Damsko-męskie

Czym się różni pantoflarz od normalnego faceta?

Okazuje się, że skoro facet codziennie wychodzi przed dom, by otworzyć ci bramę kiedy wracasz z pracy – to totalna oznaka pantoflarstwa. No bo prawdziwy facet powinien się wygodnie rozłożyć przed domem, najlepiej złapać chłodny browar w łapę i patrzeć jak jego drobna kobieta się siłuje z żelastwem. Samiec alfa, psiajegomać, istny obiekt pożądania.

Nienawidzę tego. Nienawidzę kiedy ludzie jakąkolwiek oznakę troski traktują jako zniewolenie. Niektórzy w ogóle nie widzą różnicy między bezwolnym i totalnym poddawaniem się czyjejś woli, a zwyczajnym okazywaniem sobie miłości i troski. Przyznanie się do winy, to jeszcze nie uległość. A kompromis, to wcale nie jest akt kapitulacji. Nie wiem skąd podejście, że prawdziwy facet powinien ZAWSZE stawiać na swoim. Nawet jak nie ma racji i nawet jeśli zachowuje się jak kompletny i totalny debil.
Ale z tego wynika, że nie każdy wie kim tak naprawdę jest ten cały pantoflarz. Więc zastanówmy się nad tym wspólnie.

Kim jest pantoflarz?

Podpytałam trochę znajomych, bo chciałam wyciągnąć jakiś ogólny obraz tego osobnika. Wspólnym mianownikiem zawsze było: nie ma swojego zdania. Więc tak, każdy ma jakieś swoje zdanie, ale już nie każdy mówi je na głos. Ile razy i Wam zdarzyło się nabrać wody w usta i po prostu ugryźć się w język, bo zwyczajnie nie było warto wdawać się w dyskusje? Pewnie każdy tak miał. To wyobraźcie sobie, że robicie tak cały czas wobec jednej osoby. Nawet jeśli gada głupoty, robi głupoty lub wciska Wam głupoty. Ale nic nie mówicie, bo… No właśnie, bo co?

Dlaczego facet nie ma swojego zdania?

Są dwa powody: z obawy lub dla świętego spokoju. Z obawy, że laska go zostawi jeśli nie będzie spełniał jej oczekiwań. Albo nawet z obawy, że mu nie będzie dawać. Prozaiczne, czyż nie? Ale c’mon, mogę się założyć, że niejeden facet kiedyś zdusił w sobie chęć powiedzenia co tak naprawdę mu chodziło po głowie tylko dlatego, że doszczętnie zaprzepaściłby perspektywę upojnej nocy.
Teoretycznie powinno się wydawać, że tak jest lepiej. Bo przecież nie ma żadnych punktów zapalnych. Nie ma kłótni, nie ma sprzeczek ani innych niedogodności. Tylko wiecie co to tak naprawdę jest? – nakładanie szklanego klosza na płonącą świeczkę. Może i podmuch wiatru jej nie zdmuchnie, ale brak dostępu tlenu zdusi ogień.

Dlaczego musisz mieć swoje zdanie?

I to jest punkt uniwersalny, dotyczy tak samo kobiet i mężczyzn. Bo nieustannie ustępując – tak naprawdę stoisz miejscu. To tak jakbyś stał przed drzwiami i jak głupi nieustannie przepuszczał ludzi. Na początku jest to oznaką dżentelmeństwa, ale z czasem jest to zwyczajnie godne politowania. Bo przychodzi taki moment, że musisz się po prostu komuś wepchnąć przed nos, nawet jeśli spowoduje to jakiś wredny komentarz.

Nie ma co się obawiać, że ktoś cię zostawi jak nie będziesz sobą. Ja na przykład nie chciałabym, żeby ktoś był w związku nie ze mną, a z wyobrażeniem o mnie. Nigdy nie mam jakiegoś specjalnego problemu z wydaniem opinii na jakiś temat, bo wiem, że mój facet jest do tego przyzwyczajony. Od samego początku naszej znajomości miałam swoje zdanie i swoje opinie. I jeśli teraz przyznaję mu w czymś rację, to wie, że to wcale nie jest spowodowane moim biernym ustępowaniem. Po prostu jak ma rację, to ma rację (niestety, to się zdarza).
Mój facet mnie czasem wkurza. Bo myśli inaczej, bo się nie zgadza i ma inne zdanie. W ciągu dnia bywa, że mam ochotę udusić go gołymi rękoma z dziesięć razy (a on mnie pewnie z dwadzieścia), ale za nic nie chciałabym żeby kapitulował dla mojej wygody. Uparte to stworzenie jak jasna cholera, ale wiem przynajmniej, że kiedy przyznaje mi rację to nie jest to dla świętego spokoju. I to wcale nie oznacza, że jest pantoflarzem – to oznacza, że myśli.

Ech, jeszcze ci „życzliwi”

Najczęściej pantoflarstwo swoim kumplom zarzucają faceci, którzy sami są singlami i generalnie mają w dupie wszystkich, a wszyscy mają w dupie ich. Więc ciężko jest im przyjąć, że ich kumpel ma pewne ograniczenia, które wynikają z bycia w związku. Tak było, jest i będzie. Kawalerskie życie rządzi się zupełnie innymi prawami niż te związkowe. Dorośnij i zaakceptuj to.

