blizny dodają charyzmy
Bierz życie na klatę, Lifestory

Blizny dodają charyzmy

Nie wstydzę się mojej bladości, piegów, rozstępów ani cellulitu. Uważam, że to wszystko jest częścią mnie i w zasadzie nie mam na te rzeczy większego wpływu. Oczywiście mogę z nimi walczyć i starać się je jakoś poukrywać pod warstwami ubrań czy makijażu, ale już od dawna systematycznie odrzucam te kolejne filtry i nakładki. Po prostu bardziej akceptuję, a niekiedy nawet wręcz cenię te moje niedoskonałości.

Niemal odkąd pamiętam męczę się z trądzikiem i wszelkimi niedoskonałościami skóry. Przez to długie lata miałam poczucie własnej wartości gdzieś na poziomie podłogi w mojej piwnicy i byłam przekonana, że nikt nigdy mnie przez to nie będzie w stanie pokochać. No bo nie oszukujmy się – mówiłam sobie – jestem brzydka, paskudna i okropna. Patrzyłam w lustro i miałam ochotę ryczeć albo wręcz rzygać. W dodatku na szkolnych korytarzach mijały mnie dzieciaki, który wrzeszczały mi w twarz teksty w stylu „pryszczaty ryj!!” i tak dalej.

Z czasem pod wpływem wielu terapii i koktajlu różnych tabletek mój trądzik się złagodził. Zostały po nim jedynie blizny – te na twarzy i te na psychice. Nie uważałam się już za jakiegoś bazyliszka, ale też nie uważałam się za kogoś, kogo jednoznacznie da się wrzucić do kontenera z napisem „piękne”. Byłam OK – byłam znośna i akceptowalna.

Jednak zdarzył mi się ten jeden moment, w którym zaczęłam swoje blizny postrzegać zupełnie inaczej. W liceum poznałam chłopaka, który był totalnie na przekór wszystkiemu i chociaż nasze drogi rozeszły się już dawno temu, to jestem mu wdzięczna tego, czego wtedy mnie nauczył.

Blizny dodają charyzmy

Wiecie, jak na osobę z kompleksami przystało bardzo nie lubiłam kiedy ktoś zaczynał rozmowę o moich problemach z cerą – nawet jeśli to były dobrotliwe porady kosmetyczne i pielęgnacyjne. Po prostu na co dzień wypierałam ze świadomości, że coś jest ze mną nie tak i dopóki nie patrzyłam na moje odbicie w mijanych witrynach i szybach, to było względnie przyjemnie.

Ten wspomniany chłopak miał gdzieś konwenanse i zwyczajnie mówił co mu przyszło do głowy. I właśnie wtedy, podczas naszej pierwszej rozmowy w życiu, powiedział, że podobają mu się moje blizny. Że dodają mi charyzmy i że wyglądam jak… piratka.
Serio.
Nie wiedziałam co z tym zrobić, bo z jednej strony dał mi znak, że widzi tą moją szpetotę, ale z drugiej strony… no nie oszukujmy się, mówimy o piratce!
Ostatecznie wzięłam to jako komplement i do tej pory jak pojawia się na czymkolwiek jakaś niedoskonałość – dziura na spodniach, otarcie na butach, odprysk na longboardzie czy blizna na kolanie – przyjmuję to z wdzięcznością i stwierdzam, że teraz ma to więcej charyzmy.

Kropek i kresek szyfr*

Tak samo podchodzę do moich blizn psychicznych. Doświadczyłam nie jednego, nie dwóch, ani nawet nie trzech traumatycznych przeżyć. Moją psychikę zdobi niejedna rysa, ale noszę je wszystkie niejako z dumą. Może nie uważam się za osobę jakąś charyzmatyczną, ale kiedy mówię, że moje blizny dodają mi charyzmy, to zwyczajnie uważam, że dodają mi tego czegoś. Czegoś, co sprawia, że jestem właśnie tym kim jestem i widzę świat tak, jak go widzę. Nawet jeśli widzę go jednak trochę przez te rysy.

Wiem, że sporo Was – ludzi z odmętów internetu – też widzi swoje niedoskonałości jako coś, czego nie powinno być. Jako coś, co jest wypadkiem przy pracy. A gdyby właśnie na te rysy, blizny i niedoskonałości spojrzeć jako właśnie na coś, co czyni Was dokładnie takimi, jakimi jesteście? I może to wcale nie jest takie złe? Może te wszystkie kropki i kreski na Waszych ciałach opowiadają jakieś historie? I może właśnie choćby tym historiom należy się szacunek?

Potłuczonym być

Japończycy mają taką technikę naprawiania uszkodzonej ceramiki złotem lub innymi mieszankami metali szlachetnych – kintsugi. Najczęściej naprawia się w ten sposób przedmioty o wyjątkowej, osobistej wartości dla ich właściciela. Pomyślcie tylko, absolutnie żadna miseczka ani żaden kubek nie jest w stanie się zbić w identyczny sposób, a co za tym idzie po sklejeniu złotem będzie miał łączenia tak specyficzne i jedyne w swoim rodzaju jak nasze linie papilarne. Co przecież automatycznie czyni ten kawałek ceramiki jeszcze bardziej wyjątkowym.
Rzeczy, które według jednych nadawały się jedynie na śmietnik, dla drugich zyskiwały jeszcze bardziej na swojej wartości. Niektórzy nawet specjalnie tłukli naczynia, żeby móc nadać im ten niepowtarzalny charakter. Tylko po to, żeby nie były zwykłe i jak każdy inny kubek z ceramicznej fabryki.

***

Więc może zamiast się martwić, że nie wyglądasz jak te dziewczyny z okładek pism modowych, pomyśl, że może to jest właśnie dobre? Że może przez te blizny nie wyglądasz jak modelka, ale z drugiej strony dzięki tym bliznom wyglądasz jak piratka. (Jak dla mnie piratka > modelka)
Pomyśl, że masz te blizny, kropek i kresek szyfr, że masz te łączenia złota, które opowiadają nie tylko historię upadków, ale przecież opowiadają również historie powstań.


*linijka z tekstu piosenki Brodki – Kropki Kreski

Photo // unsplash.com

Poprzedni post

Może ci się również spodobać

  • P.

    Bardzo mi się podoba ostatnie zdanie

  • Tak sobie myślę, że chyba im człowiek młodszy, tym bardziej przejmuje się tym, jak wygląda i jak inni go postrzegają. Bo wiadomo, środowisko rówieśnicze jest specyficzne, lepiej się dopasować, niż odstawać. A potem im więcej lat na karku, tym mniejsze to ma znaczenie. Przynajmniej tak to widzę po sobie, że ta tendencja w pewnym momencie zupełnie się odwraca. Kiedyś płakałam nad każdym jednym fizycznym mankamentem, a teraz je uwielbiam, bo dzięki temu jestem inna niż reszta, jestem sobą.