Bierz życie na klatę

Czy można pomylić smutek ze złością?

Odpowiedź brzmi: pewnie, że można. Kiedy wcześniej myślałam o depresji, to oczami wyobraźni widziałam osobę bardzo smutną. Dopiero gdzieś tak w połowie terapii dowiedziałam się, że depresja to taka złość, ale skierowana do siebie. Można powiedzieć: złość autodestrukcyjna.

Wstrząsnęło to mną. Siedziałam na przeciw mojej terapeutki i po kilku miesiącach w końcu zadziało się coś, co wstrząsnęło mną do fundamentów. Opowiadałam jak wybrałam się na pierwszą wizytę do psychiatry (do tej pory żywo pamiętam ten dzień). Zwolniłam się szybciej z pracy, żeby zdążyć na wizytę, ale i tak na wjeździe do miasta przywitał mnie paskudny korek, zatem postanowiłam go objechać. I kiedy już mi się wydawało, że wystrychnęłam na dudka przewrotny wszechświat, to okazało się, że akurat krzyżówkę mi zamknęli z powodu robotów drogowych, w dodatku na światłach ktoś strasznie się guzdrał i nie ujechałam 10 metrów, a już znowu stałam na czerwonym. Byłam bliska łez i czułam ten specyficzny rodzaj złości – tej z bezsilności. A później jeszcze się okazało, że przed przychodnią nie było miejsc parkingowych, to już w ogóle wewnętrznie weszłam w stan równowagi chwiejnej – wystarczyłoby byle głupstwo, żebym kompletnie się rozwaliła na kawałki i rozryczała do reszty.

To był zupełny brak kontroli, to było rozedrganie, które mnie kompletnie obezwładniało i robiło ze mną co chciało – to było właśnie to uczucie jakbym ja cała była sztormem, choć sztorm był jedynie z zewnątrz. Miałam już dość tego braku kontroli i płakać mi się chciało za każdym razem, kiedy w środku rzucało mną na wszystkie strony. Miałam też dość tej ciągłej złości, bo byle gówno potrafiło mnie doprowadzić do szewskiej pasji. A później było mi głupio.

Kiedy opowiedziałam o tym wszystkim mojej terapeutce, powiedziała:
– Pani Bereniko, to normalne. Bardzo mało się o tym mówi, ale depresja to jest głównie złość. Tylko że taka patologiczna, bo skierowana na siebie, zamiast na obiekt, który wzbudza w nas gniew. Kiedy przychodzą pacjenci z depresją, to jedna z pierwszych rzeczy jakie mówią to: „Jak mnie wszystko i wszyscy wkurzają!”.

To był dla mnie szok. Miałam zakotwiczone w głowie, że depresja to 100% smutku w smutku, a tu nagle się okazuje, że jednak w większości to jednak złość i autoagresja. A jednak to wiele wyjaśniało!

Czy to złość czy to smutek?

Po nitce do kłębka doszłyśmy, że mam problem z odróżnianiem złości od smutku. W sensie w chwilach kiedy powinnam się na kogoś zwyczajnie wkurzyć, to ja ten pierwszy impuls złości tłumiłam i obracałam w smutek, który tak właściwie był przykrywką do autoagresji. Zamiast powiedzieć „wkurzyłeś mnie!” mówiłam „jest mi przykro”.
A w przyrodzie nic nie ginie i ta złość też nie wyparowywała do nibylandii, tylko wsiąkała we mnie. Zamiast zdenerwować się, że ktoś mnie źle potraktował, to obracałam to na siebie i zastanawiałam się czy przypadkiem na to nie zasłużyłam (odpowiedź: tak, na pewno, bo jestem do dupy!). Przecież skoro tak robi, to pewnie na to zasługuję.

Oczywiście nie wzięło się to z niczego, ale przynajmniej wiedziałyśmy gdzie kopać dalej.

Ale o co to jest ten cały gniew?

