feminizm
Ludzie

Dzień, w którym uświadomiłam sobie, że jestem feministką

To było wczoraj wieczorem. I o dziwo wcale nie doznałam kompletnego szoku, nie dostałam od tego nadwagi i nie urósł mi od tego wąsik pod nosem. Bo okazało się, że od bardzo dawna jestem feministką, tylko zupełnie tego nieświadomą.

Bo wiecie, popełniłam już niejeden tekst o tym, jakie niesprawiedliwe są podwójne standardy. O tym, że faceci są takimi samymi szmatami jak dziewczyny. I jeśli my się puszczamy z Wami, to Wy puszczacie się również z nami. Irytuje mnie społeczne przyzwolenie na „wyszalenie się” w przypadku chłopaka, ale w przypadku dziewczyny kończy się na zgrabnym skwitowaniu „puszczalska lafirynda”. Kobiecie nie wypada przeklinać, palić i pić. Ale jak to powiedziała Beata Tyszkiewicz:

„Uważam, że dama pije, pali i przeklina, to jest moja recepta na damę. Nic złego w tym nie widzę. Potrafię mieć ze sobą na różnych przyjęciach taką małą srebrną piersióweczkę, bo czasem się trzeba rozgrzać, a czasem postawić”.

I ja także nic złego w tym nie widzę. Jedynym pojawiającym się argumentem przeciw temu jest „bo kobiecie nie wypada”, a to żaden argument jest. 

Ale do rzeczy. Jedna z czytelniczek wczoraj w komentarzu zapytała mnie dlaczego się tak odżegnuję od feminizmu, skoro w moich tekstach przekazuję myśl feministyczną. I to jest tak fantastyczne pytanie, że aż odpowiem na nie całym tym tekstem. Bo uświadomiła mi, że rzeczywiście jestem feministką. I ta myśl mnie wcale nie boli. Wręcz z zaciekawieniem przyglądałam się sobie w lustrze niczym entomolog, który odkrył nowy gatunek robaka i mruknęłam do siebie: a więc to tak wygląda feministka.

Feministki zepsuły nam feminizm

Klasyczny przykład stereotypu, któremu i ja sama uległam. W mojej świadomości utarło się, że feministki to te, które wyzywają wszystkich od szowinistycznych świń i za całe zło tego świata obwiniają patriarchalny ustrój społeczny. A te, które chcą po prostu być SPRAWIEDLIWIE traktowane, to normalne i mądre kobiety są, żadne tam feministki. Ale wczoraj dotarło do mnie, że wszystko mi się popieprzyło. Stereotypowym feministkom zresztą też się popieprzyło. W ogóle nam wszystkim się wszystko popieprzyło.

Bo z definicji feminizm oznacza przekonanie o społecznej, politycznej i ekonomicznej równości płci.
Społecznej: czyli rola kobiety w społeczeństwie nie sprowadza się jedynie do inkubatora na dziecko i samobieżnego robota sprzątającego.
Politycznej: kobieta ma pełne prawo do wkroczenia na scenę polityczną i zabierania głosu w sprawach polityczno-społecznych.
Ekonomicznej: kobieta otrzymuje takie samo wynagrodzenie za wykonywanie tej samej pracy co mężczyzna.

No nie wiem jak Wam, ale mi to wszystko się wydaje logiczne. Wychowaliśmy się w takich czasach, że brak prawa do głosowania dla kobiet jest pojęciem równie abstrakcyjnym jak podróże w czasie z wykorzystaniem czarnych dziur. Ani jednego, ani drugiego nie ogarniam. Kiedyś było nie do pomyślenia, żeby to kobieta awansowała na kierownicze stanowisko. A pójście na studia? Zapomnij.
Walka o te przywileje już minęła i teraz wdzięcznie określane jest to  jako „pierwsza fala feminizmu”. Myślę, że tamtą falę w jakiś sposób definiują słowa Olimpii de Gouges: „Jeśli kobiety mają prawo wstępowania na szafot, to powinny też mieć prawo wstępowania na trybunę polityczną.”
Druga fala głównie chciała osiągnąć równość w miejscu pracy, w sferze kobiecej seksualności i prawa do aborcji. A kolejne fale zaowocowały głównie radykalizmem w feminizmie. Czyli tym, za co nienawidzimy stereotypowe feministki.

