przerośnięte oczekiwania
Bierz życie na klatę

Cichy zabójca szczęścia

Mówi się, że cukier i sól są cichymi mordercami milionów ludzi. Że uzależniają od siebie, podstępnie z roku na rok coraz bardziej zatykają żyły i obrastają narządy wewnętrzne tym najgorszym rodzajem tłuszczu. Ale nie mówi się o jeszcze jednym podstępnym zabójcy, który codziennie małymi kroczkami coraz bardziej dobija nasze szczęście.

Rozmawiałam ze znajomym, który umawiał się ze starszą od siebie dziewczyną. Mniej więcej po miesiącu ich (dość szybko postępującej) znajomości babeczka zrobiła mu wyrzut, że zawiódł jej oczekiwania. Spodziewała się, że będzie się bardziej starał i w ogóle spodziewała się, że będzie jakiś taki, no… lepszy.
Po miesiącu znajomości.
Gdzie mi się wydaje, że po miesiącu ludzie wciąż dopiero się poznają i tak właściwie to w sumie ciężko czegokolwiek od tego drugiego człowieka oczekiwać, skoro nawet nie wiadomo czy ta znajomość na dłuższą metę w ogóle przeżyje.

Już wiecie kim jest nasz tajemniczy zabójca? Niewielki potworek, który czai się w kątach twojego umysłu i podobnie jak dementor – choć odrobinę subtelniej – wysysa ci z mózgu szczęście.
Tym potworkiem są Przerośnięte Oczekiwania. Ale dodatkowo w obrębie tego gatunku rozróżniam 3 podgatunki.

Gatunek: Przerośnięte Oczekiwania, podgatunek: Wobec Siebie

Teraz krótko opowiem Wam jak doskonale sama wystawiam się na ciągłe rozczarowania. Bo wiecie, w moim odczuciu ja bardzo rzadko spełniam swoje oczekiwania. Już od dobrych paru miesięcy zabieram się do wprowadzenia nawyku krótkiej przebieżki co drugi dzień, ale jak wiadomo grawitacja nad ranem jest wyjątkowo dotkliwa i zwykle kończy się na jednej przebieżce na miesiąc (o ile mam dobry miesiąc).
Rezultat jest prosty do przewidzenia – jestem sobą rozczarowana.

Ale to jest w sumie nic. Zwieńczeniem moich rozczarowań jest ten blog. Tak, dobrze czytacie. Bo wciąż ustawiam sobie poprzeczkę tak, że właściwie musiałabym być zupełnie innym człowiekiem (może nawet człowiekiem-trampoliną), żeby w ogóle do niej doskoczyć. Patrzę na innych blogerów, na ich zasięgi, ich systematyczność i mam ochotę podejść do lustra i kopnąć się w piszczel.
Najbardziej jestem na siebie wściekła właśnie za ten brak systematyczności, za ten brak pracowitości. Że jak nie czuję się na pisanie, to nie piszę i już.

Tak samo jak wciąż spodziewam się po sobie lepszego pisania, a bez przerwy mam wrażenie, że piszę tylko w porządku. I nie mylcie tego z ambicją.

Krótkie wyjaśnienie różnicy między ambicją i oczekiwaniami

Mając ambicje ustalasz sobie jakiś cel i realnie do niego dążysz. Ustalasz jakieś stacje pośrednie i kroczek po kroczku zmierzasz do celu.
Natomiast mając jedynie oczekiwania, to po prostu siedzisz z założonymi rękoma i sobie na to czekasz. Ma być i koniec. I płaczesz w poduszkę dlaczego to wszystko nie jest takie, jak to sobie wymyśliłeś w głowie.

Zatem ja chcę pisać lepiej, ale kiedy myślę o czytaniu zasad gdzie stawiać przecinki, to aż mi się jeżą włosy na karku. Oczekuję, że będę lepiej pisała, ale jednocześnie niewiele robię, żeby spełnić te swoje oczekiwania. Chore, głupie, błędne koło – ja wiem. A skoro to wiem, to sprawia, że jest jeszcze bardziej głupie.

[Edit: przełamałam błędne koło autogłupoty i zamówiłam sobie książki o tym, jak lepiej pisać!]

Podgatunek: Wobec Życia, pospolicie: Syndrom Zdjęcia z Instagrama

Siedzisz sobie wieczorem w pustym domu i myślisz: „moje życie jest do bani”.
Nazywam to Syndromem Zdjęcia z Instagrama. Nie stać cię na designerskie talerze i jeszcze bardziej designerski obiad, którymi zalewa Cię bez końca IG, więc jak zwykle wpierniczasz schaboszczaka z głupimi ziemniakami i darzysz je nienawiścią, jakby to one były temu winne, że nie stać Cię na sushi.
Zamiast lecieć na Malediwy, lecisz biegiem na pociąg TLK nad polskie morze i nienawidzisz tego pociągu, tego morza i ludzi opalających się na Malediwach.
Jakoś nie spodziewałeś się, że tak to będzie wyglądać. Myślałeś, że skończysz lepiej niż twoi rodzice. Byłeś taki hop, do przodu, a skończyłeś hen, daleko w tyle. Sądziłeś, że w tym momencie będziesz gdzieś dalej.

Oczekiwałeś, że Twoje życie będzie wyglądać jak piękny feed Instagrama, a rzeczywistość wygląda tak jak wygląda – czyli nic nie urywa.

Mogłoby się wydawać, że jest to ten sam podgatunek co powyżej, ale gdy przyjrzymy się mu bliżej, to dostrzeżemy subtelne różnice. W tym przypadku głównie oczekujemy, że nasze otoczenie będzie inne niż jest, jednocześnie oczywiście nie robiąc nic, żeby cokolwiek w nim zmienić.

