Z pamiętnika introwertyka

Jak przestać być mentalnym małżem

Ktoś mi kiedyś powiedział, że dobierając się w pary powinniśmy się ze sobą dzielić swoimi problemami, bo we dwójkę łatwiej je „unieść”. W ten sposób jakoś tak lżej się idzie przez to życie. Bo z czymkolwiek się mierzysz, możesz to podzielić na dwoje. Prawda, że fajna sprawa? 

Pod poprzednim moim wpisem o samotności w związku pojawił się komentarz, że przydałby się tekst o tym jak w ogóle się otworzyć przed drugim człowiekiem. Bo mimo, że jest to cholernie ważne to jest to też cholernie trudne. Kiedy zaczęłam myśleć nad tym tematem, to pierwsze do głowy przyszło mi najprostsze rozwiązanie – trzeba się po prostu przełamać. I tyle. Ale to przecież też nie do końca tak, bo zanim dojdzie do tego kluczowego momentu jakim jest skok w niewiadomą, to przecież można jakoś się przynajmniej na ten skok nastawić.

Ale chyba pierwszym krokiem w dobrym kierunku jest introspekcja, czyli zwrócenie swojej świadomości do wewnątrz i porządne rozejrzenie się. W czym tkwi przyczyna twojej blokady? Poniżej wybrałam cztery możliwości, ale jest to wybór raczej intuicyjny i to nie jest żadna reguła. Co najwyżej może to służyć za jakąś wskazówkę na co zwrócić uwagę.

Powody zamknięcia się w sobie

#1. Nieśmiałość – to chyba najczęstszy powód, dla którego ktoś może dostać łatkę zamkniętego w sobie. A przecież może być tak, że osoba nieśmiała nie mówi o sobie, bo zwyczajnie jakoś nikt jej nie zapytał i jedynie potrzebuje trochę zachęty. (Ja często uchodzę za nieśmiałą i małomówną, ale wystarczy tylko pociągnąć za właściwy sznurek i nic nie zatrzyma tego potoku słów. Ale muszę czuć, że kogoś w ogóle choć trochę interesuje co mam do powiedzenia.) 

#2. Problemy z zaufaniem / uraz z przeszłości – są ludzie, którym mówienie o dość intymnych sprawach przychodzi z łatwością i otwierają się przed każdym kto zapuka. Ale są też ludzie, których zaufanie trzeba sobie wyczekać. Zapracować na nie. Trzeba być cierpliwym. Trzeba oswajać. Udowadniać, że jesteśmy godni.

#3. Obawa przed odrzuceniem – kiedy zwierzasz się komuś ze swojego fatalnego zauroczenia, to ostatnie czego pragniesz to jest śmiech prosto w twarz. Tak samo jak mówisz komuś o swoim zupełnie absurdalnym lęku, a w zamian otrzymujesz lekceważenie i wykpienie problemu. Czasami człowiek nie tyle boi się otworzyć, co po prostu obawia się braku zrozumienia i odrzucenia, kiedy już to zrobi. A kiedy człowiek jest otwarty, to jest tak jakby stał zupełnie nagusieńki. Czy wybada wybuchnąć śmiechem, gdy pierwszy raz rozbierze się przed Tobą twój chłopak albo dziewczyna? No nie bardzo, bo to jednak chamstwo i potwarz jest. Więc nie śmiejmy się z kogoś, kto obnaża się przed nami psychicznie.

#4. Osobowość – przyjęło się, że osoby o introwertycznym typie osobowości z reguły są zamknięte w sobie. Co wydaje się dość logiczne, skoro ogólnie przyjmuje się, że nasza percepcja skierowana jest głównie do wewnątrz i silnie wałkujemy nasze myśli. Ale z drugiej strony wiem, że każdy z nas jest na swój sposób zamknięty. Nieważne czy to osoba intro, czy ekstrawertyczna. Bo przecież ktoś może otwarcie mówić o swoich problemach rodzinnych, ale gdy przychodzi do rozmowy o sprawach sercowych, to napotykamy mur grubości metra. U innych z kolei może być odwrotnie. U jeszcze innych jeszcze inaczej. I tak w nieskończoność.

Chodzi o to, że każdy ma jakąś tam sferę z tabliczką „TEREN PRYWATNY – NIE WCHODZIĆ” i dostępu do tych terenów udzielamy bardzo ostrożnie. Trzeba to szanować i mieć tego pełną świadomość.

Dlaczego jednak warto warto się otworzyć

Zauważyłam u siebie, że większość problemów jakie wylęgną się w mojej głowie są niewyobrażalnych rozmiarów, ale tylko do momentu aż powiem o nich komuś na głos. Wtedy nagle wydają się zupełnie malutkie i nawet nie wymagają większego przeskoczenia. Ot, wystarczy zrobić lekko większy krok i już po kłopocie. Czasem dopiero słysząc na własne uszy co mówimy, zdajemy sobie sprawę jak niewyobrażalnie głupio myślimy.
Może właśnie dlatego we dwoje lżej nieść jakiś problem, bo już przy samym jego powiedzeniu na głos ulatuje z niego trochę wagi.