Tak się składa, że jestem trochę panikarą. Ale taką kontrolowaną (zazwyczaj). Przy wszystkim rozważam również czarne scenariusze. Więc na przykład kiedy urywa mi się kontakt z moim Pięknym, to myślę: „Hm, pewnie padł mu telefon albo nie ma zasięgu”. A zaraz potem myślę: „Pewnie miał wypadek i leży na poboczu drogi, a jego mózg jest jednym wielkim rozbryzgiem na desce rozdzielczej”. No taki ze mnie mało optymistyczny typ. Więc kiedy czasami ma późno wracać, to proszę go żeby mi napisał wiadomość – wtedy śpię spokojnie i stwierdzam: „ewentualnie popanikuję sobie jutro rano”. Kiedy coś może się przeciągnąć, może nie mieć dostępu czy czasu na pisanie do mnie, to mnie uprzedza. A ja biorę pod uwagę, że nie odpisuje niekoniecznie dlatego, że jego mózg właśnie spływa po szybie samochodu.
No ale jego kumpel stwierdził, że go kontroluję i jest pantoflem.
Bo przecież jak mi napisze smsa, że wróci późno, to ja go kontroluję. Nie mówię mu o której ma wracać ani nie mówię czy może gdzieś jechać czy nie. Tylko proszę żeby jednak dał mi znak, że żyje. Bo wiecie, akurat trochę mi na nim zależy. No ale jak widać kontroluję jego życie. Jestem podła.

***

Miłość się pielęgnuje i ewentualnie pogłębia. Nie otrzymuje się jej za specjalne zasługi. I właśnie to odróżnia kochającego i troskliwego faceta od pantoflarza – motyw. Pantoflarz zaparzy ci herbatę, bo będzie pragnął zasłużyć na twoją miłość i uznanie. A kochający facet zrobi ci herbatę bo nie jest samolubnym gnojkiem i troszczy się o ciebie.
Nie robi tego by zasłużyć na twoją miłość, ale po to by okazać swoją.


Inspiracją do tego tekstu był wpis Pani Miniaturowej (dawna Meduza z Parzydełko). Zajrzyjcie do niej – jej będzie miło, a ja dostanę za każde kliknięcie cukierka (chociaż ona jeszcze o tym nie wie). ;)

Poprzedni post Następny post

Może ci się również spodobać

  • Ja się nie zgadzam! Pantoflarz ma swoje zdanie, często nawet bardzo sensowne, ale jego druga częśc mózgu, czy serca i tak wyperswaduje mu, że on niech sobie już lepiej siedzi na tej kanapie a ona zagotuje tą wodę na herbatę. Wiesz ja chyba jestem jakiś dziwny, bo jak widzę, że mój przyjaciel, czy nawet koleżanka robi jakieś głupoty to od razu zaczynam się głośno śmiać :D Prawda jest taka, że my mężczyźni czasami chcemy sobie po prostu zaoszczędzić czasu, bo jakbyśmy mieli zacząć tłumaczyć od podstaw o co nam chodziło i że nie mieliśmy wcale nic złego na myśli, to obiad by się przypalił w tym czasie i rezerwacja jutrzejszego biletu do kina by minęła. Może to się i nazywa święty spokój, ale nie jestem pewien czy święta wojna była by lepsza. Z drugiej strony takie wymiany zdań może i są często wkurzające, ale jak się w odpowiednim momencie zrobi zdjęcia, to przynajmniej po burzy można się z nich pośmiać.

    • O ile jest „czasami”, a nie „zawsze”, to nie widzę problemu ;)

  • A ja uważam, że masz totalną racje, Zazwyczaj od pantoflarzy wyzywają Ci, którzy sami nikogo nigdy nie mieli i z takim podejściem raczej mieć nie będą… albo jeszcze jeden przypadek, tzw. starszego pokolenia, które o dziwo w bardzo wielu przyapdkach naprawdę wierzyło w pana domu i totalnego samca alfa. A przykład ten przyszedł mi do głowy w związku z wizytą u mojego Lubego w domu, kiedy podczas imienin dziadka, wszystkie babcie i starsze ciocie pzreżywały fakt jak jego starszy brat przewija dziecko, a jego teraz już żona sobie siedzi i je ciasto – no przecież to skandal, ale z niego pantoflarz… a ona? Podła, a i nie wie co to życie! Dobrze, że przynajmniej teściowie są po rewolucji damsko-męskiej… ;)

    Świetny tekst!

    Pozdrawiam ciepło,

    Panna Joanna

    • Dziękuję kochana :) Tak jak mówisz, najczęściej to faceci podnoszą pierwsi rumor. Ale co mnie zaskakuje – że nawet kobiety oskarżają facetów o pantoflarstwo, gdy Ci zwyczajnie i po ludzku pomagają swoim kobietom. I tego nie rozumiem.

  • Pingback: Kompromis to taki klej, który trzyma związek – Lepiej myśleć niż nie.()