Podgatunek: Wobec Ludzi

Ten jest chyba najgorszy z nich wszystkich. Bo w tych dwóch pierwszych przypadkach przynajmniej jest szansa, że będziesz świadomy wysoko postawionej poprzeczki (w końcu sam ją sobie tam umieszczasz), ale mając oczekiwania wobec innych, to tak jakbyś postawił im niewidzialną poprzeczkę, nic o tym nie powiedział i wściekał się, że ktoś nawet nie próbuje doskoczyć, a jeśli już próbuje – to nie we właściwym miejscu.

A najgorzej to wymagać od kogoś czegoś, co w ogóle nie leży w jego naturze. To tak jak wymagać od kota, żeby był trochę bardziej jak pies. Brzmi idiotycznie, prawda? A jednak nieustannie właśnie mamy podobne oczekiwania wobec innych ludzi. Tak, ja też się na tym łapię. Oczekuję, że ktoś do mnie napisze, zadzwoni, podziękuje, poprosi albo będzie bardziej otwarty, przyjacielski, taki czy śmaki.
Maluję sobie w głowie czyjś obraz, który mi odpowiada, a później jestem zawiedziona, że to jednak wcale nie tak. I ciężko winić drugą osobę za to, że nie dopasowała się do akwareli w mojej głowie – to byłoby przecież absurdalne.

Friedrich Hebbel powiedział kiedyś:

Jeśli nie spełniam twoich oczekiwań – nie obrażaj się. Przecież to są twoje oczekiwania, a nie moje obietnice.

Myślę, że to doskonale podsumowuje ten podgatunek.

***

I ja już sama nie wiem co jest łatwiejsze – brać siebie takim, jakim się jest czy brać innych takimi, jacy są. Ale jedno wiem na pewno – te wszystkie oczekiwania, aż same się proszą o ciągłe rozczarowania. A takie rozczarowania prowadzą do chronicznego poczucia nieszczęścia.
Bo wymagasz więcej, niż życie jest w stanie ci teraz dać. Bo wymagasz więcej, niż ty sam jesteś w stanie sobie teraz dać. Bo wymagasz więcej, niż ktoś jest w stanie dla ciebie zrobić.
A przecież to, że ktoś nie spełnia twoich oczekiwań, to wcale nie znaczy, że nie stara się z całych sił.


Jeśli zastanawiasz się dlaczego nie jesteś szczęśliwy, to zajrzyj też do tego tekstu.

Poprzedni post Następny post

Może ci się również spodobać

  • Jak zawsze w punkt. Oczekiwanie to okropny potworek, którego jakkolwiek byś nie karmiła, zawsze będzie wołał o więcej. Może właśnie dieta pozwoliłaby go nieco poskromić? Odpuścić, przestać oczekiwać czegokolwiek, zrobić sobie od oczekiwań detox, przynajmniej przez jakiś czas. Brak wygórowanych oczekiwań zmienia ogniskową z dalekiej, na całkiem bliską. Zaczynają cieszyć rzeczy w zasięgu ręki, zaczyna cieszyć codzienność a nawet osobiste braki, bo to daje możliwość do nauki, poznawania nowych rzeczy.
    A jeśli chodzi o Twoje pisanie to jesteś okropnie nieobiektywna, bo piszesz świetnie. I sam chciałbym tak umieć pisać.

    • Z tym detoksem to jest dokładnie tak jak z przejściem na dietę, kiedy wpierniczało się tabliczkę czekolady dziennie. Po czasie człowieka nawet do tej czekolady nie ciągnie, albo zje kostkę i w sumie mu styknie. No ale trzeba ten początkowy etap jakoś przetrwać.

      A co do pisania, to oczywiście, że jestem nieobiektywna. Teraz jak tak myślę, to chyba jeszcze nie spotkałam się z osobą, która twórczo pisze i twierdzi, że jej warsztat jest świetny i nic lepiej nie da się z nim zrobić. Mam wrażenie, że każdy pisarz chce prześcignąć swój cień ;)

  • Krystyna Bugajska

    ja Cie kocham za ten wpis <3

  • Beata Jurkowska

    Bardzo fajnie napisane!

  • co masz na myśli?

  • Właśnie nie byłam pewna czy dobrze rozumiem ;)

    Wiesz co, sama nie do końca wiem jak się tego pozbyć, bo sama walczę z tym niemal na co dzień. U mnie sprawdza się samoświadomość – wyłapuję momenty, kiedy zaczynam być dosłownie nieszczęśliwa, bo coś jest nie takie jak myślałam albo się spodziewałam. Jak zauważam to pogorszenie nastroju, to szukam z czego wynika i najczęściej właśnie z tego, że sobie coś wymyślę, a tu żadnych unicornów jednak ni ma… Może za parę miesięcy uda mi się odkryć jakieś dobre triki, ale póki co ich nie mam.

  • Jestem jednym z konsekwentnych reprezentantów podgatunku „wobec siebie”. Jak przeczytałam „Ma być i koniec. I płaczesz w poduszkę dlaczego to wszystko nie jest takie, jak to sobie wymyśliłeś w głowie.”, pomyślałam: przecież to o mnie! Staram się takie myślenie konfrontować z wnioskiem, że przecież większość osób, która zaszła daleko w jakiejś dziedzinie nie osiągnęła tego „ot tak”.

    • Nazywam to „syndromem tańca na rurze” – niby każdy wie, że to nie jest takie łatwe w ogóle wspiąć się na taką rurę, nie wspominając o innych trikach, a i tak dopiero kiedy spróbuje się choćby podciągnąć na takim drążku, to dociera do niego jak rzeczywiście jest to trudne. ;)