dlaczego niektórzy mężczyźni nienawidzą feminizmu
Ludzie

Dlaczego niektórzy mężczyźni nienawidzą feminizmu?

Od wczoraj naprawdę intensywnie się nad tym zastanawiam, bo jakoś nie potrafię zrozumieć w czym im ten feminizm przeszkadza. To jest tak trochę jak z niektórymi katolikami, którzy bronią ateistom spędzać czas z rodziną i jeść pierogi w Wigilię, bo to przecież nie ich święto. Tak jakby coś rzeczywiście im ubywało z tego powodu. I w ten sam sposób odbywa się z facetami, którzy próbują za wszelką cenę dyskredytować ruchy feministyczne i samą myśl równościową, tak jakby feminizm im coś zabierał. Jakby feministki odbierały im w jakiś sposób męskość albo ich własne prawa.

Ale wiecie co, ja to rozumiem. Na początku kiedy czytałam komentarze pod moim poprzednim postem na fanpejdżu z cytatem z M. Angelou, to byłam poirytowana do granic bezsilności, że aż rynce opadajo i człowiek ma ochotę strzelić sobie kieliszek wódki, bo na trzeźwo się tego ogarnąć nie da.
Ale później (po dwóch kubkach melisy) jeszcze raz przeczytałam te komentarze i zauważyłam, że to nawet nie chodzi o to, że faceci boją się kobiet, które chcą być teraz facetami, a chłopy chcą prawdziwych kobiet a nie jakichś feministek.
Nie.

Myślę, że problem jest bardziej złożony i ja tak właściwie to współczuję tym gościom.
Bo niewątpliwie ciężko jest im się odnaleźć w nowej rzeczywistości, do której nikt ich nie przygotował.

Kryzys męskości

Kiedyś pisałam o kryzysie męskości i o tym, że on wcale nie polega na tym, że brak nam facetów-macho, ale że mężczyznom brakuje współczesnych wzorców męskości, które utwierdzałyby ich, że wszystko z nimi w porządku, jeśli nie wpisują się w przestarzały kanon męskości jakim jest ten przysłowiowy macho. Bo kobiety już nie chcą być szyją, która kręci głową rodziny, ale chcą pełnego partnerstwa w związku. Jednak z domu i z otoczenia faceci wynoszą wzorce, które nijak nie odpowiadają rzeczywistości. Na przykład, kobieta domaga się podziału obowiązków domowych, ale w domu chłopak nauczył się, że to mama gotowała, sprzątała i prała, a tata dokręcał śrubki i wbijał gwoździe. A teraz dziewczyna tego chłopaka nagle domaga się, żeby on robił coś (wstawił pranie, posprzątał w łazience), co on sam uznaje za niemęskie i poniżające. Dla niego to jest nienormalne, ale dla jego partnerki to jest jak najbardziej normalne – skoro razem korzystamy z jakiejś przestrzeni, to sprzątamy ją również razem.

Girls Unite vs Boys Unite

My, dziewczyny nauczyłyśmy się czerpać siłę z siebie nawzajem, wspieramy się, mamy takie magazyny jak G’rls Room, czytamy o kobietach z przeszłości, które dzielnie pokonywały przeszkody i uczymy się od nich. Walczymy o swoje prawa i uczymy się mówić „nie”, kiedy dzieje się nam krzywda. Akcja #metoo pokazała nie tylko skalę molestowania seksualnego, ale też to, że molestowanie nie jest czymś normalnym i przede wszystkim jest nie do przyjęcia.

I widzicie, my znajdujemy w tym siłę i nawet ja osobiście po akcji #metoo czuję solidarności i przez to większą siłę oporu w stosunku do pewnych zachowań, które powodują u mnie dyskomfort. Kiedyś po prostu milczałabym, kiedy ktoś rzucał mi dwuznacznymi tekstami, ale teraz mam więcej odwagi, żeby powiedzieć mu, że mi to nie pasuje i nie ma prawa tak do mnie mówić. Dla niektórych może jest to banalna rzecz, ale dla mnie jest to prawdziwy test asertywności, którego przejście nieraz sprawia mi problem.

Chłopaki nie płaczą

A teraz spójrzmy na facetów i na argument, którym najczęściej rzucają, chcąc podkreślić, że mężczyznom też się źle dzieje. Albo pada stwierdzenie, że większość sądów przyznaje bez zająknięcia prawa rodzicielskie matce, chociaż są ewidentne powody, dla których prawa powinien dostać ojciec. A drugim najczęstszym argumentem jest wrażliwość i brak społecznego przyzwolenia na płacz czy jakkolwiek pojętą słabość mężczyzny.
Oczywiście, że chłopaki też płaczą, bo skłonność do wzruszeń nie jest definiowana przez płeć, ale przez wrażliwość, którą posiada każdy, ale w różnym nasileniu.

