Lifestory

Blok Twórczy #5: dwa koty, instrukcja obsługi mężczyzn i trochę Netflixa

Ostatni Blok był niemal dwa miesiące temu, więc to jest dobry moment, żeby poprzypominać sobie co ciekawego oglądałam i czytałam przez ten czas. Bo czasem niektórzy gdzieś tam się zastanawiają skąd ja biorę to wszystko o czym piszę. Ano właśnie stąd. W końcu jesteś tym, co sobie wkładasz do głowy, czyż nie?

Leia & George

Ale zacznę może od tego najważniejszego, czyli poinformowania Was, że zostałam mamą. Kocią mamą. Adoptowaliśmy dwa kociaki – kotkę i kocura. Jako że miałam konkretną fazę swego czasu na Wikingów, to wymyśliłam sobie, że koty będą się nazywać Loki i Freja. Ale potem jak już u nas były, to jakoś te imiona jednak nie były ich. Moja mama pomyliła się i powiedziała Leia zamiast Freja, a ja stwierdziłam, że rzeczywiście z niej jest bardziej Leia. Natomiast kocur jakoś od początku nie wyglądał mi na świrniętego Lokiego. Za to był ciekawski i troszkę taki ciamajdowaty, więc jednoznacznie z tego równania wyszło mi, że na imię mu George.

Moje InstaStories zawładnęły te dwa futrzaki, a ja każdego dnia kocham je jeszcze bardziej. Nawet jeśli jedno chcąc wskoczyć mi na kolana się z nich ześliźnie i wczepi mi pazury aż do krwi, to później jak już przyjdzie, wciśnie mi się na ręce do głaskania i zacznie swoje mruczando, to nie potrafię się gniewać.
W gruncie rzeczy to jest niesamowite jak każda żywa istota potrzebuje miłości, prawda?
Każdy kociarz i kociara mówią mi, żebym się cieszyła póki są takie małe rozrabiaki. I wiecie co? Słucham ich rady.

OBEJRZANE

Anne with an E

Anię z Zielonego Wzgórza zaczynałam czytać już trzy razy, z czego ten trzeci to było najświeższe podejście po obejrzeniu serialu. To nie tak, że książka mi się nie podobała czy coś, ale za każdym razem coś mnie wybija rytmu i przerywam czytanie. Ale nie o książce teraz mowa, a o serialu. A ten wciągnęłam w parę dni, odcinek po odcinku.

Kojarzycie ten stary film o Ani? No więc ten nowy jest w zupełnie innym klimacie. Jest trochę bardziej realny, surowy i prawdziwy. Ania zawsze była silną postacią. Ale dopiero w tym serialu stała się dziewczynką, która realnie wywołuje rewolucję w pojęciu kobiecości. Tym bardziej, że akcja dzieje się, gdy jakakolwiek idea feminizmu dopiero kiełkowała w umysłach kobiet, które wtedy jeszcze nawet nie miały prawa do głosowania. Ania ze swoim temperamentem i tym, że w ogóle MA jakiś charakter i zdanie, ciągle wpada w jakieś kłopoty i przez to wciąż nie spełnia jakichś oczekiwań lokalnej społeczności. Bo dziewczynkom nie wypada się złościć. Nie wypada się ubierać inaczej. Nie wypada być stanowczym, bo pomyślą, że jesteś uparta.

Zdecydowanie polecam ten serial. Świetnie widać początek obyczajowej rewolucji.
Ach, i ta piosenka towarzysząca napisom początkowym – bajka!

13 Powodów

O tym serialu dużo osób mówiło i wiele osób twierdziło, że jest świetny i otwiera trochę oczy na to, jaki wpływ możemy mieć na ludzi dookoła. Ale ja przyznam, że odczucia po tym serialu mam mieszane. Bo niby z jednej strony owszem, jest ten motyw bezmyślności ludzkich działań, które potrafią człowieka zapędzić do wanny pełnej wody z krwią. A z drugiej strony nie potrafię ukryć rozczarowania samą bohaterką, która poniekąd sama się pchała w różne ryzykowne sytuacje.