Nigdy nie będziemy równi

Nie oszukujmy się, ale nigdy nie osiągniemy równości płci. Dlaczego? To proste – bo się różnimy. I chyba nie muszę tłumaczyć na czym te podstawowe różnice polegają. Dlatego nigdy nie powiem mojemu facetowi: „słuchaj, bądźmy równi – ja urodzę jedno dziecko, a ty urodzisz drugie”. On z kolei nie powie mi, że on wtarga na 6. piętro lodówkę, a ja (w ramach równouprawnienia) wtargam pralkę. (To tak w odniesieniu do tego klasycznego żarciku, że feminizm się kończy wtedy, gdy trzeba wnieść lodówkę na 6. piętro – tak na marginesie, ten żart tylko utwierdza, że nie mamy pojęcia o co cho)
Kobiety biologicznie są tak zbudowane, że mają mniej siły i potrafią wydać dziecko na świat. Z kolei mężczyźni mają więcej krzepy i dziecka za cholerę nie urodzą. I oczywiście kobiety też mogą na tyle przytyrać, że facet aż zblednie jak usłyszy ile laska wyciska na sztandze. Ale ja na przykład wolę poprosić faceta o pomoc z czymś ciężkim zamiast ćwiczyć bica do rozmiaru małego melona. A co za tym idzie…

Nie chcę absolutnej równości w miejscu pracy

I tutaj posłużę się zupełnie empirycznym przykładem z mojego własnego życia. Już kiedyś wspominałam, że pracuję w sklepie ogrodniczym. Dziennie robię średnio 13 tysięcy kroków i nieraz muszę wyciągać/ściągać/przekładać/układać kartony z nawozami. Albo całe zgrzewy po 10-20-30 kilo. Generalnie mimo moich marnych 162 cm wzrostu staram się nie robić z siebie sierotki, która nie ma siły podnieść nawet palca i na ile moje ciało jest w stanie sprostać pewnym ciężarom, to niestety niektórym za cholerę nie podołam. Wtedy muszę się uśmiechnąć do kolegi i pięknie poprosić o pomoc. I oczywiście może mi powiedzieć: „jesteś feministką, proszę bardzo, sama sobie targaj!”, ale równość płci nie na tym polega, bo jak już mówiłam- różnimy się biologicznie. Co w żaden sposób nie oznacza, że kobieta jest kimś gorszym niż facet. Jest kimś innym.

ALE. Jeśli mój kolega z pracy wykonuje cięższe zadania i często musi coś za mnie targać, to jak najbardziej powinien więcej zarabiać. Drugie ALE. Jeśli wykonujemy tą samą pracę i tak samo dziennie wykonujemy średnio 13 tysięcy kroków, mamy podobną wiedzę i doświadczenie, to powinniśmy zarabiać tyle samo. Proste, prawda? Wydaje się to całkiem sprawiedliwe.

I klasycznie mówi się, że jak kobiety chcą równouprawnienia, to dlaczego jakoś żadna nie ciśnie do pracy w kopalni? I wiecie co, to głupie jest, bo też nie wszyscy mężczyźni cisną do kopalni. I znam nie jedną kobietę z takim kopem, że lepiej by sobie tam poradziła niż niektórzy chłopcy w rureczach. Badum-tss. #InYourFace.

Dlaczego mężczyźni nienawidzą feministek?

