Damsko-męskie

Pozwól swojemu facetowi być twoim bohaterem

Najgorsze co można zrobić facetowi, to oderwać mu z pleców wyimaginowaną pelerynę superbohatera. Czyli starać się pokazać, że jest się silniejszą, lepszą we wszystkim od niego i że tak właściwie to on zbędny jest. Tymczasem faceta trzeba nieustannie pieścić w jego najczulsze miejsce – czyli w Ego. 

Pewne rzeczy są po prostu nieuniknione i choć nie wiadomo jak wysoko byśmy skakali, to za nic ich nie przeskoczymy. Nie zmieni się na przykład to, że facet zawsze będzie jak takie duże dziecko – tylko jego zabawki będą coraz droższe. I wiem co mówię, bo Mojego teraz tylko i wyłącznie jestem w stanie rano obudzić, jeśli zacznę do niego mówić o jego nowej frezarce.
Ja to lubię czasem na tego mojego faceta patrzeć jak na takiego przybysza z kosmosu. Mój Marsjanin mówi zupełnie innym językiem, myśli innymi kategoriami i postępuje według innych wytycznych niż ja. W jego głowie gra jakby zupełnie inna muzyka. Ja na przykład mówię, że ładne wiertło, a on kręci głową i mówi z lekkim pobłażaniem:
– O nie, nie, nie… To nie wiertło. To frez.
A ja na to, że potejto, potato – przecież to jest to samo.
– O nie, nie, nie… – znowu kręci tą głową z jakimś takim zrezygnowaniem i z cierpliwością jednocześnie mi tłumaczy – Musisz się tego nauczyć, słuchaj uważnie. Wiertło  w i e r c i , a frez  f r e z u j e.
A ja tak patrzę na niego jak na kosmitę, ale takiego mojego i tak trochę mnie to chwilowo rozczula, przyznaję. Ale w końcu zupełnie poważnie mówię:
– Aaa, nie no, teraz jak mi wyjaśniłeś, to ta różnica jest jakby bardziej oczywista.

Czasem łatwiej mi go zrozumieć, kiedy myślę, że on to jednak jest z tego Marsa. Polecam.

Jak najszybciej wkurzyć faceta?

Powiedzieć mu, że coś robi źle.
Do dzisiaj pamiętam, kiedy nauczyłam się tego na własnej skórze. Było to wczesną wiosną o wieczorowej porze. Poprosiłam Mojego, żeby naprawił okno, bo jak mi coś w nim gruchło, to tak już się zamknąć nie chciało. A jak już wspomniałam, to było wczesną wiosną, więc nocą wciąż pizgało złem na dworze. I on tak zaczął naprawiać to okno, że jak zaczął nim trzaskać, to aż w kuchni talerze dzwoniły. Za nic w świecie nie potrafiłam pojąć w jaki sposób on chce to naprawić, bo na moje oko to on po prostu chciał to okno do reszty rozwalić. No więc tak z dobrego serca powiedziałam mu, że tylko bardziej popsuje. I wtedy on zamarł. Ja również zamarłam. Nieśmiało próbowałam jakoś z nim pertraktować i tłumaczyć dlaczego to walenie oknem w framugę może tylko pogorszyć sytuację…
Gdyby tylko była taka możliwość to jestem pewna, że zrobiłby klasyczny flip biurkiem. Jestem prawie pewna, że zrobił to w swojej wyobraźni. Ale on tylko w milczeniu zostawił okno i zwyczajnie w rezygnacji padł na łóżko. Było już za późno. Kości zostały rzucone. Kobyła u płota. Mleko na podłodze. Jajka rozbite na patelni. Stało się. Uraziłam jego Ego.
To było dla mnie tak bardzo irracjonalne, że zupełnie nie wiedziałam co się właściwie dzieje. Ja przecież chciałam tylko pomóc, z dobroci serca przemówiłam, a tutaj w zamian taki przypływ agresji i niemej życiowej frustracji.