Ta kwestia ze złością i smutkiem przypomniała mi się przy okazji przeczytania tekstu u Anety o tym jak przestać wkurzać się na innych. Mówi w nim o złości, która wynika zwyczajnie z tego, że jakaś nasza potrzeba nie została zaspokojona. Ja tutaj tylko pokrótce powiem o co chodzi, ale Was gorąco zachęcam do pogłębienia tematu u niej na blogu. Pozwolę sobie zacytować mały fragment:

Kiedy jesteśmy uważni, dociera do nas sygnał, który gniew ma do przekazania: że jakaś ważna potrzeba nie jest u nas zaspokojona.

Oraz porównanie (dobrze wiecie jak ja kocham dobre metafory!), które bardzo celnie pokazuje jak nasza reakcja zmienia się w zależności do naszych oczekiwań, choć bodziec jest ten sam:

Jeśli czekamy na kogoś, kto się spóźnia, możemy być równie dobrze rozdrażnieni, zwłaszcza jeśli gdzieś się spieszymy, lub odczuwać ulgę – gdy potrzebujemy dodatkowego czasu na doprowadzenie domu do stanu względnej używalności, zanim przyjdą goście. 😉 Bodziec się nie zmienia, a jednak nasza reakcja – tak. Tylko dlatego, że zmieniła się potrzeba. Nieświadomość potrzeby rodzi nasz gniew, który potem łatwo przenosimy na osobę, od której oczekiwaliśmy jej zaspokojenia.

Ten tekst był kolejnym brakującym puzzlem w mojej układance emocji. To tak jakbyś chodził z telefonem w ręce i szukał telefonu, a ktoś w końcu do ciebie podchodzi i mówi: „ej, ziom, przecież masz go w ręce!”.  Oczywiście człowiek nie jest w stanie w 100% zawsze być tu i teraz, ale teraz ta świadomość genezy gniewu bardzo mi pomaga. Bo mój gniew staje się dla mnie czytelnym sygnałem, że czegoś mi brakuje. Z kolei kiedy ktoś się złości na mnie, to zatrzymuję się i zastanawiam się czego mu brakuje, skoro tak reaguje? A to sprawia, że łatwiej mi te emocje zauważyć i odpuścić, nie pozwalając im na gnieżdżenie się we mnie.

W ten oto sposób złość definitywnie przestała mieć negatywne konotacje, a po prostu stała się sygnałem jak każda inna emocja.

Rzeczywistość, którą obserwujemy zawsze nosi skazę naszej percepcji

Mówiąc zupełnie prosto i bez frazesów: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Ten sam prosty patyk, który trzymasz w ręce po zanurzeniu w tafli wody, będzie wydawał się zakrzywiony. Czasem również wobec siebie musimy przyjąć „inny punkt siedzenia”, żeby zobaczyć coś z innej perspektywy.
Wahałam się długo czy o tym pisać, bo może lepiej zostawić to dla siebie. Potem jednak pomyślałam jak dużo komfortu wewnętrznego przyniosła mi ta zmiana punktu siedzenia i uznałam, że to chyba byłoby wręcz nie fair nie podzielić się tym odkryciem z Wami. A nuż komuś te bazgroły coś pomogą? Nie wiadomo.

***

Wewnętrzne rozplątanie tej złości i smutku sprawiło, że wreszcie znalazłam ten spokój, którego tak bardzo od zawsze poszukiwałam. Jak zwykle okazało się, że nawet jeśli pojadę w góry się wyciszyć, to i tak nie znajdę tam spokoju, o ile sama go nie zabiorę w sobie.


Nie jestem lekarzem psychiatrą ani psychologiem. Tego wszystkiego, o czym tu napisałam, dowiedziałam się w trakcie swojej terapii i jest to prawda subiektywna, a w dodatku powierzchowana – wcale nie musi tak być u ciebie i może być to o wiele bardziej skomplikowane. Jeśli podejrzewasz u siebie depresję, to w pierwszej kolejności polecam zgłosić się do psychiatry lub psychologa – pomoc specjalisty jest o wiele sensowniejsza niż pomoc internetu. Serio. Been there, done that.

Photo by sebastiaan stam on Unsplash

Poprzedni post

Może ci się również spodobać