kryzys męskości
Ludzie

Kryzys męskości

Kiedy bym Was zapytała czy sądzicie, że w dzisiejszych czasach mamy do czynienia z czymś takim jak kryzys męskości, to pewnie stwierdzilibyście, że mamy obecnie z tym do czynienia. Gdybym zapytała Was czym się taki kryzys objawia, to pewnie wyliczylibyście rzeczy typu: rurki, koczki i brak umiejętności obsługi śrubokręta. A gdybym Wam powiedziała, że kryzys męskości przejawia się w tych Marszach Niepodległości, ustawkach kiboli i innych takich? 

Już dawno przyznałam przed sobą i Wami, że jestem feministką. I szczerze nawet sobie nie zdawałam sprawy, że mężczyźni teraz przechodzą jeszcze większą rewolucję kulturową niż my. Bo my to już zaczęłyśmy pokolenie wcześniej – wystarczy porównać sobie realia w jakich funkcjonowały nasze babcie, później rewolucyjne nasze mamy (bikini, rozwody, wchodzą do użytku pierwsze pigułki antykoncepcyjne), a wreszcie my – już totalny odlot (dążenie do niezależności, stawianie na partnerstwo, zacieranie się tzw. podwójnych standardów).

No i dobrze. Wszystko fajnie, ale czy którakolwiek z nas zastanowiła się jak się mają do tego mężczyźni? W sensie no wiecie, czy oni w ogóle jakoś za tym nadążają? Bo skoro my na bieżąco zmieniamy definicję tego co jest „kobiece”, to czy oni też nadążają za tym, żeby jednocześnie zmienić znaczenie „prawdziwej męskości”? Ba!, czy my im w ogóle na to pozwalamy?

Mężczyzna obsługiwany

Bo widzicie, nasze pokolenie młodych kobiet zostało wychowane przez matki w duchu postępowości. Mamy uczyły nas, że możemy wszystko i że zasługujemy na wszystko. Że zasługujemy na dobrych mężów partnerów. Że zasługujemy na rozwój osobisty, na spełnianie się zawodowe, własne hobby i niezależność finansową. Że możemy być w związku z młodszymi facetami. (Bo czemu nie? Faceci jakoś mogą.) Uczono nas, że możemy oczekiwać od naszych mężczyzn pomocy w domu i realnego wspólnego wychowywania dzieci.

A jak wyglądało wychowanie synów? No i tu jest problem, bo wychowywały ich na wzór poprzednich epok, czyli chłopcy byli obsługiwani i w ten sposób nasiąkali pewnym wzorem roli kobiety w domu. Później tacy faceci dorastają i idą w życie, a tam co? Spotykają niezależną kobietę, która nie jest zainteresowana gotowaniem obiadów, prasowaniem jego koszul i w ogóle obsługą jego szacownej osoby, tylko oczekuje od niego partnerstwa w tym wszystkim. Czegoś, czego on zwyczajnie nie został nauczony.
No i nie wiem jak Wy, ale ja w tym momencie też bym zdurniała i stwierdziła, że babom to się we łbach poprzewracało.

Nie wszystkie matki są tego świadome, ale to właśnie one kształtują swoich synów na przyszłych partnerów dla swoich kobiet. Nie chowają ich dla siebie, tylko DLA INNYCH. Więc jeśli zawsze uważałaś, że facet, który sam z siebie pomaga w domu i nie trzeba go o to błagać albo wyklinać, żeby coś wreszcie zrobił, to nie chowaj syna na księciunia. Tylko ucz go, że dzielenie obowiązków domowych nie jest żadną nowo modą czy innym lewackim widzimisię z zachodu, tylko jest to zwyczajnie sprawiedliwy i logiczny podział ról.

Kryzys męskości

No i teraz skoro wychodzi na to, że facet jest czegoś uczony, a potem się okazuje, że wymaga się od niego czegoś zupełnie innego, to nic dziwnego, że durnieje. Bo nam mamy mówiły, że jest okej dążyć do niezależności, umieć o siebie zadbać i że kobieta to żaden inkubator do rozrodu – i to wcale nie umniejsza ich kobiecości. Ale już swoim synom właściwie nie mówiły nic na temat ich roli w świecie. Pomyło się im, poprało, nakarmiło i puściło w świat. Deal with it. 

Zatem taki chłopak wychodzi w świat i tak właściwie już sam nie wie co jest męskie a co nie. A że dzisiejszych dwudziestolatków raczej nie stać na dowartościowanie się nowym Lambo, więc pozostaje szukanie jakichś męskich wzorów w kulturze. U nas kultura jest dość specyficzna i pewnie co druga osoba zgodzi się ze mną, że w Polsce sądzi się, że prawdziwy Polak jest patriotą i powinien chcieć umrzeć za swoją ojczyznę. My mamy tendencję do czczenia poległych (a dla nas, Polaków niemal każdy poległy jest bohaterem), więc mamy kult Powstańców i Żołnierzy Wyklętych. No i oczywiście Marsze Narodowe, nie wspominając już o rzeczach typu ustawki kiboli.