Od tamtej pory kiedy Mój cokolwiek naprawia, to ja jestem strasznie zajęta byciem gdzieś indziej. Dopiero kiedy przyjdzie i radośnie obwieści mi, że już skończone, to ja idę grzecznie obejrzeć, pochwalić i przybić piąteczkę za zmyślność. Taka sprytna teraz jestem.

Faceci mają wbudowany program: PROVIDE

Nie przeskoczymy naszej natury. Kobieta zawsze będzie miała w sobie coś z matki, niezależnie czy będzie rzeczywiście posiadała dziecko. Bo instynkt jest instynktem, nieważne jak bardzo uchodzimy za korposucze. Przecież można się codziennie opiekować drzewkiem bonsai, czy znalezionym na śmietniku słabowitym kociakiem, albo troszczyć się o swojego mężczyznę przemycając mu do kanapki sałatę.
Kobiety są w stanie otaczać opieką w zupełnie inny sposób niż mężczyźni, bo robią to właśnie w taki matczyny sposób. Możemy z tym walczyć, możemy się z tego śmiać, ale to i tak nie ulegnie zmianie – kobiety się troszczą.

Oczywiście mówię tutaj o ogóle, wykluczam wyjątki typu: socjopaci, psychopaci i inne jednostki o zaburzonej psychice. Każdy mężczyzna ma w sobie wbudowany program pod tytułem Provide, czyli Zapewniać [dobrobyt]. Kiedyś polegało to na chodzeniu na polowania i obronie przed tygrysami szablozębnymi, ale teraz… hm, w sumie to nic się nie zmieniło. Mężczyzna wychodzi na całe dnie, żeby „upolować” pieniądze, za które może zdobyć kawał mięcha na kolację. A obrona przed tygrysami, to nic innego jak obrona przed światem – zagrożeń nam wcale nie ubyło. Może mają jedynie mniej kłów.

Czasem dziwi mnie, że kobiety tak tęsknie wzdychają do tych męskich osobników, którzy są stanowczy, a jednocześnie w środku są delikatni jak pianki marshmallow. Dziwi mnie to, bo z jednej strony wzdychają, a z drugiej to nijak nie pozwalają tym swoim facetom być tymi bohaterami, do których one tak zaciekle się ślinią.
Okej, już mało kto walczy z tygrysami w obronie swojej kobiety, ale może zacznijmy od doceniania trochę mniej heroicznych (oczywiście tylko z pozoru) dokonań mężczyzn. Na przykład doceńmy głośnymi brawami bohaterską walkę z podstępnym wężem do chłodnicy, albo obrzućmy go pocałunkami za heroiczny czyn wywiercenia dziur w ścianie na karnisze, lub urządźmy ucztę na jego cześć i jego dzielne przesuwanie ciężkich mebli oraz oczywiście odważne stawianie czoła codziennym przeciwnościom losu, takim jak włączenie pralki z kolorowym praniem.
Może brzmi to trochę ironiczne. Ale tylko trochę.

A teraz już tak zupełnie serio. Kobiety i mężczyźni się różnią w okazywaniu sobie troski, ale jedno nas łączy – lubimy, kiedy jest ona doceniana. Więc może nie wnikajmy czy należy nam się te trzydzieści krokietów albo wkręcenie żarówki, może lepiej po prostu podziękować, ucałować, skomplementować, że tym razem z tymi krokietami to przeszła samą siebie – takie dobre! A ta lampka to chyba nigdy nie świeciła jaśniej!
Bo to jest takie trochę z przymrużeniem oka. A trochę przecież wcale.

