Wrażenia

Schwarzwald – więcej niż tylko szynka

Wybór miejsca na urlop potrafi być naprawdę kłopotliwy. Z jednej strony chęć do bycia tam gdzie bywają wszyscy przeplata się z niechęcią do… właśnie bycia tam gdzie wszyscy. Z jednej strony chciałoby się coś zobaczyć, a z drugiej ileż można siedzieć w aucie a później łazić, i łazić, i łazić… Tyko po to, żeby zobaczyć wszystko i być wszędzie, gdzie warto się później pokazać na zdjęciu wrzuconym na fejsa. Mogę oglądać zabytki, odmienną architekturę i tak dalej. Spoko. Ale na litość boską, to przecież tylko kupa kamieni, betonu i drewna. Jeśli jesteś właśnie takim typem zwiedzacza, to Schwarzwald może cię trochę zawieść. 

Nigdy jakoś nie przepadałam za wycieczkami typu „objazdówki”. Bardzo nie lubię pośpiechu i wręcz nienawidzę, gdy jest mi coś narzucane. Więc nie lubię wytyczanych mi przez kogoś ram czasowych i ścisłego grafiku, a przynajmniej nie na wakacjach. Lubię chodzić, spacerować, błądzić (o ile nie jestem głodna, bo inaczej zmieniam się w Hulka), robić zdjęcia trzmielom i kwiatkom. Kocham zwiedzać krajobrazy, podziwiać faunę i florę. Nie zabytki, nie ruiny, nie muzea. Tylko widoki, krajobrazy, ujęcia które aż się proszą o uwiecznienie na fotografii. Nie chodzi tylko o to by OGLĄDAĆ, chodzi też o to by w danym miejscu po prostu BYĆ i chłonąć je każdym receptorem wszystkich zmysłów.

Czyste widoki

I właśnie dlatego zakochałam się w Schwarzwaldzie, bo widoki tam potrafią zapierać dech. Sprawiają, że chce się tam zostać, zatrzymać, zamieszkać i już nigdy nie wracać do zgiełku polskiego miasta.
Niemiecka dbałość i drobiazgowość potrafi doprowadzać do szału, ale jednego im zazdroszczę – czystości. Gdy się wraca do Polski, to ma się nieodparte wrażenie chaosu, brudu i ogólnego nieuporządkowania. W Polsce przeważnie panuje syf na poboczach, w rowach, na i przy chodnikach. Tam tego nie ma. Na początku nie potrafiłam zidentyfikować, co tam jest inaczej, aż wreszcie do mnie dotarło, że od paru dni nie widziałam ANI JEDNEGO śmiecia. Podczas zwiedzania wystawy ogrodniczej chodził Pan Cieć i chwytakiem podnosił różne śmieci. Co śmieszniejsze podnosił jakieś małe fragmenty papieru, może centymetr miały (jeśli jakieś śmieci tam się pojawiały, to tylko w takiej właśnie symbolicznej wielkości). Ciężko mu było je złapać tym chwytakiem, ale nie odpuszczał dopóki go nie podniósł. Mi by się nie chciało. Ale on był Niemcem, jemu się chciało.

Więc widoki na pewno nie byłyby tak piękne, gdyby idąc ścieżką w koronach drzew nie szumiały liście, a zwykłe zrywki zaplątane w gałęzie. Oprócz ścieżki nie było nic, co świadczyłoby o obecności człowieka. I może właśnie to sprawiało tak kojące wrażenie.

Najlepsze. Lody. EVER.

Zatrzymaliśmy się 7 kilometrów od Bad Wildbad. Z większych miast najbliżej było do Stuttgartu. I jeśli ktoś kojarzy, to w tamtym rejonie znajduje się słynne Baden-Baden.
Samo Bad Wildbad było małym miasteczkiem, dość sennym. Może dlatego, że rezydują tam głównie ludzie starsi ze względu na tamtejsze kliniki, wody termalne i tak dalej. Wiele miejscowości w tamtej okolicy ma status kurortu. Wadą tego, że byli tam głównie ludzie starsi/w średnim wieku było to, że było praktycznie niemożliwym dogadanie się po angielsku. Ale za to przypomniałam sobie podstawy niemieckiego. Głównie liczenia do dwóch, gdy kupowałam lody. A właśnie! Jeśli kiedykolwiek traficie do Bad Wildbad, to KONIECZNIE idźcie do lodziarni zaraz przy przystanku, gdzie zatrzymuje się pociąg. I weźcie lody granatowe (granatapfel), usiądźcie na ławeczce nad strumieniem rzeki Enz, a poczujecie jak musi być w niebie.