Umawiała się z facetem, o którym wszyscy mówili, że jest dupkiem – tutaj ryzyko było dość oczywiste. Wkurzyła mnie, kiedy kazała innemu gościowi spierdalać, a potem żałowała, że on faktycznie poszedł. No c’mon! Tak samo jak nie mogę jej wybaczyć, że nie walczyła o siebie, kiedy jeszcze inny facet ją gwałcił. Nawet nie spróbowała go walnąć, ugryźć i nie wydała z siebie choćby cienia krzyku, wołania o pomoc. Mam wrażenie, że ostatecznie to ona nie chciała walczyć o siebie. A już samo zostawianie tych taśm i obarczanie innych winą za własną decyzję, to już zupełnie jest temat dyskusyjny.

Myślę, że serial warto obejrzeć, bo właśnie wzbudza jakąś dyskusję. Bo nie jest czarno-biały. Postępowanie bohaterów nie jest jednoznacznie łatwe do oceny. Wszystko z czegoś wynika i ostatecznie każdy ma jakieś wytłumaczenie dla swojego podejścia. Tylko czy aby na pewno?

Holistyczna Agencja Detektywistyczna Dirka Gently’ego

Propozycje obejrzenia tego serialu podpowiadało mi wszystko dookoła. W końcu się skusiłam. I ta zwykła historia w pewnym momencie się tak pokręciła, że aż nie mogłam się przestać śmiać już z samych tych twistów wydarzeń. Poza tym podoba mi się sama główna idea, że wszystko we wszechświecie jest połączone i wszystko dzieje się dokładnie tak jak ma się dziać. Zatem mamy siły Zła i Dobra. Mamy Dirka, który rozwiązuje zagadki i mamy dziwną laskę w dredach, która zabija ludzi ot tak, bo po prostu niektórych trzeba zabić i tyle. Ale nigdy nie giną z jej rąk ludzie niewłaściwi – tylko ludzie, którzy w gruncie rzeczy okazywali się źli lub mieli złe zamiary. (Trochę to przypomina Wolanda, Diabła z Mistrza i Małgorzaty, który „wiecznie zła pragnąc, wieczne czyni dobro.”)

Spodziewałam się serialu o autentycznym rozwiązywaniu zagadek kryminalnych, ale dostałam coś jeszcze lepszego. Nie jest to serial poważny. Jest to serial dziwaczny, zabawny miejscami może trochę nawet irytujący, ale jednocześnie intryguje. Mi się podobał i jeśli szukacie coś lekkiego, ale jednocześnie nie totalnego odmóżdżenia – to polecam!

Orange is The New Black

Ten serial nie jest żadną nowością w moim serialowym rozkładzie jazdy. Ale ostatnio wyszedł zupełnie nowy sezon. A ja ten sezon zupełnie niedawno skończyłam. I powiem Wam, że był dobry. Dużo w nim dylematów moralnych. Można po nim dyskutować o tym czy może skazani rzeczywiście zasługują na lepsze warunki. Że może system sam skazuje więźniów na nieudolne próby resocjalizacji i może rzeczywiście drobny rzezimieszek po trafieniu do pudła zmienia się tam w prawdziwego kryminalistę.

Dla tych którzy jeszcze tego serialu nie znają (wstyd mi za Was!) powiem, że jego historia kręci się wokół Piper Chapman, która trafia do więzienia, bo w zasadzie została trochę wrobiona i trochę sprzedana. W każdym razie nie jest to typ człowieka, po którym można by się spodziewać, że wyląduje w pudle. Natomiast ten sezon oscyluje wokół buntu, który wybuchł na skutek wielu różnych nawarstwiających się problemów wewnętrznych. Możemy obserwować różne układy, różne charaktery i różne podejścia do tej ekstremalnej sytuacji.

Gdybym miała przyznawać gwiazdki polecenia w pięciostopniowej skali, to ten serial dostałby ode mnie tych gwiazdek sześć albo i siedem. Oraz wypisałabym Wam receptę na obejrzenie go. Jest naprawdę genialny.