Wszystko pięknie, dopóki facet się nie zatnie

Uświadomiłam to sobie, kiedy obejrzeliśmy z chłopakiem pewien film. Było to o bokserze i niewidomej dziewczynie, którzy oczywiście się w sobie zakochali. W wielkim skrócie: ten bokser oczywiście bardzo heroicznie wpadł na pomysł, że weźmie udział w nielegalnych walkach, żeby zdobyć pieniądze dla tej dziewczyny na operację odzyskania wzroku. Ona odzyskała wzrok, on zniknął i prawie umarł, a ona nie miała pojęcia co się z nim stało, bo oczywiście on jej nic o tym wszystkim nie powiedział.
A ona nawet w pewnym momencie filmu stwierdziła, że chciałaby odzyskać wzrok tylko po to, żeby zobaczyć jego twarz. Jeśli miałabym mieć możliwość widzenia świata, ale bez niego w nim, to ona chrzani takie coś.
No ale on wiedział lepiej. Zrobił po swojemu. Oczywiście skończyło się ostatecznie happy endem, ale to przecież film. A jakby on jednak umarł? A ona zostałaby sama? I to w dodatku widoma.
No i najlepsze było to, że ja po tym filmie hejtowałam kolesia, że głupio zrobił i co to ma być. Natomiast mój chłopak stwierdził, że on tak bardzo ją kochał i należy to podziwiać, i w ogóle on też by tak zrobił, gdybym ja była ślepa.
Z jednej strony to kochane. A z drugiej wcale. Bo ja też wolałabym być niewidoma, niż ryzykować, że go stracę na zawsze – logiczne.
Więc generalnie pamiętam, że chodziliśmy wtedy po Tesco, a ja kategorycznie wybijałam mu z głowy takie głupie pomysły, jak branie udziału w nielegalnych walkach, żeby zdobyć pieniądze na jakąkolwiek operację dla mnie.

No i to jest właśnie to. Faceci czasem tak bardzo są zakręceni na punkcie tego całego Zapewniania, że w pewnym momencie gubią rezon, czego tak właściwie sama zainteresowana  p o t r z e b u j e.
Na przykład: facet wyjeżdża 3 tysiące kilometrów dalej, żeby zarobić dla Was pieniądze, podczas gdy ty wolałabyś żyć skromniej, ale przynajmniej razem.
Pieniądze dają jakiś komfort życia, ale nigdy nie były i nie będą najważniejsze. Można całkiem dobrze żyć na ciągłych wyprzedażach, o ile ma się u swego boku kogoś, kto zdecydowanie nie jest z przeceny.

I w tym miejscu chciałabym przemówić do tej garstki mężczyzn, którzy się tu czasem zawieruszą. Wiem, że wszędzie jesteście bombardowani opinią, że kobiety są pazerne i bez hajsu nie podchodź. I zapewne z niektórymi laskami tak właśnie jest. Ale myślę, że większość z nas, kobiet ceni jednak ten przysłowiowy kawałek marynarki obok. Taki wiecie, do złożenia zmęczonej głowy, do wypłakania się i wtulenia. Właśnie wtedy jesteście dla nas największymi bohaterami – gdy jesteście po prostu przy nas.

Poprzedni post Następny post

Może ci się również spodobać

  • Smoq

    Jeden z tej garstki przybija duży `like` do tego posta. Mam wrażenie jakby ktoś spisał moje własne przemyślenia na ten temat + spojrzenie z innej strony ;)

    • Kogut

      To tylko potwierdza że tak oczywista sprawa której niestety większość zdaje się nie wiedzieć albo naprawdę nie widzi. Sam często spotykam się z

      podejściem funkcjonalnym do mężczyzn, jakby to były jakieś byty-bez-potrzeb; zrób to czy tamto, zarób, itd. A docenianie najprostszych rzeczy, nawet to że ktoś jest z Tobą, to podstawa akceptacji i wyrażania miłości. Pominięcie kilku sytuacji to jeszcze nie problem ale długofalowe to już tragedia w relacji.

  • Ja tam czasami po prostu mówię swojemu Lubemu, że mi pomógł, że bez niego zajęłoby mi to masę czasu albo proszę go, żeby mi coś wyjaśnił. Pewnie, że mogłabym to zrobić sama, ale od czasu do czasu lubię go w ten sposób docenić. Jemu nie ma się wydawać, że jest mi potrzebny i pomocny – on musi to wiedzieć, bo tak faktycznie jest. :)

  • _TB_TB_

    Bardzo dyskryminujące i upraszczające mężczyzn podejście :-P