Lifestory

Blok twórczy

Co jakiś czas mam blokadę twórczą. Czasem po dłużej przerwie od pisania, czasem przez zawirowania w życiu, a jeszcze innym razem w wyniku moich dziwnych wahań nastrojów. Których u mnie oczywiście nie brakuje. 

Najgorzej jest mi wtedy zacząć. Wczoraj na przykład rozbabrałam dwa teksty i obydwa zamknęłam w postaci szkicu. Myślałam, że w pierwszym tekście po prostu temat akurat dzisiaj mi nie leżał, więc spróbowałam sklecić jakieś zdania pod innym tytułem. Ale to też nie było to. Więc odpuściłam.

Już miałam parę razy takiego bloka i jedyne co pozwalało mi go przełamać, to było… pisanie. Ale nie mogło być o niczym konkretnym.
Po prostu.
I do tej pory wiszą te teksty na blogu, łatwo je rozpoznać, bo najczęściej są dość słabe, niedociągnięte i mają w sobie namiastkę prywaty z mojej głowy. Wiem, że się nie rozchodzą i najczęściej nic nie wnoszą, ale muszą istnieć z tej jednej prostej przyczyny: bo muszę je napisać.
Dzisiaj chciałam to zrobić trochę w formie dialogu, chociaż w tym wypadku jest to dość jednostronna jego forma. Już od jakiegoś czasu krążył mi po głowie pomysł, żeby stworzyć jakąś serię wpisów, gdzie mogłabym zwyczajnie się podzielić rzeczami, które w jakiś sposób ze mną przereagowały jak ta cola z mentosem. Więc co jakiś czas może zrobię takie podsumowanie. Raczej przede wszystkim dla siebie, żeby wreszcie się twórczo odblokować.

Ostatnio dość sporo się u mnie działo. Nagle dostałam wypowiedzenie, a niedługo potem przyjechał mój brat z rodziną. Więc swoje maksymalne skupienie i czas ulokowałam wokół nich. A skoro mam więcej wolnego czasu, to nadrabiam zaległości filmowe, książkowe i serialowe.

Historia wewnętrzna

Książkę poleciła mi moja mama, ale zanim ją tknęłam musiała poleżakować trochę na mojej półce. Kiedy przeczytałam pierwszą stronę, to nie wiadomo kiedy nagle znalazłam się już w 1/3 książki. W bardzo przystępny sposób wyjaśnia jak bardzo ważną rolę w naszym życiu odgrywa nasz układ trawienny. (Który robi znacznie więcej, niż tylko wytwarzanie krępujących dźwięków w cichej sali lekcyjnej.) Wiedzieliście, że na przykład nasze jelita mają istotny wpływ na nasze samopoczucie? Albo to, że pasożytnicza choroba (toksoplazmoza) może sprawić, że zaczniesz przejawiać skłonności do lekkomyślnej jazdy samochodem?
Albo nagle się dowiadujesz, że to może niekoniecznie Ty masz ochotę na czekoladki, ale Twoje bakterie jelitowe.
I w ogóle to, że nasze „ja” jest ściśle powiązane z jelitami. *mindblowing*
Ta książka to było dla mnie jedno wielkie rozwalenie mózgu. Polecam ją każdemu z całego serca.

Westworld

Ten serial obejrzałam przez mojego brata i wciągnął mnie do tego stopnia, że w dwa dni obejrzeliśmy wszystkie odcinki.
Wyobraźcie sobie park rozrywki, coś jak Disneyworld, ale na Dzikim Zachodzie. Możecie się wcielić w bohatera rodem z westernu – zbawcę albo złoczyńcę. Możecie gwałcić, zabijać, rabować, ćwiartować, brać udział w orgiach i napadach na bank – nic Was nie ogranicza. Bo mieszkańcami tego parku są humanoidy, nazywane Gospodarzami. Po każdej ich „śmierci” ich pamięć jest czyszczona, ciała rekonstruowane i program do mózgu na nowo wgrywany. Każde z nich ma określoną rolę w konkretnym scenariuszu i porusza się po określonej ścieżce. Żeby byli bardziej „realni”, to zostali stworzeni w ten sposób, że też odczuwają ból i emocje. Niby są tylko zaprogramowane… ale czy my też w pewnym sensie nie mamy tego zaprogramowanego? Więc tutaj zaczęłam się zastanawiać czy to rzeczywiście jest takie spoko „zabijać” tych Gospodarzy? Bo niby są mechaniczni. Niby wszystko później zapomną. Niby zostaną przywróceni znowu do życia. Ale czy gdyby człowieka dało się tak wciąż odnawiać i wymazać pamięć o tych setkach śmierci, to byłoby w porządku każdego dnia zabijać go wciąż na nowo?
No właśnie. Gdzie leży ta granica?
A druga kwestia to właśnie brak granic i co taki brak granic potrafi zrobić z człowiekiem. W sensie wychodzi na wierzch jego prawdziwa natura. I nasuwa się pytanie: kim Ty byś był, gdybyś nie miał narzuconych żadnych granic?

