potrzebują zapewnień w każdej możliwej formie (moje ulubione to chyba mniej lub bardziej drobne przysługi) :P Uśmialiśmy się, gdy okazało się, że mówimy tym samym :) Wspólny czas rulez!

    • Dobre! W sumie u nas jak skonfrontowaliśmy nasze języki, to też trochę wyszło zaskoczenie, bo każde o sobie myślało inaczej niż to drugie. I właśnie takie rzeczy uświadamiają mi jak bardzo subiektywnie odbieramy siebie i ludzi wokół ;)