Jedna z podstawowych zasad w Instrukcji Obsługi Mężczyzny brzmi: facet chce czuć się potrzebny. A większość feministek deklaruje, że facet im w ogóle do szczęścia nie jest potrzebny i już lepiej im będzie tworzyć związek z ogórkiem. I takie teksty facetów chyba najbardziej obruszają, no bo jak to tak? Facet ma zakodowane, że jest potrzebny, a tutaj nagle mu się mówi, że marchewka lepsza. To godzi w ego, a ugodzić faceta w ego, to jak kopnąć go w mentalne jądra.
Faceci trochę się boją, że nagle zapragniemy zabrać im spodnie i wcisnąć ich owłosione tyłki w spódniczki. Boją się, że nie będą potrzebni i nie będą mogli być już naszymi bohaterami. Nie chodzi o to, że chcą naszej uległości i ograniczenia funkcji życiowych do roli Kury Domowej. Chodzi o to, że my chcemy być kochane i otaczane opieką, a oni chcą się nami opiekować i najlepiej być jeszcze za to podziwianym. Kobiety, które gardzą opiekuńczością faceta, równie dobrze mogłyby mu strzelić pstryczka w jajka. Pozwolenie mężczyźnie na zaopiekowanie się tobą wcale nie oznacza zniewolenia.

feminizm

Kolejny przykład empiryczny. Miałam problem z akumulatorem w samochodzie i generalnie czułam się trochę bezradna, bo nijak nie wiedziałam co mu tam nie bangla na zwojach. Piękny przyjechał, coś tam poszorował, podokręcał i zadziałało. Po czym powiedział:
– Gdyby nie ja, to byś tylko stała i płakała nad tym samochodem. – powiedział mój bohater, a ja oczywiście przyznałam mu rację. Niech ma. (Chociaż gdybym musiała sama to ogarnąć, to pewnie jakoś bym to zrobiła. Ale nie musiałam sama tego ogarniać i bardzo mnie to cieszy.)
Zawsze kiedy On się tak trochę puszy, że potrafi takie „techniczne rzeczy” robić, to przypomina mi się jak przez telefon wydawałam mu instrukcje jak włączyć pranie. Bardziej to przypominało tłumaczenie instrukcji obsługi promu kosmicznego, a nie zwykłej pralki. Mój bohater, który potrafi rozłożyć samochód na części i z powrotem go złożyć, a nie mógł uwierzyć, że proszku nie wsypuje się prosto do bębna.

Czasy się zmieniają, myślenie powinno podążać za nimi

Prawda jest taka, że czasy się zmieniają i społeczeństwo się zmienia. Rzeczy, które kiedyś były nie do przyjęcia – teraz są już powszechnie akceptowalne. Kobiety stają się coraz bardziej pewne siebie i niezależne, ale w sensie mentalnym i ekonomicznym. Młodzi mężczyźni z kolei stają się jacyś mniej męscy i bardziej rurkowaci. Czy to nasza wina, bo stałyśmy się takie wyemancypowane? Nie wydaje mi się. Kobiety wciąż są kobiece mimo swojej niezależności. A taka niezależność właśnie powinna być wysoko ceniona przez mężczyzn, bo przecież w ten sposób odchodzi z ich barków część odpowiedzialności za zapewnienie rodzinie odpowiedniego bytu. Plus do tego, że mają równorzędną partnerkę, z którą mogą dążyć do lepszego jutra. RAZEM.

A jeśli chcemy rzeczywiście pozbyć się podwójnych standardów, to przede wszystkim powinnyśmy zacząć od tych w naszych głowach. Czyli jeśli facet pokazujący naoliwioną klatę jest super ciachem, to laska pokazująca naoliwione cycki nie może być z miejsca klasyfikowana metką „szmata”. Czasem mam wrażenie, że to my, kobiety mamy większy problem z feminizmem niż faceci.
Więc może przede wszystkim powinniśmy sobie na nowo przedefiniować w głowach pojęcie feminizmu. Albo przynajmniej czym feminizm nie jest, tak jak zrobiła to Kate Nash:

Feminizm to nie jest brzydkie słowo. Feminizm nie oznacza, że nienawidzę mężczyzn. Feminizm nie oznacza, że nienawidzę ładnych, miłych kobiet. Feminizm nie oznacza, że jestem zołzą. Feminizm oznacza, że wierzę w równość.

