Wieczór Otwartego Bloga

Jaka to ulga, że jestem niepełnosprawna!

Wielu niepełnosprawnych domaga się równego traktowania, lecz czasem z tą równością sami są na bakier, np. gdy domagają się extra ulg, czy zniżek na wszystko co tylko się da i we wszystkich możliwych zakresach życia. Wtedy najgorsze co możesz zrobić to wiecznie im ustępować. 

Jakiś czas temu chciałam sprawdzić ceny biletów na koncert Korn. Bilety były dość drogie, więc szybko wybiłam je sobie z głowy, ale moją uwagę przyciągnęły komentarze dotyczące biletowej rozpiski. Zrobiłam screena i wrzuciłam na swój fan page, dodałam swoje pięć groszy do całej sprawy i czekałam.

skisłam

Miałam ogromną nadzieję, że wypowie się Agata, która zna problem od środka i mimo wszystko potrafi zachować obiektywizm. I nie zawiodłam się, bo jak zwykle Agata ustrzeliła temat w punkt (mała snajperka z niej, nie ma co). A mnie naszła inspiracja i wzięła mnie wena, żeby podjąć ten temat. Ale pomyślałam, że jeszcze lepiej będzie, gdy temat poruszy ktoś „od środka”.  Więc poprosiłam Agatę o pociągnięcie tematu i napisanie tekstu gościnnego u mnie na blogu.
Zatem dzisiaj gościmy Panią Miniaturową, przyjmijcie ją ciepło i przekonajcie się sami jaki dobry tekst dla Was przygotowała.

Grom osób niepełnosprawnych wydaje bardzo dużo pieniędzy, ażeby móc doprowadzić się do względnej sprawności. Rehabilitacje, masaże, specjalistyczny sprzęt, leki, dojazdy do lekarzy, a nawet wizyty u lekarzy, opłacenie niektórych badań, wyjazdy do szpitali oddalonych o ileś tam km, – to wszystko kosztuje. Dlatego uważam, że niepełnosprawni powinni mieć tańsze bilety na komunikację, a także tańszy dostęp do przybytków KULTURALNYCH, ukierunkowanych na rozwijanie się ludzi itp, np. muzea, galerie sztuki, basen. ALE koncert KORN, czy innych sław, to już powoli podchodzi pod dobro luksusowe, a ponadto, jest to masówka organizowana komercyjnie, by trzepać ciężki hajs i nikt nie będzie refundował/fundował niepełnosprawnym biletów na takie imprezy. Co gorsza jest to strzał w stopę, uczestnictwo na masówkach jako niepełnosprawny z tańszym biletem bardzo często kończy się tym, że O.N. są upychani w najgorszych miejscach „co by oszczędzić. – komentarz Agaty z FP.

Tak się moje życie zakręciło, że będąc dorastającą nastolatką awansowałam po drodze na niepełnosprawną. Tak to w życiu bywa. Nie mam o to pretensji do nikogo. Nie miałam też  strasznego wypadku, nie pokarało mnie przez swoją własną głupotę, tylko najzwyczajniej w świecie zachorowałam w wieku 6 lat na chorobę, która choć w przeważającej części dotyka chłopców, postanowiła nawiedzić też mnie. Choroba ta, choć wyleczona, postanowiła na pożegnanie sprezentować mi skrzywienie kręgosłupa, które dało się naprawić już jedynie poprzez zabieg wszczepienia implantów. Tak, jestem kobietą robocopem. Tak, jestem zdrowa na umyśle. Tak, jestem absolwentką Politechniki Opolskiej. Tak, jestem Mamą. Nie, nie urodziłam potwora z sześcioma rękami i dwiema głowami. Tak, jestem pracownikiem rozwijającego się korpo. Tak, jestem taka sama jak Ty. Tylko z rusztowaniem wzdłuż kręgosłupa i nie czuję się przez to lepsza, czy gorsza. Po prostu I don`t give a fuck i Tobie też to radzę.