Najlepsze widoki

Nie będę Wam polecać zabytków, bo po prostu nie. Lizał je pies. Za to powiem Wam, w jakich miejscach można naprawdę nacieszyć oczy. Po pierwsze w samym Bad Wildbad można wjechać kolejką na górę Sommerberg. Tutaj już jest punkt widokowy i jest piękny widok na dolinę, w której położone jest miasteczko. Dalej można się przejść spacerem na specjalną konstrukcję Baumwipfelpfad, która pozwoli Wam wznieść się na poziom 40 metrów, nieco ponad wierzchołki drzew. W środku tej budowli jest zjeżdżalnia, niestety nie skorzystaliśmy bo była zamknięta z powodu deszczu (smutku naprawdę wiele). Nawet jeśli zjeżdżalnia nie działa, to panorama na samej górze jest absolutnie powalająca. Na mnie wrażenie zrobiła jedna szalona sosna, która urosła na wysokość ponad 40 m.

2015-08-25_07.55.57_2[1]

Kolejnym miejscem jest tak właściwie droga, a konkretnie Schwarzwaldhochstrasse. Droga, która prowadzi nas wysokimi partiami gór Schwarzwaldu i gwarantuję Wam, że nie raz zatrzymacie się tylko po to by zachwycić się nad rozciągającą się w dole panoramą. Raj dla paralotniarzy i nie brakuje dla nich punktów startowych (strzelam, nie mam pojęcia jak to się fachowo nazywa). Po drodze można spotkać liczne ścieżki i pętle do pieszych wycieczek. I oczywiście całe mnóstwo tras rowerowych.

2015-08-25_02.00.23_1[1]

Jeśli zachce Wam się nacieszyć oczy odrobiną luksusu i wybierzecie się do Baden-Baden, to rzut beretem jest świetna restauracja Röderswald, z której rozpościera się widok na winnicę. Jedzenie tam jest dobre i przepyszne wino – nie bójcie się brać półwytrawnych (halbtrocken), bo często są zaskakująco łagodne i bardzo delikatne w smaku. A po spałaszowaniu można się wybrać na spacer alejkami między rozciągającymi się zewsząd rzędami winorośli. Zbocza winnic są jednymi z piękniejszych widoków, bardzo warto.

Coś dla tych mniejszych też się znajdzie

Wiadomo, że może nie wszystkie dzieci będą się zwyczajnie napawać widokami. Ale i dla nich nie będzie problemu znaleźć jakieś atrakcje. Na samym Baumwipfelpfad, o którym pisałam wcześniej jest po drodze całe mnóstwo atrakcji dla najmłodszych – jakieś zagadki, łamigłówki i tory przeszkód na wysokości 20 m (oczywiście zabezpieczone siatką). Poza tym ok 60 km od Bad Wildbad jest park rozrywki TripsDrill i tam można się spokojnie szykować na całodniową wycieczkę. My byliśmy tylko we dwójkę, a 4 atrakcje zajęły nam około 5 godzin. Średnio na 2 minuty zjazdu kolejką przypada 45 minut czekania w kolejce. Szczególnie w wakacje była tragedia, a nie wyobrażam sobie co musi się tam dziać w weekendy. Ale i tak było warto.
Poza tym wszędzie jest sporo fajnych placów zabaw (nawet my, stare dziady, korzystaliśmy) i bezpiecznie poprowadzone ścieżki rowerowe, daleko od ulic, więc w sam raz dla całej rodziny.

***

Zatem jeśli chcesz się otoczyć harmonią, to Schwarzwald jest właśnie dla Ciebie. Jeśli chcesz uciec przed zgiełkiem i mainstreamowymi kierunkami uropowych wojaży, to jedź właśnie do Czarnego Lasu. Gdy zobaczysz ten krajobraz albo wejdziesz wgłąb lasu, to zrozumiesz dlaczego nazywają go czarnym.  I zrozumiesz dlaczego warto było tam pojechać.


→Tytuł nawiązuje do szynki schwarzwaldzkiej. Nie próbowałam, bo nie jadam świni, ale podobno jest bardzo smaczna.

→Wszystkie zdjęcia są moje, żeby je wykorzystać gdziekolwiek potrzebujesz mojej zgody. Inaczej będę gryźć. I kopać. 

Poprzedni post Następny post

Może ci się spodobać