***

Możemy odpuścić sobie słowo „feminizm”, ale nie możemy odpuścić słowa „sprawiedliwość”. Bo koniec końców, to właśnie o to w tym wszystkim chodzi.

Poprzedni post Następny post

Może ci się również spodobać

  • Lepiej bym tego nie ujęła! Po pierwsze, bardzo się CIESZĘ, że tak to się potoczyło od tego komentarza! ;-) Po drugie, widać, że było głębsze myślenie, bo skupiłaś się naprawdę na wielu aspektach feminizmu i naprawdę wszechstronnie i głęboko podeszłaś do tematu! Od jakiegoś czasu cię czytam, a teraz tylko dodatkowo widzę, że to dobry wybór był. ;-D a jeżeli chcesz jeszcze zgłębiać temat, to m.in. Emma Watson zrobiła kiedyś bardzo fajną przemowę o feminizmie, gdzie właśnie dobitnie tłumaczy „feminism is NOT man-hating” no i oczywiście na platformie TED jest sporo dobrych inspiracji. pod całą resztą, co napisałaś mogę się też podpisać. rany, fajnie! szczególnie w punkt z tym, że kobieta nie równa się mężczyzna z oczywistych przyczyn i wyjaśnienie kwestii równych płac. no co ja mogę więcej napisać. cieszę się no. :D

    • Cieszę się, że Ci się spodobało :) Okazało się, że jest to dla mnie temat rzeka.
      Oby więcej takich inspirujących komentarzy, bo to była czysta przyjemność rozkminić ten temat ;)

  • Też długi czas miałam mózg sprany medialnym „pojęciem” feminizmu. Szkoda że jest ono wciąż dominujące w społeczeństwie, choć zmienia się ale powoli.

    • Stereotypy takie są. Zdradzieckie. Strach pomyśleć w ilu jeszcze żyjemy zupełnie nieświadomi.

  • Niestety, mężczyźni są coraz mniej męscy między innymi przez to, że kobiety przejmują ich rolę. Faceta łatwo wychować – wystarczy parę razy zrobić coś za niego. Nadopiekuńcze matki często w ten sposób nieświadomie odbierają synom możliwość wykształcenia się w pełni cech męskich, takich jak m. In. silnej potrzeby osiągania celow (ta potrzeba najprościej manifestuje się w facetach choćby w zwykłej fascynacji piłką nożną, ale przenosi się także silnie na życie codzienne). Przez to coraz, więcej w świecie Piotrusiów Panów, wiecznych chłopców, na których kobiety narzekają. „Gdzie ci mężczyźni? „, pytała Danuta Rinn w jednej z piosenek. Wymierają. Bardziej feministycznie (w myśleniu stereotypowym) nastawiona cześć kobiet twierdzi, że sama da sobie radę. I daje coraz lepiej. Stąd zanik męskich cech u facetów. Mężczyźni i kobiety (dla niektórych kobiet jest to nie do zaakceptowania) różnią się nie tylko kształtem ciała. Ludzie chcieliby, żeby tak było, bo tak wydaje się sprawiedliwie. Biologia niestety tak sprawiedliwa nie jest. Dla chcących się więcej dowiedzieć o naturze męskiej i kobiecej polecam kontrowersyjną (niektóre kobiety ponoć dostają białej gorączki) i skądinąd bardzo ciekawą książkę pt. Way of a superior man. Skierowana bardziej ku facetom, niemniej opisuje bardzo dogłębnie psychiczną i biologiczną naturę obu płci. Pomimo tego, że teorie gender miałem na studiach kulturoznawczych, po odsłuchaniu tego audiobooka odczulem wielka ulgę, bo ktoś w końcu porządnie opisał drzemiącą we mnie naturę. Polecam, dla kobiet to będzie pewnie skarbnica wiedzy o facetach. Pozdro!