Etap doprowadzania mnie do jako-takiego zdrowia można uznać za zakończony, lecz nie wszyscy mają takie „szczęście” jak ja. Wiele osób niepełnosprawnych przez całe swoje życie musi uczestniczyć w rehabilitacjach, by móc utrzymać się w sensownej kondycji i zdolności do samodzielnego funkcjonowania. Muszą też przyjmować kosztowne leki, używać specjalistycznego sprzętu, czy innych akcesoriów medycznych, niezbędnych do prowadzenia w miarę normalnego życia. To kosztuje. Bycie niepełnosprawnym wiąże się też z częstymi wizytami u specjalistów, wyjazdami na turnusy do sanatoriów, czy do szpitali, ukierunkowanych na leczenie konkretnych schorzeń. A to tylko część z faktycznych wydatków jakie niektórzy muszą ponosić w związku ze swoją niepełnosprawnością.

Tak w dużym skrócie: bycie niepełnosprawnym to pewne obciążenie. Finansowe również. Mimo wielu programów mających na celu pomoc w wyrównywaniu szans w dostępie do edukacji, poruszania się na rynku pracy, czy ogólnie – w terenie, to wciąż wielu niepełnosprawnych ma najzwyczajniej w świecie gorzej od reszty społeczeństwa i nie ma sensu udawać, że jest inaczej. Oczywiście istnieją też niepełnosprawni tacy jak ja, po których nawet nie widać z czym się zmagają, ale jest też spora grupa, która naprawdę od najwcześniejszych lat życia musiała ciężko pracować, by nie powiedzieć – walczyć – o „normalne życie”. Co by Wam nie pisali w gazetach i czego by nie gadali w TV – to kosztuje. I to cholernie dużo kosztuje.

Jestem wielką zwolenniczką społecznego modelu niepełnosprawności. To znaczy, że nie zmuszamy niepełnosprawnego, by dostosował się do życia w określonych warunkach, lecz to MY dostosowujemy się do niego. Np. poprzez likwidację barier architektonicznych, prawnych, ekonomicznych i społecznych. Niepełnosprawność w tym przypadku nie jest „problemem” jednostki, człowieka chorego, lecz stanem, w jakim żyje „nasz konsument”. Po prostu nie zostawiamy go samego sobie, tylko robimy wszystko, aby mógł korzystać ze wszystkich dobrodziejstw cywilizacji. Najlepszym tego przykładem są ulgi dla osób niepełnosprawnych. Uważam, że jak najbardziej mają one sens, o ile nie są nadużywane.

Wielu niepełnosprawnych domaga się równego traktowania, lecz czasem z tą równością sami są na bakier, np. gdy domagają się extra ulg, czy zniżek na wszystko co tylko się da i we wszystkich możliwych zakresach życia. Wtedy najgorsze co możesz zrobić to wiecznie im ustępować. Pozwalać, by wlazł ci na głowę i za przeproszeniem, nasrał do talerza. Tak, niepełnosprawnym należy pomagać – ale nie wyręczać! Tę wyjątkowo wrażliwą kwestię już kiedyś opisałam na moim blogu. W takich przypadkach mamy do czynienia z jawnym wykorzystywaniem swojej niepełnosprawności.

Umiejętność radzenia sobie w życiu jest mile widziana, ale nie cwaniactwo i manipulowanie pewnymi faktami, by wyłudzić jak najwięcej korzyści dla siebie. Takimi niepełnosprawnymi gardzę. To mocne słowo, ale prawdziwe. Nie mam szacunku do osób, które swoją niepełnosprawność traktują wyłącznie jak bankomat, kartę przetargową lub maszynkę do wzbudzania współczucia, by móc łatwiej wpływać na ludzi. To nie jest fair!