Poza tym warto pamiętać, że rozmawiając z kimś zawsze możemy liczyć na widok z zupełnie innej perspektywy. Czasem rozwiązanie leży tuż przed naszymi oczyma, ale dopiero widzimy je, gdy ktoś inny wskaże nam w jakim kierunku trzeba spojrzeć. A czasem też po prostu dobrze jest otrzymać szczerą opinię. Na przykład, że to co gadamy to kupa bzdur jest.
Jest taka jedna fajna rzecz, która powiedział Dukaj i ja się z tym w zupełności zgadzam:

Nie wiesz co pamiętasz, dopóki nie spróbujesz tego opowiedzieć. I nie wiesz co tak naprawdę sądzisz na dany temat, dopóki nie zaczniesz się z kimś o to kłócić. W samotności nie jesteś nawet świadom swoich sprzeczności. Myślisz, że czemu służy odpowiedź?

Jak pomóc komuś się otworzyć

Kojarzycie pewnie książkę Mały Książę. Kiedy przeczytałam tę książkę pierwszy raz, to na długie lata utkwił mi w pamięci motyw jak Lis uczył Małego Księcia czym jest przyjaźń i w jaki sposób zaprzyjaźnić się z nim. Że potrzeba wiele cierpliwości i czasu. Żeby codziennie siadał trochę bliżej, a Lis codziennie będzie się przekonywał, że chłopiec nie ma co do niego złych zamiarów. Właśnie w ten sposób rodzi się zaufanie – przez oswajanie.

Zazwyczaj oswojony człowiek sam się otwiera. A jak wciąż się sam nie otwiera, to można mu trochę pomóc, ale delikatnie! Można na przykład zwyczajnie o coś zapytać. A jak wciąż nie otwiera furtki w murze, to zostawić w spokoju. Za jakiś czas spróbować delikatnie znowu.
A jeśli bez przerwy dostajemy wiadomość odmowną, to chyba warto samemu się otworzyć. Spróbować zagrać w otwarte karty. Zapytać czy nam ufa. Dlaczego nie chce się otworzyć. Czy potrzebuje więcej czasu.
Oczywiście to wszystko musi być podszyte grubą warstwą zrozumienia i cierpliwości.

Jak samemu się otworzyć

Najpierw wypadałoby się zastanowić z czego wynika to zaskorupienie się.
Pamiętam, że na początku mojego związku On myślał, że jestem strasznie nieśmiała. A ja po prostu ostrożnie badałam teren, oswajałam się, sprawdzałam co to za typek i czy można mu ufać. To tak jak z wchodzeniem na taflę zamarzniętego jeziora. Najpierw ostrożnie przyciskasz samym paluszkiem, później połową stopy, potem kładziesz całą stopę i dokładasz trochę ciężaru ciała, a jednocześnie nasłuchujesz czy nastąpi jakieś trzeszczenie. Nie jestem zwolenniczką skakania na łeb, na szyję. Chociaż przecież otworzenie się w pewnym momencie właśnie tego wymaga. Bo skoro lód wydaje się stabilny i nie ma żadnych oznak, że się nagle pod nami załamie, to nie pozostaje nic innego jak postawić drugą nogę i kawałek po kawałku przejść dalej. I to jest ten moment, w którym nie pozostaje nic innego jak tylko wiara, że ten lód nagle się pod nami nie załamie jak będziemy na samym środku jeziora.
W języku angielskim jest takie zgrabne określenie jak leap of faith – co można przetłumaczyć jako skok wiary. Albo jak dla mnie to – skok w niewiadomą z cholernie wielką nadzieją w sercu, że się nie rozwalimy o skały, a może jednak pofruniemy.

Jeśli chcesz zrobić mały kroczek w stronę otwartości, to możesz zacząć od powiedzenia, że chcesz się otworzyć, ale potrzebujesz czasu na oswojenie się. Albo że kiedyś ktoś zawiódł twoje zaufanie i teraz masz z tym problem. Albo boisz się, że zostaniesz niezrozumiany /odrzucony /wyśmiany.
Już samo określenie komuś w czym leży problem i dlaczego masz trudności z otworzeniem może wzbudzić w tej osobie empatię i zrozumienie. Myślę, że to może być gest dobrej woli. I doskonały początek.

Rodzaje otwartości

Najczęściej, kiedy myślimy o kimś otwartym, to widzimy osobę pogodną i uśmiechniętą, która nie ma problemów z nawiązywaniem kontaktu z ludźmi. Taka osoba mówi z uśmiechem „dzień dobry” i pyta „jak się masz?” mimo, że wcale się jakoś dobrze nie znacie.
Ale przecież można też być otwartym na wrażenia, idee, poglądy i doświadczenia. Można być też otwartym na nowe możliwości.

Więc może pierwszym krokiem do otworzenia się przed drugim człowiekiem wcale nie musi być wyjawianie mu najmroczniejszych sekretów.
Może wystarczy zacząć od czegoś tak banalnego jak uśmiech i zagadnięcie: „Cześć! Jak się masz?”.