Muzyka

Muzycznie zaczęłam trochę wracać do takich staroci jak Sinatra albo ProleteR (chociaż ten drugi to bardziej metaforycznie starociem jest). I na nowo odkryłam zespół Garbage i ich Cherry Lips, a wraz z tym zupełnie na nowo wrzuciłam w zapętlenie piosenkę z bardzo starej reklamy Pepsi Hey now, now – The Cloud Room. Ta ostatnia jakoś szczególnie pasowała mi w ostatnich tygodniach.

Ach! I prawie bym zapomniała o moim odkryciu Aurory – Running With The Wolves. Zakochałam się w tej piosence bezpowrotnie.

Higiena psychiczna

Polecam posłuchać ten wykład o emocjonalnej higienie, który dał mi trochę do myślenia i coś tam wniósł w to moje życie.

Poza tym natknęłam się też na artykuł o różnicach między mózgami kobiet i mężczyzn. I od razu kupiłam całą książkę, bo chciałam dowiedzieć się o tym więcej. (A sam temat podsunął mi czytelnik, który pewnie już myśli, że zapomniałam. Ale ja nie zapomniałam. Cały czas ogarniam temat.) 

Kawakawakawa

Ostatnio przechodzę kawową inspirację (którą niektórzy mogli zauważyć przez InstaStories) za sprawą zestawu powitalnego w postaci dziesięciu kaw z palarni Blueberry Roasters przy Cafe Borówka (do której mam zresztą sentyment). Dodatkowo domówiłam sobie kawę Kongo i w ten sposób mam pełen wachlarz możliwości. Codziennie parzymy sobie inną kawę, a ja z tej okazji nawet odkurzyłam bardzo stary ręczny młynek, którego jeszcze używała moja babcia. (Mój elektryczny okazał się zupełnie do bani.)
Ten aromat i smak świeżo wypalonej kawy jest wart każdych pieniędzy.
Świetny jest ten zestaw, bo można sobie popróbować każdej i wraz z opisami pobawić się w rozpoznawanie nut i tak dalej. Myślę, że to fajny pomysł na prezent dla kawosza.

Wiedza bezużyteczna

Dzisiaj obejrzałam animację dotyczącą historii… wibratora. Okazuje się, że dawniej wibratory były używane do leczenia histerii u kobiet. Czyli w sumie seksualnej frustracji. Mało tego! Zabiegi z takim wibratorem były przepisywane przez lekarzy. I to były konkretne maszyny, które posiadali w swoich gabinetach. To było normalne do momentu aż wibratory nie zaczęły być używane w filmach porno i zostały okryte tematem tabu.
A pomyśleć ilu nieszczęściom dnia codziennego można by było zapobiec, gdyby również w naszych czasach lekarze przepisywali takie „zabiegi” w celu leczenia sfrustrowanych kobiet…

A co Was ostatnio zainspirowało/ zaciekawiło
/ poruszyło/ zrobiło z Wami cokolwiek?

 

Poprzedni post Następny post

Może ci się również spodobać

  • Właśnie tak zagłębiłam się teraz bardziej w temat i dotarłam do wzmianki o tym filmie ;) ale niestety dowiedziałam się też, że ta cała niezależna badaczka, która wysnuła tą całą teorię o wibratorach i histerii, to ona tak trochę naściemniała. inni badacze zgodnie twierdzą, że owszem wibratory używało się w celach leczniczych, ale tylko w formie masażu ciała (niekoniecznie łechtaczek).
    Ale film tak czy siak może być fajny :)