Owszem, sama korzystałam z ulg, przede wszystkim na komunikację miejską, gdy dojeżdżałam do szkół, ale bez przesady. Czy w biurze podróży mam się domagać tańszego biletu? Przecież moja pupa tak samo jak każda inna będzie wieziona tym samym autokarem, który wyżłopie tyle samo paliwa i przejedzie tyle samo kilometrów. Czy w salonie łazienek mam się wykłócać o rabat na wannę z hydromasażem, bo mi to na chorą nóżkę pomoże i mi się to wanna zwyczajnie NALEŻY? Czy wybierając się na koncert gwiazdy muzyki pop, mam zrobić kasjerce awanturę, że w cenie najtańszego biletu nie pozwala mi usiąść pod samą sceną, a jak stanę gdzieś dalej to nie będę nic widziała?

Ulgi, uprawnienia, udogodnienia, wszystko jest OK, pod warunkiem, że nie zaczniemy przesadzać. Moim zdaniem niepełnosprawnym powinny się należeć ulgi do przybytków kultury duchowej (muzeum, galeria sztuki, teatr, kino) jak i fizycznej (basen, siłownia/fitness klub prowadzący zajęcia dla niepełnosprawnych), ale zniżki na coś, co pozwoliłabym sobie określić mianem „dobra luksusowego” to przesada. Umożliwiajcie niepełnosprawnym rozwój, ale nie popadajcie w skrajność i nie spełniajcie wszystkich ich zachcianek. To nam dobrze zrobi, a przede wszystkim zmobilizuje do jeszcze większych starań, o to, aby własnym umysłem, własnymi rękami zadbać o lepsze jutro. O jutro, w którym stać nas na więcej. My-niepełnosprawni chcemy być zawsze tacy niezależni – pozwólcie więc zostać nam kowalami swojego wlasnego losu


Photo

Poprzedni post Następny post

Może ci się również spodobać

  • Ciekawy post, właściwie to nigdy nie zastanawiałam się nad tym, czy niepełnosprawnym należą się jakieś specjalne ulgi (poza tym, oczywiście, że powinno się ułatwiać im życie, ale nigdy nie myślałam o tym w kategoriach finansów, zniżek, itp.). Wydaje mi się jednak, że niektóre wymagania są trochę wygórowane. O ile zgodzę się ze zniżką na komunikację miejską, czy jakieś tam PKP i inne cuda (do tego, daj Boże, umożliwienie odbycia komfortowej podróży w odpowiednio przystosowanym środku transportu), albo na basen, siłownię, salę gimnastyczną, czy cokolwiek, co może pomóc w rehabilitacji, to muzeum, kino, teatr i inne takie w moim odczuciu są „dobrem luksusowym” na takiej samej zasadzie, jak koncert. Dostosowanie tych miejsc do potrzeb osób głuchoniemych, niewidomych, niepełnosprawnych ruchowo — jak najbardziej! Ale ze zniżką na bilety już się chyba nie zgodzę.

    • Ja widzę muzea, teatr, kino (ambitne!!!) oraz teatr w tej samej szufladce co edukacja, do której równy dostęp powinni mieć wszyscy członkowie społeczeństwa. Zacząć możemy małymi kroczkami, tak jak wspomniałaś, od likwidowania barier architektonicznych.

      • Ostatnio będąc w kinie widziałam, co mnie zdziwiło, bo spotkałam się z tym pierwszy raz, specjalnie wyznaczone miejsca na zaparkowanie wózków. Niepełnosprawnych już nie upycha się byle gdzie, pod ekranem, gdzie jest trochę miejsca, ale daje się im przestrzeń obok innych widzów — bardzo mi się to podoba, to świetny krok, polecam Multikino (przynajmniej to w Galerii Katowickiej). Podobnie Muzeum Śląskie — też jest fajnie przystosowane, ma windy, a nawet opisy obrazów alfabetem Braila. Myślę, że to znaczy więcej, niż zniżki na bilety :)

        • Oj chciałabym, żeby wszyscy byli tak wspaniałomyślni i myśleli tylko o innych wartościach niż pieniążki. Ale swoją droga…co komu da odpicowane dla niepełnosprawnych budynki jak nie będzie go stać żeby do nich wejść, bo koszty leczenia/podróży/rehabilitacji/artykułów medycznych pożrą wszystkie jego finanse?
          Ulgi i zniżki powinny się zacząć właśnie w kwestiach medycznych, o! I to dla wszystkich obywateli.

