jak najlepiej przeżyć życie
Bierz życie na klatę

Jak najlepiej przeżyć życie

Wiecie co mnie rozwala? Bardzo dużo rzeczy, ale najbardziej to mnie jednak rozwala, kiedy ktoś traktuje mnie jak darmowego psychologa albo doradcę życiowo-zawodowego i pyta jak najlepiej przeżyć życie. Niby jak ja mam komukolwiek doradzać co zrobić z życiem, kiedy moim nadrzędnym postanowieniem noworocznym (już któryś rok z rzędu) jest, żeby się ogarnąć życiowo-zawodowo. 

Bo wiecie, ja rozumiem, że pisząc takiego bloga, to przyciągam określoną grupę ludzi, którzy szukają odpowiedzi na jakieś pytania albo chcą mieć jakiś punkt odbicia dla własnych myśli, nawet jeśli ostatecznie tym odbiciem będzie brak zgody z tym co ja tu piszę. I to jest w porządku.
Dostałam od Was sporo fajnych wiadomości zwrotnych, gdzie polecaliście mi jakieś ciekawe rzeczy do poczytania, albo dysputowaliście ze mną i nieraz sprawialiście, że spojrzałam na sprawę pod innym kątem. To jest bardzo w porządku.

Za to nie jest w porządku szukanie gotowych odpowiedzi, typu „jak zdobyć faceta o imieniu Artur”. (Serio?) Nie wiem czy to widać, ale w sumie nigdy nie chciałam mieć każdego tematu dopiętego na ostatni guzik. Chciałam, żeby tu i ówdzie coś powiewało, żeby dawało to pole do pociągnięcia tematu dalej w Waszych głowach, jak taka zaczepka dla mózgu.
To od zawsze miał być zestaw kropek, które później można samodzielnie łączyć – bo przecież na tym właśnie polega cała zabawa!

Niektórzy nie potrafią łączyć kropek

Ale prawdziwy zgrzyt u mnie pojawia się, gdy ktoś pisze do mnie i nie tyle oczekuje ode mnie jakiegoś mojego spojrzenia na sprawę, które ja traktuję jako taką „burzę mózgów” (coś na zasadzie, gdy pytasz koleżanki która sukienka lepsza, ona Ci mówi która, a ty i tak wybierasz tą drugą, bo dopiero w konfrontacji z jej zdaniem, uświadamiasz sobie jakie jest twoje), ale piszą do mnie po to, żebym dała im gotową odpowiedź, receptę na życie i dosłownie co zrobić krok po kroku.

Swoje apogeum irytacji na takie coś przeżyłam, kiedy jakaś laska (długa historia krótką) chciała, żebym jej powiedziała co powinna robić w łóżku, żeby facetowi się podobało. (Dżizas.) Albo w ogóle jak ma się zachowywać w łóżku. No c’mon, bez przesady, bo niby skąd ja mogę wiedzieć co kręci jej kolesia?

W większości przypadków życie polega na zasadzie prób i błędów.
Coś działa? – Kontynuuj.
Coś się nie sprawdza? – Zaprzestań.
Voilà!

No ale – jak zresztą widać – trzeba mieć też odwagę, żeby w ogóle próbować.

Niektórzy boją się konfrontacji

Ktoś w ankiecie zapytał mnie (bo kiedyś wspominałam, że mam za sobą długą drogę) czy przepracowałam wszystko sama, czy może ktoś mi w tym pomógł (psycholog, psychoterapeuta, etc.).
No więc ja nauczyłam się stawać sama ze sobą oko w oko i mówić do siebie bez ogródek. I powiem Wam szczerze, że to jest najcięższa relacja jaką przyszło mi budować. Nie dość, że musisz siebie kochać i akceptować, to jeszcze musisz się nauczyć odporności na swój własny bullshit i wciskanie ściemy.

Jest to pewnie nie fair z mojej strony, ale nie nie trawię, kiedy ktoś sam widzi problem, ale mimo wszystko postanawia trwać w swoim godnym pożałowania statusie quo. Jojczy i jojczy, ale absolutnie nic z tego nie wynika. I tutaj wkracza kolejne apogeum irytacji, które niestety osiągnęłam, gdy pewien znajomy stwierdził, że najlepszą porą na „poradzenie się mnie co ma począć”, będzie wieczór moich urodzin, kiedy to zasypał mnie monologiem wiadomości o tym, że nie wie czy zostać w pracy, której nienawidzi, czy jednak stamtąd spadać. Ostatecznie „decyzja podjęła się sama”, czyli zaproponowali mu przedłużenie umowy, a on nie miał jaj, żeby powiedzieć sobie (i im) wprost, że szkoda życia na to gówno.
I pyta mnie o zdanie.
(Jeszcze raz przypomnę, że w moje urodziny – w jedyny dzień w roku, gdy na legalu absolutnie wszystko się kręci w ogół mnie i nikt mi tego nie wypomina.)
A przecież już sam sobie dał odpowiedź. Ale boi się… sama nie wiem czego. Chyba życia po prostu.

