rzeczy, których nauczył mnie starszy brat
Lifestory

4 rzeczy, których nauczył mnie starszy brat

Kiedyś trochę bardziej szwendałam się po różnych blogach i na jednym z blogów parentingowych trafiłam na twierdzenie, że nie powinno się wymagać od starszego rodzeństwa, żeby zajmowało się tym młodszym. Niby trochę w tym racji jest, a z drugiej strony zakrawa to dla mnie o jakiś absurd.

Wychowałam się z dwoma starszymi braćmi i byłam z tego dumna odkąd pamiętam. Bo nauczyli mnie jak się bić i w pierwszej klasie podstawówki nie bałam się przywalić z łokcia pod żebra wrednej i upierdliwej koleżance. Dzięki ich paplaninie o rzygach, kupie i końskich szczynach wszczykiwanych w pomidory, jest naprawdę bardzo ciężko obrzydzić mnie przy jedzeniu. Myślę, że to właśnie przez nich mam to dziwne poczucie humoru i nie ciągnie mnie do typowo dziewczyńskich rzeczy. Kiedy inne dziewczynki przesłuchiwały kasety Britney Spears i Natalii Oreiro, to mój brat słuchał Gorillaz, Metalliki i Dżemu, więc czy tego chciałam czy nie – słuchałam tego samego co on.

Kiedy najstarszy z braci wyprowadził się na swoje, a moja mama musiała wyjechać na parę miesięcy, to drugi musiał się bardzo często mną zajmować – jakieś tam odbieranie ze szkoły i tego typu rzeczy. Jak teraz sobie myślę, że byłby zupełnie zwolniony z tego obowiązku, to mam wrażenie, że ta specyficzna więź jaka się wytwarza w rodzeństwie, nie miałaby szans zaistnieć. Bo wiecie, mój brat brał czynny udział w moim wychowywaniu. Może trochę to też przez to, że mojej mamie nie chciało się bawić w mediatora i wszelkie konflikty i kłótnie rozwiązywaliśmy między sobą (zazwyczaj lejąc się nawzajem – wiadomo).

Kiedy byłam w trzeciej klasie podstawówki zachorowałam na zapalenie płuc. Całe ręce miałam w śladach po wenflonach i mój brat upatrzył sobie naśmiewanie się ze mnie, że wyglądam jak narkomanka. Pamiętam, że poszłam się poskarżyć mojej mamie, a ona kompletnie to olała. Byłam oczywiście zbulwersowana. (Jak to tak! Dziecko jej wyzywają od narkomanek a ona nic!) Ale skoro nie dostałam u niej azylu, to musiałam sama o niego powalczyć. (Z miernym skutkiem oczywiście. Ale jednak.)
Teraz, z perspektywy czasu jestem im ogromnie wdzięczna. Mamie, że nie ingerowała i działała w myśl swojej zasady: „Jak ja umrę, to będziecie mieć tylko siebie. Uczcie się sami ogarniać swój shit”. A mojemu bratu, że w tym wczesnym okresie dał mi 4 kamienie węgielne, na których teraz opiera się mój charakter.

#1. Nie boisz się ciemności, tylko tego co w niej jest

U nas w mieście jest taki jeden park, który nie jest w ogóle oświetlony. Kiedy byłam mała to próbowałam namówić brata, żebyśmy wrócili okrężną drogą do domu, bo strasznie się bałam ciemności i w ogóle ten park działał na moją wyobraźnię zbyt mocno. Pamiętam, że powiedział mi, żebym się nie bała ciemności, bo przecież ciemność nic nie może mi zrobić. I to rzeczywiście mnie wtedy uspokoiło. (Chyba byłam dziwnym dzieckiem.)
Od tamtej pory nie boję się ciemności, tylko tego co w niej jest. A to już jakby zupełnie co innego.

#2. Nie kłam, bo kiedy zaczniesz mówić prawdę, już nikt ci nie uwierzy

Mój brat kiedyś narysował węglem na szarym papierze ogromnego orła. Podczas przeprowadzki chciałam pokazać koleżance, że to normalnie się rozmazuje (bo mi nie wierzyła) i w ten oto sposób w jednym miejscu zniszczyłam rysunek. Później oczywiście się wyparłam i skłamałam, że to pewnie podczas przeprowadzki zrobił to któryś z chłopaków pomagających znosić rzeczy. Chyba ze trzy lata trzymałam się tej wersji aż w końcu się przyznałam. A mój brat oczywiście od początku domyślał się, że to byłam ja. Powiedział mi wtedy, że jeśli będę ciągle kłamać, to przyjdzie taki dzień, że będę mówić prawdę a nikt mi nie uwierzy. I bardzo mocno to na mnie podziałało – od tamtej pory nie kłamię.

#3. Nauczył mnie walczyć i się poddawać

Nawet nie zliczę ile razy mój brat zrównywał mnie z poziomem gruntu przez wbijanie palca między kości obojczyka, a później przyciskał do podłogi swoją obrzydliwą i śmierdzącą girą, każąc mi się poddać – powiedzieć głośno i wyraźnie, że się poddaję. Wiecie, możecie powiedzieć, że to znęcanie się i upokarzanie i w ogóle gdzie do licha była opieka społeczna?! Ale co by nie było, to nauczył mnie tym trochę pokory. I tego, że czasem lepiej jest szybko przyznać się do porażki, żeby móc zaraz o wiele szybciej zerwać się na równe nogi i spróbować wygrać kolejną walkę.

W tym momencie mam 26 lat, a mój brat 37 i wciąż się bijemy jak tylko się widzimy. Ale powiem Wam szczerze, że nie potrafię o tym myśleć nie uśmiechając się. Bo to znaczy, że wciąż jesteśmy blisko, nawet jeśli mieszkamy od siebie oddaleni o kilka tysięcy kilometrów.

#4. Nauczył mnie dystansu do siebie

Kiedyś pojechałam na wesele jako niańka dla mojego małego bratanka, ale dopóki on nie poszedł spać to normalnie brałam udział w weselu – i co najlepsze – mogłam się trochę pobawić z moim bracholem. Brałam wtedy antybiotyk i nie wypiłam nawet kropelki alkoholu, a bawiłam się wtedy tak, że ŁOJESU. Ciężko określić tańcem te nasze wygibasy na parkiecie, bo inni goście to albo patrzyli na nas z rozbawieniem albo z wyrazem twarzy, który mniej więcej mówił „kto tu ich w ogóle zaprosił?”. Robiliśmy z siebie kompletnych debili, absolutną wiochę i nie obchodziło nas ani trochę jak inni oceniają nasze innowacje w tańcu.

Wiem, że uchodzę za osobę poważną i w ogóle zrównoważoną… ale ja naprawdę uwielbiam się wygłupiać!

***

Chciałabym napisać coś na puentę, ale chyba tak właściwie nie mam co. Nie jestem matką, a to nie jest blog parentingowy, więc nie będę nikomu mówić jak ma wychowywać swoje dzieciaki. Puentę wyciągnijcie sobie sami.

 


Mogę się założyć, że jak ten tekst dotrze do mojego brata i go przeczyta (lub żona mu go przeczyta, bo nie jestem do końca pewna czy on jeszcze umie czytać), to pewnie pierwsze co od niego usłyszę jak przyjedzie na święta to będzie: „Siostra, słyszałem, że lubisz dotyk mojej stopy na swoim czole!”.
I się zacznie.

Photo by CloudVisual on Unsplash

Poprzedni post Następny post

Może ci się również spodobać