    • Zgadzam się – w większości matki już na samym początku wyjaławiają chłopaków, a dziewczyny ten stan pielęgnując wiecznie ich wyręczając ze słowami „daj, już lepiej ja to zrobię”.
      Ale myślę, że wina jest też w facetach, że nie potrafią nawet dziury w ścianie wywiercić. Kiedyś nie było wyjścia i syn zawsze pomagał ojcu, nie było że boli. Teraz ważniejsze jest wbicie kolejnego levelu w jakiejś Fifie czy coś. U facetów zanikają te cechy, zupełnie jak kiedyś zaniknął u nas ogon.
      Błąd rodziców i błąd dzieci.

      Książka brzmi ciekawie, może kiedyś ją ogarnę sobie.

      • KD

        Ale nie rozumiem dlaczego mielibyśmy uczyć wiercić dziury synów, a nie córki. Każdemu przyszłemu dorosłemu się to przyda. Nie rozumiem, dlaczego uważacie tę cechę za męską. Berenika, taka słabiutka jesteś, że wiertarki nawet nie podniesiesz? Pewnie przez te anorektyczne diety, które stosujesz jak na „prawdziwą kobietę” przystało. Jak ty walisz chłopakom stereotypem, że muszą pomagać ojcu w „męskich” czynnościach, to i ja tobie dowalę, że pewnie ciągle się odchudzasz i jesteś na diecie i dlatego nie podniesiesz wiertarki, bo wszystkie kobiety się wiecznie odchudzają.
        A co do tego, że niby różnimy się nie tylko kształtem ciała – serio? No tak mi przykro, że moja psychika nie pasuje do mojej macicy… Przez takie myślenie niektórym nastolatkom wydaje się, że są transseksualne, bo nie przystają do stereotypów. Z obserwacji świata widzę, że ludzie nie są chodzącymi stereotypami, i nie ma czegoś takiego jak psychika męska i psychika żeńska.
        To, że ty jesteś takim samcem alfa, Kacper, i ta książka idealnie ciebie opisuje, nie znaczy że opisuje większość facetów.
        Każda kobieta, którą spotkałam, różniła się ode mnie, i różniły się od siebie nawzajem. No shit, Sherlock? Sama się często przyłapywałam, że przyznawałam rację facetom, gdy mówili, jak to oni nie rozumieją kobiet, po usłyszeniu kolejnej „typowo kobiecej” akcji. Ale to jednocześnie oznacza, że skoro ja tego nie rozumiem, to nie jest to zachowanie zrozumiałe dla wszystkich kobiet, po prostu było to zachowanie danego człowieka, który urodził się z macicą i który pewnie dzieli tę cechę z innymi ludźmi, niekoniecznie tylko z macicami.

  • Uwielbiam Twoje teksty. Idealna puenta i świetnie ujęty temat :)