Zdajecie sobie sprawę z tego, że nasi ojcowie bardzo często cisnęli na studia tylko po to, żeby uniknąć wojska? A wiecie jakie klasy teraz przeżywają prawdziwe oblężenie? Tak – klasy militarne. Coś, przed czym nasi protoplaści zwiewali niemal na drzewo, teraz przeżywa swój renesans. I to jest właśnie prawdziwy kryzys męskości, kiedy mężczyźni z braku współczesnych wzorców męskości, sięgają po jedyne, które są im znane, a które dla kobiet są ni przypiął, ni przyłatał do aktualnej rzeczywistości. Czyli sięgają po husarię. Po Żołnierzy Wyklętych. Po Powstańców Warszawskich.
Ginąć za ojczyznę – to według nich jest oznaką prawdziwego męstwa.
A dla kobiet? No nie sądzę.

Mężczyzna nierozumiejący emocji

Mało tego, chłopcy bardzo często nie są uczeni kontaktu z własnymi emocjami. Jasiowi nie wolno płakać, bo każdy powie, że z niego baba. (Co jest dodatkowo absurdalne, że często w ten sposób do Jasia mówią kobiety i w tym momencie konkretnie same sobie strzelają w kolano, no bo wynika z tego, że baby są jakieś gorsze skoro ryczą, prawda?) Zresztą dziewczynkom często się mówi, że nie powinny się złościć – przecież złość piękności szkodzi! (O rany, ile ja się tego nasłuchałam…) Ale i tak dziewczynki są bardziej zachęcane do zachowań empatycznych i w ogóle do wyrażania uczuć. Chłopcy już nie. (No bo przecież jak będzie zbyt wrażliwy, to zimny pot po plerach, że to może jednak gej?)

Chodzi o to, że kiedy mały chłopiec spadnie z roweru i chce płakać, a mówi mu się, że nie wypada tak się głupio zachowywać, to ten chłopiec często potem wstaje i swój ból przekierowuje w złość, kopiąc nienawistnie swój kochany rowerek, który przecież specjalnie go z siebie wcale nie zrzucił. I później taki dorosły chłopiec, kiedy zostanie zraniony psychicznie, na przykład przez kobietę, to jeśli do tej pory zawsze smutek zmieniał w złość, to jak wtedy zareaguje? Myślicie, że on w ogóle rozpozna w sobie emocję, którą tak naprawdę czuje? Że będzie potrafił rozpoznać smutek, który został automatycznie przykryty przez złość? Nie. Bo tego trzeba się nauczyć. A żeby się nauczyć rozpoznawać swoje emocje, to trzeba je do siebie w ogóle dopuścić i je przeżyć.

Ale wiecie, ja myślę, że sami popadliśmy w błędne koło tego, co płci męskiej nie wypada lub wypada robić. Z jednej strony my, kobiety oczekujemy partnera, a z drugiej jeśli nie umie wkręcić żarówki i nosi rurki, to potrafimy go wykpić. Bo nie ma brody, bo za chudy, bo za niski, bo za taki, bo za śmaki. Bo co to za facet.

No i wreszcie my – kobiety

Wiecie, czytałam jeden wywiad z pewnym psychologiem, który prowadzi terapię i warsztaty dla mężczyzn. Powiedział w nim, że kiedy pyta mężczyzn, czego pragną u swoich kobiet, czego im brakuje najbardziej, to wcale nie wypalali z miejsca: „więcej seksu!!!”. Kwestie seksu pojawiały się hen, daleko na liście. Wiecie czego najbardziej im brakuje? Akceptacji. Braku tych wszystkich oczekiwań.
Bo nie oszukujmy się, ale my, kobiety to kto jak kto, ale potrafimy oczekiwać.

I potrafimy w ten sposób wymagać od nich żeby byli jednocześnie twardzi i miękcy, tacy, śmacy i owacy. Najlepiej żeby potrafili dom wyremontować sami i poskładać auto w środku lasu, gdy nawali.
Skąd – ja się pytam – myśl, że oni POWINNI to umieć zrobić? Niby dlaczego? Rozumiem, że kiedyś takie umiejętności to były logiczne i niemal niezbędne do codziennego życia, ale teraz? No c’mon. Kiedyś prawie każdy chłop na wsi potrafił obsłużyć konia i ogarnąć pług, a kto teraz w ogóle wie co to jest popręg? Jakoś teraz nie wymaga się od każdego mieszkańca wsi, żeby umiał poruszać się kombajnem, więc równie bezsensowne jest wymaganie od mężczyzny rzeczy „typowo męskich”.

Bo wiecie co jest typowo męskie? Penis jest typowo męski. I jądra. A cała reszta „typowo męskich” rzeczy to jest tylko i wyłącznie nasz ludzki wymysł kulturowy.
Kiedyś było nie do pomyślenia, żeby mężczyzna nosił długie włosy i uważało się to za babskie. Analogicznie mamy teraz z rurkami i koczkami.

