Lifestory

Jak pokonać lęk przed jazdą na łyżwach?

Jeśli nie chcesz iść na lodowisko, bo żyjesz w strachu przed przypadkową amputacją palców na tafli lodu, to jeszcze rok temu powiedziałabym „witaj w klubie!”. Ale dzisiaj mogę już podpowiedzieć jak pokonać lęk przed jazdą na łyżwach.

Nie wiem skąd mi się wzięło to dziwne przeświadczenie, że jak pójdę na lodowisko, to podczas mojego pierwszego upadku na pewno jakiś nieogarnięty dzieciak pędzący w amoku, przejedzie po moich palcach i zostawi na lodzie obrzydliwe czerwone smugi mojej krwi oraz rozrzucone w nieładzie końcówki palców. Myślałam, że tylko ja mam takie schizy, ale z czasem okazało się, że więcej osób podziela moją paranoję.
Na szczęście wyleczyłam się z tego lęku. Okazuje się, że to wcale nie jest aż tak łatwo komuś przejechać po palcach w amoku – takie sytuacje się zwyczajnie nie zdarzają. A przynajmniej nie na naszym lodowisku. Więc naprawdę nie ma co karmić w sobie chorych fantazji. Pora się przełamać.

Pierwszy raz na lodowisku

Za pierwszym razem na lodowisko warto pójść z kimś, kto dobrze jeździ na łyżwach. Najlepiej wziąć kogoś, kto nas złapie/przytrzyma/doda otuchy i cierpliwie będzie z nami jeździć w kółko.
Pierwszy raz na lodowisko poszłam z Pięknym, który przez bitą godzinę jeździł ze mną za rękę. Dzięki temu byłam zmuszona od razu oderwać się od bandy i nie było dla mnie później takiego szoku.
Bo im dłużej jeździsz trzymając się bandy, tym ciężej będzie ci ją puścić i zacząć jeździć samodzielnie (zapamiętaj! 9/10 wypadów zdarza się przy bandzie!). Dlatego dobrze jest pójść z kimś i po kilku okrążeniach przy bandzie, zacząć jeździć trzymając kogoś za rękę – jesteś już bliżej samodzielności, a jednocześnie masz komfortowe uczucie, że jak już upadniesz to przynajmniej nie sam.

Poza tym warto też pójść na lodowisko w godzinach wieczornych – unikniemy tłumów i dużej ilości świadków naszego niezgrabnego wywijania kończynami.

Pierwszy upadek

Podobno upadać trzeba umieć. I coś w tym rzeczywiście jest. Bo mam koleżankę, która upadając na lodowisku uderzyła się w głowę i do teraz ma traumę przed jazdą na łyżwach.
Przy upadaniu najważniejsze jest, żeby nie upadać „sztywno”. Czyli na przykład na wyciągniętą rękę, prosto na kość ogonową i tak dalej. Najważniejsze jest amortyzowanie, czyli tak naprawdę składanie się lub stopniowe wykładanie się.
Na łyżwach upadki można kontrolować i często lepiej się po prostu wyłożyć niż upaść na wyciągniętą rękę i uszkodzić sobie nadgarstek czy coś. Więc kiedy czujesz, że upadniesz, to schodzisz jakby do lekkiego przysiadu i wykładasz się na bok. Trzeba pamiętać, żeby przyciągnąć ręce i podbródek do klatki piersiowej.

I tak to mniej więcej wygląda w teorii. Nigdy nie korzystałam z tej techniki upadania, ale sama jej znajomość powoduje, że już tak się nie boję ewentualnej wywrotki.
W tamtym sezonie tak strasznie bałam się upaść, że ani razu nie upadłam. Z kolei w tym roku upadłam raz i kilka razy prawie dostałam zawału jak mi się poplątały nogi i o mało nie ucałowałam lodu. Ale żyję.
Jakoś jak byliśmy mali, to tyle razy się wywalaliśmy i nic nam nie było, a przecież asfalt nie jest jakoś wybitnie miększy od lodu, prawda?

funny-animal-picture-of-the-day-16-05-2012-ice-skating-fail

Jak się ubrać na lodowisko

Ubrania też mogą nieco chronić nas przed lękiem bliskiego spotkania z lodem. Na łyżwach boimy się upadku, bo przede wszystkim chcemy uniknąć bólu (oraz upokorzenia). Dlatego warto ubrać na przykład dwie pary spodni, albo jakieś grube spodnie, które zawsze w pewnym stopniu zabezpieczą nas przed obiciem. Dobrze też ubrać jakąś czapkę, żeby chociaż trochę ochronić głowę w razie upadku. No i rękawiczki to must have. Nie dlatego, że mają chronić przed przypadkową amputacją (chociaż oczywiście to też), ale po to, żeby było nam najzwyczajniej w świecie ciepło.