Dla mnie osobiście wrażliwy facet nie wydaje się jakoś mniej męski. Tak samo jak nie definiuję męskości przez zdolność do naprawy cieknącego kranu w łazience. Nie wydaje mi się też, żeby kobieta była mniej kobietą, bo nie potrafi zrobić obiadu albo nie lubi rozmawiać o swoich uczuciach.
Wydaje mi się, że podstawowym błędem w rozumowaniu tych mężczyzn niechętnie wypowiadających się odnośnie feminizmu jest to, że nie do końca potrafią odróżnić uwarunkowania kulturowe płci a jej uwarunkowania biologiczne. Uwarunkowanie biologiczne to na przykład fakt, że mężczyzna dziecka nie urodzi, ale już warunkiem kulturowym jest przekonanie, że zmienianie pieluch bezwzględnie należy do obowiązków kobiecych.

Kto tak naprawdę odbiera Wam prawo do wrażliwości?

Przyznam, że mi w ogóle podoba się to, że mężczyznom coraz częściej nie pasuje sam fakt odbierania im prawa do wrażliwości. Ale chciałabym, żeby jednocześnie zastanowili się kto im te prawa tak naprawdę odbiera? Kobiety? Feministki? Matki? Ojcowie? Mężczyźni? Społeczeństwo?

Jeśli nie chcecie, żeby Wam odbierano prawo do wrażliwości, to musicie przede wszystkim stanąć po swojej stronie. Musicie zacząć akceptować wrażliwość innych mężczyzn, a nie wyzywać ich z miejsca od ciot i pind. A już w ogóle na dzień dobry powinniście zacząć od siebie i zaakceptować swoją własną wrażliwość.
Tak samo jeśli chodzi o prawa rodzicielskie – jeśli chcecie równych praw, to równo dzielcie obowiązki rodzicielskie z partnerką. (Wiem, że to się zmienia i mamy teraz zupełnie nowe pokolenie ojców, którzy aktywnie uczestniczą w wychowaniu dzieciaków i to jest cudowne, ale jednak wciąż większość mężczyzn opiekę nad dziećmi automatycznie przerzuca na matkę.)

Jednak niestety jest to walka, której nie stoczą za Was kobiety. A właśnie czasem mam wrażenie, że oczekujecie, że skoro my walczymy o równouprawnienie, to powinnyśmy też walczyć o nie w Waszym imieniu. I wierzcie mi, że Was wpieramy, ale nie będziemy odwalać całej roboty za Was.
(Może to kwestia tego, że dziewczyny trochę przywykły do tego, że muszą walczyć o swoje prawa i wciąż to robimy. Natomiast mężczyźni przez wieki wiele rzeczy po prostu mieli albo sobie brali i nie było konieczności, żeby o jakiekolwiek prawa walczyć, więc teraz chyba troszkę nie bardzo wiedzą jak się za to zabrać.)

Nie mniej jednak, jeśli chcecie również w swoim imieniu przyłączyć się do tej walki o równość, to zapraszamy – jesteście mile widziani.


Photo by Andre Hunter on Unsplash

Poprzedni post

Może ci się również spodobać

  • Rogacz

    „Jednak niestety jest to walka, której nie stoczą za Was kobiety. A właśnie czasem mam wrażenie, że oczekujecie, że skoro my walczymy o równouprawnienie, to powinnyśmy też walczyć o nie w Waszym imieniu. I wierzcie mi, że Was wpieramy, ale nie będziemy odwalać całej roboty za Was.”
    Jak dla mnie to po prostu znaczy że feministki nie walczą o równouprawnienie tylko o prawa kobiet (co też zgadza się z nazwą tej grupy) i jest to całkiem w porządku bo zgadzam się że, zwłaszcza w przeszłości, sporo tych praw brakowało. Ale nazywanie tego walką o równość nie pasuje. BTW równość nie istniej.

    Za to nie rozumiem co Cię dziwi? skoro ktoś walczy o swoje prawa to coś się zmienia, na dobre i na złe, i komuś może się to nie podobać.

    Jestem za szeroko rozumianą równością między ludźmi, płciami itd., ale czasem metody które niektóre grupy chcą stosować do jej osiągnięcia so całkowicie nie akceptowalne i wtedy coś mi „przeszkadza”

    • Dziwi mnie, bo kobiety zyskując prawa wcale jednocześnie tych praw nie odbierają mężczyznom. Ale zmieni się status quo i zapewne właśnie to będzie to dla niektórych niewygodne.

      W każdym ogóle znajdzie się szczegół, który nas uwiera i który może nam przeszkadzać. Tak jest ze wszystkim.