To jest o tyle zabawne, bo przecież my, dziewczyny wcale nie lubimy być wrzucane do wora z napisem „kobiecie tego nie wypada”. Nie wypada przeklinać, nie wypada palić i pić, nie wypada nie umieć ugotować rosołu i wreszcie nie wypada żyć pracą odpuszczając sobie macierzyństwo. Większość kobiet wściekłaby się, gdyby jakiś facet powiedział im, że mają za małe cycki, żeby nazywać siebie kobietami. Albo że jest mało kobieca bez zachwycania się nad małymi bobasami. Ale nam już z łatwością przychodzą teksty typu: „co to za facet, skoro nawet spłuczki naprawić nie umie”.

Trochę nie fair, prawda? Więc skoro my nie lubimy, kiedy coś nam się narzuca, to czemu tak chętnie narzucamy mężczyznom własną wizję męskości? Gdzie tu sens, gdzie logika.

***

Kryzys męskości w dzisiejszych czasach nie polega na tym, że tej męskości nie ma. Ten kryzys polega na tym, że nie potrafimy dopasować obrazu prawdziwej męskości do dzisiejszych czasów.


Photo by Felix Russell-Saw/unsplash.com

Poprzedni post Następny post

Może ci się również spodobać

  • Według mnie, właśnie teraz panowie na własnej skórze zaczynają odczuwać to, co kobiety przez wieki z oczekiwaniami społeczeństwa. Ot, odwrócone lustro

  • ra_brabar

    Owszem, pokolenie naszych ojców często uciekało od wojska. Dożyliśmy takich czasów (i całe szczęście!) , że teraz dostanie się do armii jest bardzo trudnym zadaniem. Nie sądzę jednak, że to przez kryzys męskości. Zdecydowana większość wybiera taką drogę życiową, bo uważają to za coś ważnego, potrzebnego. Osobiście nie znam osoby, która jest w wojsku bo akurat taki zna wzorzec męskości. Teraz w szeregi wojska ludzie wstępują z dwóch przyczyn- stabilizacja finansowa (to akurat życie weryfikuje, jak się nie czuje takiego stylu życia, to żadne pieniądze nie pomogą i długo w armii nie zabawi) i chęć służenia Ojczyźnie- służenia, nie pracowania. Nie bez powodu Przysięga Wojskowa jest najważniejszym dniem żołnierza. I gwarantuję Ci, że 90% utożsamia się z jej słowami.
    „Ginąć za ojczyznę – to według nich jest oznaką prawdziwego męstwa.” A nie jest? To powinno być oznaką prawdziwego męstwa dla absolutnie każdego Polaka. Pozdrawiam, żołnierz. Kobieta żołnierz ;)

    • Nie wątpię, że się utożsamia i nie wątpię, że wierzą w ideę tej Przysięgi. Niemniej pewne wzorce przyswajamy nieświadomie i czynniki psychologiczne, które powodują ludźmi, którzy do wojska w ogóle chcą wstąpić, to już jest głęboka analiza dla konkretnych psychologów ;) Bo w sumie wojsko człowieka w jakiś sposób ogranicza, nie możesz robić co chcesz, musisz być posłuszny, a za nieposłuszeństwo jesteś karany – ja bym się w tym nie odnalazła, ale wiem, że są ludzie, którzy właśnie tych sztywnych ram i rygoru potrzebują do poczucia się… sama nie wiem… silnymi?
      Natomiast jeśli chodzi o bycie patriotą, to wydaje mi się, że są też inne opcje niż tylko rzucanie się pod kule armatnie. W sensie chyba troska o zabytki, kulturę regionalną i siedliska naturalne to też jest akt patriotyzmu, prawda? Póki co (i mam nadzieję, że do tego nie dojdzie) nie musimy bronić militarnie swojego kraju przed agresją innego, zatem obecnie bardziej użyteczny jest patriotyzm w formie nawet obrony takiej Puszczy Białowieskiej.

    • „”Ginąć za ojczyznę – to według nich jest oznaką prawdziwego męstwa.” A nie jest?” Serio? Jak możesz narzucać komukolwiek, co jest oznaką prawdziwego „męstwa”. W ogóle „męstwo” to słowo dla mężczyzn, no nie? Więc jak się jest kobietą żolnierzem, to nadal jest to „męstwo”? Ja np. (jak podejrzewam wiele innych kobiet) za oznakę prawdziwego męstwa ze strony mojego mężczyzny w przypadku wojny, uznałabym złapanie mnie i ewentualnych naszych dzieci i wywiezienie całej naszej rodziny hen daleko, gdzie wojny nie ma. Bo uważam, że dużo ważniejsza jest rodzina niż kraj. I powinnam teraz napisać „a nie jest”, ale nie zrobię tego. Bo wiem, że każdy ma swoją wizję odwagi (słowo męstwo bardzo mi się nie podoba).