Nikt nie wie co robi

Nie oszukujmy się, każdy żyje trochę na czuja. Nikt Wam nie da gotowych wytycznych jak najlepiej przeżyć życie, kiedy i czy w ogóle odejść z pracy. Czy rzucić wszystko i wyjechać na Karaiby, hodować dzikie kurczaki, czy może założyć własną firmę produkującą falbanki. Bo nie wiem czy jesteście tego świadomi, ale tak się składa, że jeszcze nikt Waszego życia nie przeżył, więc ciężko stwierdzić co się sprawdzi a co nie.

Nikt nie powie Wam kim jesteście, bo nikt nie był i nie będzie Wami. Patrząc na mnie i każdego wokół, możecie zobaczyć jakieś refleksy z samego siebie, tak samo jak ja widzę refleksy siebie w innych. Ale to są jedynie refleksy tego, co sami już mamy w sobie. I właśnie te refleksy są jak te kropki, a Ty jesteś w tej komfortowej sytuacji, że możesz te kropki łączyć dowolnie, wybierać te najlepsze dla Ciebie i tworzyć z nich swój indywidualny obraz.
Tylko wiecie, trzeba jeszcze umieć te refleksy dojrzeć. I włożyć ten wysiłek w składanie ich do kupy.

Miej wątpliwość

Ostatnio tak się składa, że jakoś bardziej interesuję się tym, co się dzieje na świecie i u nas w kraju. Może to przez to, że codziennie słucham radia w pracy i jak już coś usłyszę ciekawego, to bardzo często chcę wiedzieć dlaczego tak się dzieje a nie inaczej. Więc odpalam przeglądarkę, albo grzebię w stercie Polityk, które odkłada mi tato i szukam odpowiedzi. Ale nie jest tak, że wszystko co przeczytam biorę na słowo, bo jakoś mam zakodowaną odruchową wątpliwość w to, co słyszę i czytam.

Szczególnie takim tematem pełnym wątpliwości są uchodźcy. Jakiś czas temu wpadł mi przed oczy poszerzający myślenie artykuł o tym, że ci cali uchodźcy są prawdopodobnie pierwszą falą emigracji na tle efektu cieplarnianego. Wiedzieliście o tym? Słyszeliście gdziekolwiek o tym wieloletnim procesie, który doprowadził do tego, że multum ludzi porzuciło swoje nieurodzajne ziemie i przeniosło się do Europy? No mi na przykład ten artykuł poszerzył nieco perspektywę postrzegania całej sprawy. Wciąż nie mam jednoznacznego zdania odnośnie imigrantów i póki co nie mam zamiaru mieć, ale teraz przynajmniej widzę szerszy obrazek.

I myśląc o tym, że na mnie to nagłe poszerzenie perspektywy zadziałało trzeźwiąco, to tak samo chciałam się podzielić tym nieoczywistym odkryciem z innym znajomym, kiedy w rozmowie wyszedł temat imigrantów.
Ale on od początku przedstawił konkretne zdanie na ten temat i nie dało się z nim nawet dyskutować.

A wiecie po czym poznać, że czyjeś zdanie jest naprawdę jego własnym, a nie ślepo powielanym zdaniem kogoś innego? Właśnie po tym, że potrafi o tym dyskutować.
Dlatego śmiej wątpić. Odważ się nie zgadzać, ale nie bój się też poszerzenia perspektywy, chociaż może to zmienić twój odwieczny światopogląd. Nie łykaj jak młody pelikan czyjegoś zdania. Łyknij różne i wyrzygaj jako swoje własne przetrawione.

***

Znacie to powiedzenie, że coś wyjdzie w praniu, prawda? No więc życie też wychodzi w praniu. Czasem trzeba coś zrobić, żeby przekonać się, że to jednak zupełnie nie jest nasza bajka. Czasem pragnąc jakiejś zmiany w życiu, to – o ironio! – trzeba coś w tym życiu zmienić.
I wiem, że zabrzmi to kretyńsko prosto, ale wiecie jak najlepiej przeżyć swoje życie?
.
.
.
Żyjąc!

Poprzedni post Następny post

Może ci się również spodobać

  • Myślę, że to trochę przez dzisiejszy świat. Przez to jak jest skonstruowany. Ludzie chcą prostych solucji bez próbowania, bo próbowanie wiąże się nieodzownie z popełnianiem błędów, a popełniać błędów w dzisiejszych czasach nikt nie chce. Bo gdzie nie spojrzeć tam projekcje idealności, piękna, zadowolenia, wymuskanego szczęścia. Ludzie wierzą w taką idealność, sielankę i idyllę. Ludzie jej pożądają, a popełniane błędy czy wątpliwości tylko im tą złudną idealność rujnują. Dlatego dobrze, że o tym piszesz, bo trzeba od czasu do czasu przypominać, że życie to nie okładka magazynu, sezon serialu czy fotka z instagrama, że w życiu czasem trzeba popróbować, pobrudzić, oparzyć, potknąć, bo tylko wtedy można odkryć czego się chce, a czego nie. Popełniane błędy mogą przewrotnie stać się najlepszą rzeczą jaka nam się w życiu przydarzy.

    • Może to nie tyle wina świata, co ludzi, którzy mają tendencje do porównywania swoich kulis z czyjąś sceną. Zawsze wydaje nam się, że komuś przychodzi coś łatwo i tylko my musimy się wiecznie ze wszystkim szarpać. Ale nic bardziej mylnego.