PRZECZYTANE

Ja, My, Oni. Mężczyzna: instrukcja obsługi (zwłaszcza dla kobiet)

Jest to poradnik psychologiczny, który jest wydaniem specjalnym POLITYKI. Skusiłam się wydać te kilkanaście złotych w kiosku na Warszawie Centralnej, bo chciałam mieć coś do poczytania na kilka godzin drogi.
Czytam do teraz i mam wrażenie, że jeszcze tyle artykułów przede mną. I bynajmniej nie czytam wolno, bo gazeta jest niemiłosiernie nudna i beznadziejna. Czytam wolno, bo uważnie pochłaniam każdy artykuł i z każdego kolejnego artykułu wynurzam się mądrzejsza bardziej świadoma. Świadoma pewnych mechanizmów, według których funkcjonuje nasze społeczeństwo i my sami.

Jeśli ktoś choć trochę interesuje się tematami z dziedziny psychologii, to ja ten numer specjalny polecam z czystym sercem. Chyba jeszcze powinien być w sklepach z prasą, a jak nie to istnieje opcja zamówienia przez internet – o tutaj. Sama zastanawiam się nad zamówieniem poprzedniego numeru o kobietach – pewnie też był ciekawy.

ODSŁUCHANE

A 1000 Times

Co by nie mówić o serialu „13 powodów” to na pewno nie można mu zarzucić kiepskiej muzyki. I właśnie stamtąd pochodzi ta piosenka, którą do tej pory zapętliłam z jakieś tysiąc razy.

Skin and Bones

O koncercie Foo Fighters pisałam Wam już przy okazji relacji z Open’era, ale nie wspomniałam tam o tej jednej, jedynej piosence, która sprawiła, że miałam ciary na barach. Nie wiem dlaczego, ale właśnie ta piosenka przebiła się do mnie gdzieś głęboko i uderzyła w tą czułą strunę. No i to było po prostu zakochanie od pierwszego usłyszenia.

WYGRZEBANE W INTERNETACH

Najbardziej mnie irytuje jak ktoś twierdzi, że nie ma czasu na czytanie książek, a doskonale wiem że ten czas zwyczajnie przeznacza na uprawę swoich poletek w Social Mediach. (Tak ten przytyk dotyczy również mnie samej.) Zatem podrzucam 6 solidnych wskazówek od Tej w Dredach jak czytać więcej. A dla uzupełnienia tematu polecam ten wywiad z biznesmenem, który pracuje po 13 godzin dziennie i wciąż znajduje czas na czytanie.

*

Królowie Facebooka, Władcy Instagrama, Tysiące znajomych a nie ma z kim szczerze pogadać – czyli o przyjaźni według Piotra C z Pokolenia Ikea. No mnie wzruszyła ta historia z wiertarką. I lekko obrzydziła. Ale jednak mimo wszystko głównie wzruszyła.

*

Biorąc pod uwagę fakt, że zazwyczaj jedną z pierwszych rzeczy, które robię po przyjściu do domu, jest oswobodzenie biustu, jestem skłonna stwierdzić, że częściej stanik zakładam po to, aby moje otoczenie czuło się komfortowo w moim towarzystwie i żeby nie musiało oglądać moich sutków sygnalizujących obniżenie temperatury otoczenia lub strach, niż z autentycznej potrzeby lub zamiłowania do dobrego push-upu – pisze Proseksualna. Też należę do tych, które pierwszą rzeczą jaką robią po przyjściu do domu jest uwolnienie się z jarzma fiszbin. I też należę do tych, które posiadaniem sutków są w jakiś dziwny sposób zażenowane.