  • Zniżki na komunikację miejską są „finansowane” przez instytucje publiczne z budżetu, na który składamy się wszyscy i bardzo cieszę się, że mogą one pomóc niepełnosprawnym. Jednak jeśli chodzi o prywatne, musimy zostawić tę kwestię przedsiębiorcom, w końcu to ich biznes i ich sprawa, czy chcą pomagać innym albo czy ich na to stać.

    • Popieram. Dobrą wolą przedsiębiorcy jest, czy w swoim cenniku uwzględni osoby niepełnosprawne.

  • często właśnie niepełnosprawni, ludzie niezaradni życiowo wykazują się bardzo roszczeniową postawą i uważają, że im się już wszystko należy a oni sami nic nie muszą.

    • Niezaradność życiowa może być dziedziczona, jakkolwiek dziwnie to zabrzmi. Dzieci z takich rodzin (patologicznych, skrajnie ubogich i niezaradnych życiowo) zwyczajnie nigdy nie widziały innego wzorca i postępują tak samo jak rodzice. Siedzą na pupie i wołają „daj”. A niektóre osoby niepełnosprawne… no cóż, im jest po prostu tak wygodnie. Wołać „daj”, zamiast samemu sobie na to zapracować. Choć są oczywiście osoby, które po prostu nie mają możliwości podjęcia prób zdobycia wykształcenia, a później pracy. Takie osoby są zdane na łaskę rodziny i państwa.

      • Niezaradność życiowa może mieć wiele przyczyn. Nadmierna krytyka, nieokazywanie dziecku miłości – też może do niej prowadzić. Rodzic, który ciągle krytykuje, powoduje że dziecko przestaje wierzyć w siebie, jest wycofane i nie radzi sobie w wielu aspektach życia.

    • O to właśnie chodzi, żeby odróżniać osoby, które są niepełnosprawne i ta niepełnosprawność w pewnym sensie „wiąże im ręce”, a osoby, które są zwyczajnie nieogarnięte życiowo i (powiem wprost) leniwe. Zgadzam się z @Miniaturowa:disqus

  • Bardzo dużo tu prawdy. Po pierwsze te wszystkie udogodnienia dla niepełnosprawnych o których piszesz, to genialna sprawa – niestety tylko na papierku, bo żeby cokolwiek od naszego państwa otrzymać, to no… Nie będę się może wypowiadał, bo nie wypada. Są rzeczy, które uważam, że nam niepełnosprawnym się należą i nie dlatego, że jesteśmy niepełnosprawni, ale dlatego, że po pierwsze – może nam to poprawić komfort życia. Po drugie – ja nie pozwolę na to, żeby za moje pieniądze Warszawka woziła się limuzynami do kina, czy gdziekolwiek. Są osoby, które swoich przywilejów próbują nadużywać, gdzie się tylko da, ale kogo tak naprawdę one oszukują?

  • Niestety, ale wszędzie są jakieś granice. Nie powiem, bo niepełnosprawnym należą się ulgi w publicznych instytucjach, ale w prywatnych? Dodatkowo pamiętajmy, że tak samo zdrowy człowiek ze złamaną nogą nie powinien skakać ze schodów, tak samo niepełnosprawni powinni wybierać miejsca, które nie zagrażają ich życiu – zdrowy rozsądek. A domaganie się jeszcze ulgi, to rozbój w biały dzień.

  • Uważam, że osobom niepełnosprawnym należą się zniżki do teatru, filharmonii, muzeum i podobnych miejsc publicznych. Na komunikację miejską również. To jest dla nich wsparcie – w końcu na swoich barkach niosą często większe koszty utrzymania i te zdrowotne. Ale koncert zespołu takiego jak Korn? Tutaj pozostawiłabym wybór organizatorom. Ja mam mieszane uczucia – z jednej strony brak zniżki tworzy spore ograniczenie, ale z drugiej – jest wiele innych osób, których na to nie stać.