Pink performs at the 56th annual Grammy Awards at Staples Center on Sunday, Jan. 26, 2014, in Los Angeles. (Photo by Matt Sayles/Invision/AP)
Lifestory

Rzeczy, których nauczyła mnie P!nk

Czasem mam wrażenie, że człowiekowi najwięcej otuchy dodaje świadomość, że ktoś przechodził przez to samo co my. Albo chociaż przez coś bardzo podobnego. I że ten ktoś dalej  żyje. I że ma się całkiem dobrze. Jakoś tak zawsze dodawało mi to odwagi. Takie dziwne i trochę nieoczekiwane wsparcie czasem daje mi Alecia Moore, szerzej znaną jako P!nk.

Trochę mi szkoda, że Pink nie jest tak znana jak jakaś Lady Gaga czy inna Rihanna. Mam wrażenie, że od niej można się w sumie nauczyć całkiem sensownych rzeczy. Bo wiecie, Pink kiedyś była dość kontrowersyjną postacią i raczej nie budziła zbyt pozytywnych skojarzeń. Ale później to się zmieniło i chociaż wciąż jest w jakimś stopniu kontrowersyjna, to jest już to w innym kontekście. Nie na zasadzie „na przekór wszystkim i wszystkiemu”, tylko bardziej na zasadzie „odważnego bycia sobą”. A to jednak kolosalna różnica jest.

Wiadomo, że to w jaki sposób postrzegamy osoby publiczne jest dość selektywnym obrazem, ale mam wrażenie, że gdybym ją spotkała na mieście, to byłaby dokładnie taka sama.
Miałam okazję być na jej koncercie podczas The Truth About Love Tour i wtedy na żywo też wydawała się dokładnie taka sama. W sumie to w jakimkolwiek materiale bym jej nie widziała, to jest bardzo „spójna”, więc naprawdę odnoszę wrażenie, że ona taka rzeczywiście jest. I to takie trochę jednak miłe jest.

Przyznam szczerze, że moim głównym zaskoczeniem podczas tego koncertu było to… jaka ona jest drobna! Ona przecież jest mojego wzrostu i bardzo podobnej postury. A co ona wyczynia na tych swoich akrobatycznych numerach! O słodki jeżu, to jest coś naprawdę niezapomnianego.
I tak sobie zaczęłam myśleć, że skoro taka mała i drobna Pinkówa jest w stanie wykrzesać z siebie tyle siły (nie tylko fizycznej) i odwagi, to przecież ja też bym mogła, prawda?
Jeśli ona jest w stanie podchodzić z  zabawnym dystansem do samej siebie, swojego charakteru, swojego ciała, zachowania i życia, to przecież jak też bym tak mogła, prawda?

Ona nie jest typowo ładną dziewczynką ‚ala Britney Spears. A kiedy jest w formie, to nie ma seksownego płaskiego brzuszka, tylko ma mięśnie i praktycznie męską V-kę. Ona jest bad-assem, lata na tych swoich szarfach do góry nogami i mam wrażenie, że jest w tym wszystkim nieustraszona. I właśnie to w niej uwielbiam. Ale też nie jest zupełnie zafiksowana na punkcie bycia superesktrafit. Kiedy nie jest w żadnej trasie, to zwyczajnie sobie odpuszcza i zajada się sernikiem. I ma w nosie tych wszystkich body-shamerów, którym się wydaje, że sławy powinny być zawsze w szczytowej formie i to są w ogóle najlepiej jacyś nadludzie, którzy nie ulegają namowom czekoladowych muffinek, wręcz błagających, żeby je zjeść.
Nie oszukujmy się, bądźmy realistami.

Stupid girls

Nauczyła mnie lubić to, że uchodzę za outsidera. Chyba nie ma lepszej piosenki, na którą może trafić młoda dziewczyna. Odkąd zrozumiałam jej tekst, to wzięłam ją sobie trochę jako taki wewnętrzny motyw przewodni. Nie chciałam być jak te głupie dziewczyny, które tylko zarzucają blond włosami, wypinają cyce i są kompletnie zafiksowane na punkcie zdobycia numeru faceta.
Zaczęłam się cieszyć, że nigdy się nie wpasuję w ten obrazek. Już nigdy nie chciałam być jak te „popularne” dziewczyny, które są obiektem pożądania niemal każdego samca.

Leave me alone (I’m lonely)

Nauczyła mnie, że przestrzeń i czas dla siebie są ważne. Nie tylko dla mnie.
I nauczyła mnie jeszcze, że czasami fajnie jest od czasu do czasu dać sobie okazję, żeby za kimś zdrowo zatęsknić.

Sober

Nauczyła mnie, że ludzie nienawidzą ciszy, bo właśnie wtedy najgłośniej słychać prawdę. Nauczyła mnie jak nie uciekać, albo chociaż uciekać mniej. Uświadomiłam sobie, że nie chcę być tym dzwonkiem o czwartej nad ranem. Że nie chcę być dziewczyną, która się śmieje najgłośniej i musi jakoś wypełnić tę nieznośną ciszę.