Ja na przykład nie znoszę jeździć w kurtce. Strasznie ogranicza ruchy i czuję się w niej jak debil, więc zamiast tego ubieram jakąś ciepłą bluzę – wtedy jeździ się znacznie wygodniej. Polecam.
Jeśli chodzi o skarpety, to chyba to jest już kwestia mocno indywidualna. Zwykle ubieram zwykłe skarpetki i tyle. Ale wiem, że niektórzy wolą ubierać podwójne skarpety, albo wręcz jakieś narciarskie skarpeciochy. Mi akurat jest wtedy za ciasno, więc tylko jak jest mocny mróz i pizga złem, to wtedy dopiero decyduje się na ekstra powłokę dla stóp.
Więc zawsze warto sobie wrzucić ekstra parę do torby, lepiej mieć i nie potrzebować.

Jakie łyżwy wybrać?

Na samym początku na pewno zdecydujesz się na wypożyczenie łyżew i to jest logiczny wybór. Ale jeśli odważysz się na prawdziwe poskramianie lodu, to polecam kupić swoje własne łyżwy – nawet jeśli nie potrafisz jeszcze dobrze jeździć.
Po pierwsze – ze względów higienicznych, a po drugie – lepiej od razu uczyć się jeździć na porządnym sprzęcie. Głównie dlatego, że jest o wiele łatwiej się nauczyć jeździć na dobrych łyżwach, niż na takich maksymalnie stępionych, krzywych i niewygodnych.

Raczej nie polecałabym na sam początek zakupu łyżew figurowych. Mają na płozie taki mały psikus w postaci ząbków – początkujący łyżwiarz może zupełnie niechcący wbić się nimi w lód i zostać żywym przykładem zasady bezwładności Newtona.
Są jeszcze tak zwane łyżwy rekreacyjne. Czyli w sumie takie nijakie, ale chyba bardziej podchodzące pod hokejówki. Mają płozę bez haczyków i najczęściej zupełnie beznadziejne zapięcie na klipsy (których ja szczerze nienawidzę). No i przeważnie są dość tanie. Niby na początek może być.
Ale moim zdecydowanym faworytem wśród łyżew są hokejówki. Mają prostą płozę i mocno usztywniony but, co zabezpiecza nam kostki przed zwichnięciem. Poza tym są najczęściej sznurowane (!), dzięki czemu możemy precyzyjnie dopasować sobie ucisk w konkretnych miejscach. Jednak ten typ łyżew stworzony jest głównie do jazdy agresywnej, czyli szybkiej i zwrotnej, więc mają dość krótką płozę. Natomiast figurówki przez lekko wydłużoną z tyłu płozę, zapewniają bardziej stabilną jazdę – a ząbki umożliwiają wykonywanie figur.

Więc w sumie ostateczny wybór zależy od Waszych preferencji i tego jak chcecie na tych łyżwach jeździć. Jedyne czego nie polecam, to buty zapinane na klamry. Paskudne to, ciężko dopasować ucisk i jak się zepsuje takie zapięcie, to jest problem z naprawą. Ze sznurówkami nie ma takiego problemu.
Jest też jakoś dziwnie utarte przeświadczenie, że kobiety powinny jeździć na figurówkach. Nie dajcie się wciągnąć w takie schematy, dziewczyny też jeżdżą na hokejówkach i wymiatają.

Co daje jazda na łyżwach?

Całą masę rzeczy! Ale może na sam początek – wzmacnia odporność. Poprawia wydolność płuc i układu krwionośnego, bo jest to typowy przykład treningu aerobowego. Jest nieco bardziej korzystny od biegania, bo mniej obciąża stawy.
Jeżdżąc na łyżwach głównie pracują nasze mięśnie ud, pośladków i nóg ogółem, ale także dolne mięśnie kręgosłupa i brzucha, które wspierają utrzymywanie prostej sylwetki. W sumie to jazda na łyżwach angażuje wszystkie mięśnie, które pomagają nam utrzymywać równowagę.
Kolejnym plusem takiego treningu jest potężne spalanie kalorii, bo w czasie takiej 60 minutowej jazdy na łyżwach można spalić od 300 do 800 kcal – w zależności od intensywności jazdy.

Poza tym jest to rodzaj aktywności fizycznej, która mimochodem zmusza do nieustannego doskonalenia. Z każdym kolejnym wejściem na lodowisko widzisz swoje postępy i wiesz czego jeszcze musisz się nauczyć. Wciąż możesz ćwiczyć coś nowego lub doskonalić to, co już jako-tako umiesz. To motywuje i sprawia, że chcesz chodzić na to lodowisko codziennie. A jeśli nie lubisz zimy, to teraz przynajmniej jest coś co osładza tę porę roku. Więc łyżwy też korzystnie wpływają na nasz umysł i samopoczucie. Wiadomo – wysiłek, endorfiny i te sprawy.