*

No i wreszcie tekst Andrzeja Tucholskiego o demontażu własnego szczęścia. Czasem tak jest, że człowiek się sam w sobie miota i nie wie jak się ogarnąć, w którą stronę iść i gdzie tak właściwie jest prawo, a gdzie lewo, a że w sumie to nieważne, bo z punktu wszechświata to każdy kierunek jest dość względny. I właśnie wtedy wszechświat litościwie podrzuca ci na wall fejsa coś, co napełnia cię spokojem i nagle już wiesz gdzie prawo, gdzie lewo, a nawet gdzie góra i dół. Dlatego podaję dalej, bo może komuś też przydałoby się trochę spokoju w głowie. (I koniecznie polecam do odsłuchania tę piosenkę o filtrze do opalania!)

*

Facet może znać się na elektryce. Ale nie musi. Facet może potrafić używać wiertarki. Ale nie musi. Facet może umieć naprawić cieknący kran, ale nie musi. Tak jak ja nie muszę gotować, prać i prasować, jeśli nie mam na to ochoty, albo tego po prostu nie potrafię. Bo na tym właśnie powinno polegać w dzisiejszych czasach RÓWNOUPRAWNIENIE – na swobodzie angażowania się w te zajęcia, w których faktycznie jesteśmy dobrzy bez obawy, że ktoś będzie nas przez to osądzał. – właśnie ten tekst Darii o babskiej hipokryzji był tak właściwie pierwszym bodźcem, który w ogóle mnie tknął do spojrzenia na równouprawnienie z innego punktu widzenia.

*

Ponadto wszystkim zakręconym na punkcie psychologii polecam FP Zdrowa Głowa, który wrzuca masę ciekawych artykułów pisanych przez różnych psychologów i psychoterapeutów na niemal każdy temat – od psychologii dziecięcej, przez samorozwój, po funkcjonowanie w społeczeństwie. Dla każdego coś dobrego.

*

A dla kociarzy z kolei polecam grupę na FB O kotach- merytorycznie. Bardzo przyjaźnie nastawieni ludzie i pozytywnie zakręceni na punkcie tych sierściuchów, a przy tym służą poradą i pomocą.

***

Uff, jakoś poszło! A Wy co ciekawego ostatnio znaleźliście? Co Wam jakoś zagrało na wewnętrznych czułych strunach?

Poprzedni post Następny post

Może ci się również spodobać

  • Nie ma za co :) Jak u Ciebie Dirk Gently, to tak samo za mną chodziła Grace & Frankie, ale po Twoim wpisie w końcu się za to wzięłam i ostatnio wieczorami wciągam. I rzeczywiście świetny serial!
    O Twin Peaks już tyle słyszałam i też chciałam zobaczyć, żeby w ogóle wiedzieć o czym mowa. Dobre to?
    A „Znudzonego na śmierć” nie widziałam i nawet nie słyszałam o takim serialu, ale jak polecasz, to zobaczę co to takiego :)

    Kociaki są tak obfotografowywane, że już nawet nie reagują na dźwięk migawki w aparacie :D

    • Twin Peaks jest specyficzne, bo w fabułę powplatane są często nielogiczne i paranormalne zjawiska, ale jeśli lubisz takie rzeczy, to serial powinien Ci się spodobać. Ja go uwielbiam za klimat i za agenta specjalnego Dale’a Coppera <3 Dwie pierwsze serie są fenomenalne, do trzeciej – tej która obecnie leci na HBO – jeszcze się przekonuję ;)

  • llellewyn

    Tak to chyba jest z tym planowaniem imion dla kotów (znajomi twierdzą, że dla dzieci też).
    Ja sobie wymyśliłam, że jak będę miała czarną kotkę, to ją nazwę Lukrecja. Kotka się pojawiła, ale imię jakoś mi nie leżało. Została Freją ;)

    • O proszę, czyli jednak coś w tym jest, że czasem po prostu jakieś imię nie przynależy do osoby/zwierzaka. :)

  • mnie ’13 powodów’ kompletnie nie przekonało. miałam podobne odczucia do Twoich. przebrnęłam przez kilka odcinków, ale to już było za dużo ;)

    • No ja dokończyłam, bo jednak byłam ciekawa kto będzie na pozostałych taśmach. Ale doskonale Cię rozumiem ;)