Crystall ball

Nauczyła mnie akceptować niespodziewane obroty wydarzeń. Wszystkie moje błędy, cały ten ból, którego nie zamieniłabym za to, czego się dzięki temu nauczyłam.
Nauczyła mnie chwytać szanse i nie bać się, że nic z tego nie wyjdzie.

Glitter in the air

Nauczyła mnie doceniać nie tylko te wielkie i spektakularne chwile, ale także te, które są tuż przed nimi. Te zaraz przed punktem bez powrotu, tuż przed kompletnym zapomnieniem. Chwile, w których decydujesz „wóz albo przewóz”. Nauczyła mnie patrzeć przerażeniu w oczy i mówić „wal się!”.

Fucking perfect

Nauczyła mnie odpuszczać sobie swoje błędy i niedociągnięcia, a przez to bardziej siebie akceptować. Nauczyła mnie nie szukać krytyków, bo ci zawsze sami się znajdą. Zawsze będzie ktoś, komu nie będą się podobały moje jeansy i kto nie będzie czaił mojej fazy. Zamiast przełykać strach przed brakiem akceptacji, jedyne co powinnam pić, to lodowato zimne piwo.

Blow me (one last kiss)

Nauczyła mnie odpuszczać. Bo są momenty, kiedy czara się przelewa i trzeba powiedzieć sobie wprost, że coś nie ma sensu. Może to być związek, pewnie, ale może to być też jakaś toksyczna znajomość, albo wkurzająca praca. To może być dosłownie cokolwiek i trzeba umieć temu posłać ostatniego całusa na odchodne.

Try

Nauczyła mnie, że kiedy jest ten żar i ogień między dwojgiem ludzi, to najpewniej ktoś zostanie poparzony. Ale i tak warto się po tym podnieść i próbować. I próbować. I próbować.

Slut like you

Nauczyła mnie, że faceci są dokładnie takimi samymi szmatami jak kobiety. To właśnie ona zainspirowała mnie do tamtego tekstu.

Just like fire

Nauczyła mnie, że lepiej iść swoją własną ścieżką, niż grać w jakieś dziwne gry innych ludzi. Po prostu rób swoje.
Poza tym przecież i tak nikt nie będzie taki jak Ty.
Tak samo jak nie ma drugiej takiej jak ona.

***

(Wiem, że zabrzmi to jak rzyg tęczą i gdybym mogła to z chęcią oszczędziłabym Wam tego, no ale nie mogę, bo taka właśnie czasem jest prawda.)

I wreszcie – nauczyła mnie w czym najlepiej być idealnym.
W byciu sobą.

Poprzedni post Następny post

Może ci się również spodobać

  • Doskonale zdaję sobie z tego sprawę, dlatego napisałam „sprawia wrażenie”. A poza tym czy czasem my wszyscy w jakiś sposób nie kreujemy siebie? ;)

    • Dominika

      Posiadanie licznych JA, nie jest równoznaczne z fałszerswtwem, o czym piszą w każdym podręczniku psychologii. Tak więc każdy z nas ma JA „domowe”, JA „w pracy” i JA „sam na sam”. I w każdym z tych JA przejawiają się nasze cechy, w innych sytuacjach ukryte, w innych dobrze widoczne. Więc P!nk taka właśnie jest, jaką ją widzimy na scenie – energiczna, pewna siebie, wyrażająca przez muzykę swoje poglądy i emocje. To, że może być inna w domowym zaciszu czy wśród zbajomych to normalna sprawa. Każdy tak ma :)

      PS. Czasem wracam do twórczości Pink. Jej muzyka daje pozytywnego kopa, a jej głos jest przepełniony charyzmą. Dzięki za ten tekst – już wiem jaką będę dziś miała playliste :)

      • O to, to! Właśnie to miałam na myśli, ale nie mogłam odpowiednio ubrać tego w słowa :)

        Miłego słuchania! ;)

  • Zawsze byłam i będę sobą. Nidy nie latałam za facetami, bo do szczęścia mi nie było to potrzebne. Lubię siebie taka jaka jestem. A co do Pink, to gwiazda, i puki nie pozna się jej osobiście i nie będzie się w jej towarzystwie dużej, to można tylko lubić jej twórczość lub nie. :)

    • No niby tak… ALE. Każdy w jakiś sposób może na nas oddziaływać i widząc u kogoś pewne cechy, których wydaje nam się, że sami nie mamy, możemy niejako „podpatrywać” i się tego uczyć. Czy to jest kreacja, to już jest sprawa drugorzędna, bardziej jest ciekawy ten wykreowany obraz, z którego sami możemy zaczerpnąć.

      Równie dobrze można powiedzieć, że Jurek Owsiak jest wykreowany i dopóki nie pobędziemy z nim dłużej osobiście, to nie wiemy czy przypadkiem nie jest zwyczajnym dupkiem, który chapie hajs dla siebie. W zależności od tego przez jaki pryzmat zdecydujemy się na niego patrzeć, to możemy podziwiać jego pracę albo przeciwnie ;)

  • Pingback: Gdy zamknę oczy, to wciąż widzę spadające konfetti - czyli koncert Coldplay w Warszawie – Lepiej myśleć niż nie.()