***

Zaczęłam jeździć na łyżwach od początku ubiegłego sezonu. Za każdym razem kiedy wchodziłam na lodowisko, byłam przerażona. Tylko osoby, które ze mną wtedy jeździły, wiedzą jak ogromne postępy zrobiłam i jak bardzo byłam zawzięta, żeby pokonać samą siebie. Więc można i jak najbardziej warto.
Bo to jest właśnie ten rodzaj sportu, który zmusza do skupienia się na sobie i swoim ciele. To też jest pewien rodzaj medytacji i wyciszenia, kiedy skupiasz się, żeby twoje nogi nie pojechały w dwóch przeciwnych kierunkach. Albo kiedy zmuszasz się, żeby oderwać nogę i jechać na jednej łyżwie tyłem – to zdecydowanie wygląda na łatwiejsze niż jest w rzeczywistości.
Poza tym podczas żadnego innego treningu nie zaznajomisz się tak dobrze z siłą odśrodkową oraz grawitacją.

Poprzedni post Następny post

Może ci się również spodobać

  • Też miałam taką obawę, kiedy pierwszy raz szłam na łyżwy! Ale właśnie te rękawiczki jakoś pozwalały mi nie oszaleć ze strachu przed utratą palców. Mimo to z roku na rok mam coraz większy strach przed łyżwami, bo nigdy nie nauczyłam się dobrze jeździć, ponad to nie mam już okazji wybierać się na łyżwy z przyjacielem, który za pierwszym razem świetnie się mną zajął — a z innymi się boję.

    • Te rękawiczki jednak działają cuda na psychikę i lęk przed utratą palców! ;)
      Mam nadzieję, że znajdziesz kogoś stabilnego do jeżdżenia, bo aż szkoda zimy…

  • Ja pierwszy raz na lodowisko poszedłem z kumplem i to w dodatku młodszym, który mi wtedy pomagał, ale przy bandzie to stałem tylko wtedy jak już nogi bolały. Co do godzin wieczornych to u mnie to tak nie działa, bo właśnie wtedy jest najwięcej ludzi. Ja nauczyłem się jeździć na porannych tercjach, gdzie nie dość, że było miej ludzi to za 3 złote jeździło się 3,5 godziny. Nie pamiętam zdartych kolan, ale pamiętam siniaki – całe mnóstwo i bolące nogi tak, że nie potrafiłem chodzić. I zastanawia mnie jeszcze jedna rzecz, że zawsze jak wychodzę z lodowiska, to mam wrażenie jakbym po ulicy nadal jeździł. Jazda na łyżwach to frajda i nawet w takich momentach nie myślę o spalonych kaloriach.

    • Ha! To fakt, że od razu po wyjściu z lodowiska jakoś tak się dziwniej chodzi. Zawsze chwilę mi zajmuje przestawienie się z trybu ślizgającego w tryb kroczący.
      A kalorie to taki bonus, bardzo miły memu sercu i ciału ;)

  • Oj, to rzeczywiście miałaś pecha. Dobrze, że przynajmniej jest ten facet, którego można się kurczowo trzymać ;) może z czasem się oswoisz.

  • Oooo! Łyżwy! Coś co uwielbiam, ale za to nienawidzę zimna, dlatego ciężko mnie wyciągnąć na łyżwy :) Marzę o krytym lodowisku w moim mieście! Jak szłam pierwszy raz nie zastanawiałam się czy umiem jeździć czy nie, czy upadnę, czy obetną mi palce czy tam inną część ciała. W dzieciństwie sporo jeździłam na rolkach i jazdę na łyżwach od razu załapałam. Za to w tamtym roku chciałam wrócić do rolek… i niestety nie jest to jak z jazdą na rowerze, że się nie zapomina.. nie wiem co jest, ale na rolkach jeździ się trudniej niż na łyżwach!

    • Jak byłam mała to też śmigałam na rolkach, ale mimo tego po kilkuletniej przerwie nie załapałam tak od razu jazdy na łyżwach.
      Ale niestety muszę Cię trochę rozczarować, bo na krytym lodowisku nie jest jakoś wybitnie cieplej ;) Chociaż może to też zależy od lodowiska.

  • Ohhh, kocham łyżwy! Zaczęłam jeździć za małolata, ale po przeprowadzce do Anglii nie miałam dostępu do lodowiska, więc odeszły na jakiś czas w odstawkę. Za to od przeprowadzki do Sheffield jestem stałą bywalczynią tafli :)
    Z tym irracjonalnym strachem, to powinnaś mnie była widzieć na pierwszej lekcji jazdy na snowboardzie – komedia roku! Ile się śniegu najadłam w tych górach, tylko ja wiem! Jednak po załapaniu, co i jak, deska też może robić za swojego rodzaju medytację, zwłaszcza na mało uczęszczanym szlaku :)