  • Ja miałam na odwrót. Długo mówiłam o sobie, że jestem feministką. Mieszkając na wsi widziałam sporo przypadków beznadziejnych facetów, którzy jeszcze nie pojęli, że kobiety też mają prawa inne niż prawo do gotowania. Nie chciałam być kurą domową, więc byłam feministką. W szkole w mieście pierwszy raz usłyszałam od kumpla „Ale ty nie możesz być feministką, ty jesteś inteligentna!” i odkryłam, że coś mi tu nie pasuje.
    Dzisiaj upraszczam sobie feminizm do dwóch spraw w zasadzie.
    Po pierwsze- kobiety same wychowują sobie facetów, którzy ich nie szanują, i same zamykają się w kuchni, twierdząc że są za głupie na studia, na pracę inną niż sekretarka, na sukces. Kobiety same zwalają całą pracę w domu na swoje córki, bo przecież synek nie może sobie rączek ubrudzić. Dzięki takim działaniom walka o prawa kobiet w wielu środowiskach to naprawdę syzyfowa praca.
    Po drugie- równość w polityce rozumiem i popieram. Jestem dumna z Polski, ze tak szybko kobiety dostały prawa wyborcze, i dumna z polskich kobiet, bowiem dostały je wręcz w nagrodę za walkę o odzyskanie niepodległości. Stanowczo to bardziej chwalebne, niż dzisiejsze co niektóre „akcja” feministek. Dla mnie to Emilia Plater jest symbolem feminizmu. Ale kompletnie nie rozumiem parytetów. I to nawet nie w polityce- parytety są nawet w NASA. To jest dopiero sprowadzanie kobiet do roli podrzędnej. Nie wiem, kto wymyślił parytety, ale takiego absurdu dawno nie widziałam.

    • Nie pomyślałam o tym, że to kobiety wychowują w ten sposób córki. Coś w tym jest.

      • Jeśli mogę się wtrącić to polecam bardzo dobry tekst o parytetach http://www.jaskolczarnia.pl/parytety-kwoty-i-suwaki/ tak samo jak feminizm parytety są demonizowane i narosło wokół nich wiele mitów. Często oceniamy je powierzchownie i osądów nie popieramy konkretną wiedzą. Też kiedyś miałam negatywne podejście do parytetów, ale z perspektywy czasu wiem, że po prostu nie rozumiałam pewnych kwestii. :)

  • Ja się zawsze wkurzałam, że ludzie nie są w stanie odróżnić feminizmu od „feminazizmu”, bo tak właśnie nazywam filozofię tych kobietek, które głoszą swoje do granic możliwości przerysowane poglądy, które sprawiają, że ludzie przestali traktować to pojęcie na poważnie. Bo trudno traktować poważnie kogoś, kto chodzenie na obcasach ma za symbol uciśnienia, a otwieranie drzwi uważa za poniżające. Plucie na mężczyzn nie ma nic wspólnego z feminizmem ;) Świadczy o tym na przykład sam fakt, że dużo mężczyzn popiera ideę feminizmu – czy naprawdę robiliby to, gdyby godziła w ich prawa albo w ich godność? Nie sądzę ;)
    Napisałam o tym kiedyś cały tekst, jakoś w okolicach dnia kobiet, kiedy na jakiejś pseudo-feministycznej stronie naczytałam się komentarzy, jakoby faceci mieli sobie „wsadzić w dupę te kwiatki na 8 marca”, o tym jakie są tragicznie zniewolone i uciśnione przez facetów, a same prezenty to poniżenie na najwyższym poziomie. Potem taki facet sam już nie wie, czy przynosić ostatecznie ten bukiet, czy dostanie nim jednak w twarz :P
    Feminizm to wspaniała idea, ale feminazizm bardziej kobietom szkodzi niż pomaga ;)

    • „Feminazim” <3
      o to, to! Zapamiętam to określenie, bo jest w punkt ;)

  • Myślę, że do feminizmu czasami trzeba dojrzeć. W zasadzie to każda kobieta jest feministką, tylko niewiele kobiet o tym wie. Feminizm to dla mnie także prawo wyboru i dowolność, dlatego jeśli faceci chcą chodzić w rurkach to proszę bardzo, mogą nawet w spódnicach. :) No i feminizm nie zaprzecza różnicom biologicznym, chociaż niektóre ich aspekty są zmienne, szczególnie jeśli chodzi o krzepę. Dzisiaj to już nie jest tylko kwestia płci, wszystko można wypracować jak się chce.