 


Photo

Poprzedni post Następny post

Może ci się również spodobać

  • Ale trafiłaś. To temat, który ostatnio sama intensywnie przerabiam.
    Nie dalej jak trzy dni temu szukałam tego fragmentu z Lisem, choć samego Małego Księcia średnio lubię, to jednak ten motyw stopniowego oswajania przemawia gdzieś tam do sedna mnie.
    I miałam taką myśl, że otworzyć się w pełni na kogoś, to dać mu dostęp do sposobów na zranienie nas, z wiarą, że jednak ich nie wykorzysta.
    I że wpuszczając kogoś do swojego życia trzeba wkalkulować w koszt tej relacji możliwość jej utraty.

    • Ten fragment jest chyba najważniejszy i najładniejszy z całej książki.
      Człowieka paraliżuje sama myśl, że mógłby się w pełni zaangażować w jakąś relację i otworzyć na kogoś, a później zostać zupełnie na lodzie. I przyznaję bez bicia, że mnie też czasem paraliżują takie myśli. Jest na to taka jedna dość specyficzna metoda. Kiedyś jakiś chiński mnich miał w posiadaniu drogocenną miseczkę do picia herbaty, która stanowiła dla niego osobistą wartość. Tak strasznie ją cenił, że aż bał się z niej pić w obawie, że niechcący ją stłucze. Aż któregoś dnia jego nauczyciel kazał mu wyobrazić sobie, że stawia tą miseczkę na parapecie, a podmuch wiatru szarpie zasłoną, która strąca miseczkę prosto na podłogę. Miał sobie dokładnie to wyobrazić – jak spada, jak się roztrzaskuje i jak leży w tych kawałkach.
      I o dziwo to mu pomogło. Bo to, czego tak strasznie bał się zobaczyć, już zobaczył i przeżył (mimo że tylko w wyobraźni). Zaczął codziennie pić ze swojej ulubionej miseczki i jeszcze bardziej ją cenił. Nie bał się, że się rozbije, bo ona już poniekąd została rozbita.
      To chyba coś na zasadzie tego wkalkulowania w koszt ;)

      • Chyba Nadświadomość Zbiorowa odezwała się :) Ja też myślałam ostatnio o oswajaniu, o „Małym Księciu”. To niezwykłe jak jesteśmy ze sobą „holograficznie” połączeni. Dobrze, że o fizyce kwantowej jest coraz głośniej! <3

        • O! zaciekawiłaś mnie tym holograficznym połączeniem, chyba jeszcze o tym nie słyszałam… :)

          • Wpisz sobie w google frazę ”wszechświat jako hologram”. Polecam! :) PS A jeśli jak ja dawniej też masz w Podświadomości zakodowany silny program pt: „strach”, to zapewniam głowa często kłamie i nie ma się czego bać! :) :) W ogóle polecam Ci też poczytać o tym, że nie jesteśmy swoimi myślami – również świetne i istotne! Pozdrawiam! :)

  • Myślę, że najlepiej… nie myśleć. Bo w kwestii otwierania się lepiej reagować odruchowo. Emocjonalnie. Instynktownie wiemy, co jest dla nas dobre… Gdybym miała brać to na logikę nigdy i przed nikim bym się nie otworzyła. Bo to niesie cholerne kłopoty. Owszem, gdy się problem powie na głos, nieco się on zmniejsza, ale niektórych problemów nie da się zmniejszyć. Niektóre problemy przygniatają i niszczą wszystkie osoby, które mają w swoim zasięgu. Otworzyć się przed kimś – to też przyjąć jego demony. I na logikę, czy warto w zamian za zaufanie i przyjaźń przyjąć ciężar, który teraz i ciebie będzie niszczył?

    • Tylko co jeśli dla kogoś odruchem jest właśnie zamykanie się i tylko dzięki wytłumaczeniu sobie dlaczego jednak warto się otworzyć, tylko wtedy ta osoba jest w stanie się przełamać? Odruchy mają to do siebie, że raczej wpędzają nas do bezpiecznej strefy komfortu, gdzie nie dzieje się nic.

      Jeśli nie byłoby warto, to ludzkość nie znałaby w ogóle takiego terminu jak „przyjaźń”. Takie rzeczy zawsze działają w dwie strony i to są właśnie koszta wliczone w to wszystko. Według mnie warto.

  • Trzeba sobie uświadomić, że drugi człowiek bierze Cię takiego jakim jesteś z całym Twoim bagażem: osobowością, planami, pragnieniami, przeszłością i kontaktami. Jeśli po wstępnym oswojeniu nie przełamiemy się i nie zaczniemy przyglądać się sobie dokładniej oraz mówić po prostu o sobie, to później będzie dużo trudniej, a czasem nie możliwe do przejścia.

  • Pingback: WTORLINKI #70 - dobry związek, otwieranie małża i blizny - Króliczek Doświadczalny()

  • Cytat z Dukaja w punkt. Dlatego właśnie myślę, że należy „dyskutować” z własnymi myślami, jeśli tego nie robimy, nawet nie widzimy kiedy to one zaczynają nam mówić, co mamy robić.

  • Dzięki ;)