  • KD

    „Pozwolenie mężczyźnie na zaopiekowanie się tobą wcale nie oznacza zniewolenia.” – Ee, no nie, ale też jeżeli mężczyzna pozwala kobiecie na zaopiekowanie się nim, to powinno być normalne (a jest stereotyp, że matki-polki takie opiekuńcze, bo tak je natura stworzyła, he he).
    Przede wszystkim weźmy pod uwagę w jakich sytuacjach dorośli ludzie wymagają opieki. Kiedy są chorzy fizycznie lub psychicznie, niepełnosprawni, w jakiejś rozsypce życiowej, wyczerpani lub choćby przeziębieni. I to nie są rzeczy dotykające tylko kobiety.
    Po drugie osoba opiekująca się tobą nie musi być płci przeciwnej, nawet jeśli mówimy o osobach heteroseksualnych. Jak jesteś chorym singlem lub twoja partnerka jest w delegacji, powinno być normalne, że dzwonisz do najlepszego kumpla, a on po drodze do ciebie zahacza o aptekę, przynosi ci leki i robi herbatę. Życzliwość to piękna rzecz i fajnie by było, gdyby każdy tak postępował.
    A chociażby głupie otwieranie drzwi komuś. Nikt nie zasługuje na to tylko ze względu na płeć. Albo jesteś kulturalny i otwierasz drzwi wszystkim, a przynajmniej wszystkim, którzy mają zajęte ręce lub wyglądają na słabszych od ciebie (co w przypadku przeciętnego faceta oznaczałoby dzieci, większość kobiet oraz prawie połowę mężczyzn), albo nie otwierasz nikomu, bo jesteś chamem lub po prostu ciężko kumasz i nie wpadniesz na to, że ktoś z rękami zajętymi przez ciężkie zakupy ucieszyłby się, gdyby ktoś mu drzwi otworzył.
    Za bardzo zafilozofowałam. W każdym razie „męskie ego” to rzecz idiotyczna i tylko pokazuje, że mimo siły fizycznej, psychikę mają kruchą. Ja nie mam żadnego problemu z robieniem tego, co lubię, nawet jeśli społeczeństwo myśli, że to niekobiece i mi nie wypada.

    A no i jeszcze mi się nasunęło, że równie dobrze w pracy do dźwigania ciężarów mogłabyś poprosić silniejszą od siebie koleżankę. A mogłabyś mieć w pracy taką kobietę, która byłaby silniejsza nawet od tego twojego kolegi.
    O ile faktycznie żaden (cisseksualny) facet nie urodzi dziecka, to jeśli chodzi o siłę fizyczną, nikt nie jest chodzącym przeciętniakiem, złożonym z uśrednionych wartości stereotypów swojej płci. Spokojnie może się zdarzyć, że w pracy to mężczyzna będzie prosił silniejszą koleżankę o przeniesienie czegoś (o ile mu głupia męska duma pozwoli). Wiadomo, że statystycznie nie zdarzy się to często, ale cudu nie potrzeba, żeby taka sytuacja zaistniała.

    Zawsze uważałam, że idealny człowiek (gdyby istniał) składałby się z równej liczby stereotypowych pozytywnych cech męskich i stereotypowych pozytywnych cech żeńskich, bo i te, i te są potrzebne, żeby mieć zrównoważoną psychikę i dobrze sobie radzić w życiu. Sama osobiście nie nadaję nigdy płci cechom osobowości, ubraniom, zainteresowaniom itp., dlatego napisałam „stereotypowym”. W każdym razie wszyscy powinniśmy dążyć, żeby rozwijać w sobie każdą pozytywną cechę, nawet jeśli ktoś nam powie, że to niekobiece lub niemęskie w zależności od naszej płci. Przełamywanie stereotypów to coś, czego obecne nietolerancyjne społeczeństwo potrzebuje, bo niestereotypowi ludzie zawsze istnieli i zawsze będą, i zasługują na szacunek otoczenia, a nie wyśmianie.

    Feministki i feminiści są najlepsi, witamy w klubie :D