Damsko-męskie

Bez focha i cichych dni, czyli o komunikacji w związku

Komunikacja interpersonalna jest to proces wymiany informacji między jej uczestnikami. Może się odbywać za pomocą różnych nośników, od słów po obrazy i sygnały elektryczne. Ważne w tym wszystkim jest to, żeby były one zrozumiałe dla nadawcy i odbiorcy. No i tu zaczynają się schody.

Nie od dzisiaj wiadomo, że faceci są z Marsa a kobiety co najmniej z Wenus. Już kiedyś wspominałam jak różnią się nasze potrzeby, wspominałam o sprężynkach i falach. Nie przepadam za czytaniem poradników. I uważam, że w ogóle nie powinno się stosować rad z takich książek w życiu bez zająknięcia. Kiedy pisałam wcześniej o różnych potrzebach mężczyzn i kobiet, niektórzy sami stwierdzali, że mają inaczej. I dobrze. Ja też czytając książkę Johna Graya przy niektórych punktach dochodziłam do innych wniosków. Ale jeden mój wniosek był zaskakująco prosty i tak naprawdę leży u podstawy każdej relacji międzyludzkiej.

Jesteśmy różni, mamy różne potrzeby

To jest genialne w swojej prostocie. Bardzo często jest tak, że dajemy komuś coś, czego sami oczekujemy lub potrzebujemy. I tak samo działa w drugą stronę. W efekcie żadne nie dostaje tego, na czym tak naprawdę mu zależy. Bardzo łatwo jest się złościć, że kobieta wymaga od nas czegoś bzdurnego jak kwiatek na rocznicę pierwszego pocałunku. Albo śmiać się z faceta, że potrzebuje być doceniony jak jakiś mały chłopiec. No potrzebuje, i co? Ty potrzebujesz kwiatka i czułości, a on potrzebuje czuć się bohaterem w swoim domu.
Dopóki nie zaakceptujemy, że ktoś jest zupełnie inną jednostką, która ma zupełnie inne potrzeby i sposób postrzegania świata, to będziemy błądzić.
A dopóki nie zaakceptujemy faktu, że ktoś zwyczajnie ma inaczej w głowie niż my, to wciąż będziemy walczyć z wiatrakami.

Ja ciągle się uczę mojego Pięknego (znajomy tak go nazwał, nie wiem dlaczego, ale jakoś już tak przylgnęło). Pamiętam jak raz coś Go gryzło, nie miał humoru czy coś. Próbowałam jakoś mu pomóc, ale wychodziło mi to jak kulą w płot. W końcu nie wytrzymałam.
– Powiedz mi co mam robić, żeby ci pomóc? Bo już nie mam pojęcia. Próbowałam wszystkiego, a ty złościsz się tylko jeszcze bardziej.
– Mam ci mówić co masz robić? – poirytował się – To przecież tak nie działa.
– A lepiej żebym próbowała wszystkich sposobów świata i trzymała kciuki, że może ten pomoże? – nie dawałam za wygraną – Ty znasz siebie najlepiej. Chcę ci pomóc tak, jak tego potrzebujesz.

Nie od razu, ale w końcu dał za wygraną i mi powiedział. Chociaż wydaje mi się, że tak naprawdę, to sam wcześniej nie wiedział. Złościł się na mnie, że robię coś źle, ale sam nie do końca potrafił mi powiedzieć czego oczekuje.
Od tamtej pory jest łatwiej. Przede wszystkim dlatego, że przestałam świrować pawiana i w końcu wiedziałam co robić. Ale też dlatego, że oboje nauczyliśmy się innego sposobu.
Więc jasne, można się wkurzać i iść w zaparte. Ale można też powiedzieć:
– Słuchaj, nie bardzo mi pomaga jak mnie tak męczysz. Przytul mnie i kochaj, okej?
I oszczędzacie sobie kupę czasu w kółku wzajemnego nieszczęścia i potęgowanego niezrozumienia. Korona nikomu nie spada.

KO-MU-NI-KA-CJA

To jest dużo trudniejsze niż się wydaje. Tym bardziej, że najczęściej sami do końca nie wiemy czego tak naprawdę potrzebujemy. Tak samo jak mój chłopak dopiero zaczął się zastanawiać co chciałby ode mnie otrzymać dopiero, gdy go o to zapytałam. Zawsze wydawało mu się to oczywiste. A oczywiste rzeczy mają to do siebie, że najtrudniej je wytłumaczyć. I nie można wymagać, aby ktoś z zupełnie innej planety wiedział jakie zwyczaje panują na twojej.

Najczęściej wystarczy komuś raz coś wyjaśnić. Sposób w jaki działamy i jak odbieramy pewne rzeczy. To nie jest tak, że „wiecznie mam ci mówić co masz robić”. Jeśli komuś zależy, to posłucha ze zrozumieniem i wcieli w życie. Albo przynajmniej postara się zrozumieć. W ogóle zechce się postarać zrozumieć.
Komunikacja jest trudna, bo najbardziej jest potrzebna podczas konfliktów. Właśnie wtedy zdarza się nam mówić co czujemy. I najgorsze z czym można się wtedy spotkać, to brak zrozumienia i lekceważenie ze strony drugiej osoby. Bo można nie mieć racji, można się z kimś nie zgadzać, ale nie można umniejszać wagi jego uczuć. Tobie mogą się wydawać absurdalne, ale dla tej drugiej osoby są zupełnie realne i prawdziwe. Więc jeśli myślisz, że się myli – powiedz to w jakiś wyrozumiały sposób. Najlepiej zacząć od „Kochanie…”. Użycie takiego zdrobnienia automatycznie sprawia, że łagodnieje nam ton.
Nie zapominajmy, że nie jesteśmy na wojnie. Więc nawet podczas kłótni można się wzajemnie kochać. Nigdzie tego nie zabraniają. Chyba.

Poradniki mogą pomóc

Poradniki mogą nam coś podsunąć, podpowiedzieć albo poszerzyć horyzonty. Nigdy nie są remedium na wszelkie problemy związkowe. Nie ma też co się zrażać i stwierdzać, że każdy poradnik to farmazony. Na pewno nie każdy i na pewno nie same farmazony. Tylko trzeba mądrze z nich korzystać i umieć wyciągnąć z nich to, co akurat nam się przyda.

Tak jak mówiłam – czasami sami nie do końca wiemy, czego potrzebujemy. Ja sama na przykład nie rozumiałam dlaczego mam swoje jakieś takie fazy, gdy mój nastrój nagle spada na łeb na szyję, a ja leżę podziwiając fakturę dywanu. Dopiero czytając Mężczyźni są z Marsa, kobiety z Wenus, zrozumiałam, że to tylko taki cykl, przez który co jakiś czas przechodzę. To mija. Dzięki temu mogłam przekazać chłopakowi, że to nic takiego i nie ma co panikować – ma tylko kochać i być świadomym, że mogę gadać bzdury.

Związek mniej przypomina jazdę bez trzymanki, kiedy dwie osoby się ze sobą skutecznie komunikują. Skutecznie – czyli w zrozumiały dla jednego i drugiego sposób. Jest też łatwiej kiedy obydwie osoby wykazują CHĘĆ zrozumienia. Już nie mówiąc o tym, że w ogóle chcą się w to bawić. W poznawanie tych wszystkich ścieżek labiryntu bogatego w zapadki i pułapki.
Nie łudź się, że ta czy inna para jest zgrana naturalnie. Naturalne dopasowanie to maksymalnie 50% sukcesu, reszta to cała masa ciężkiej pracy nad sobą i związkiem.
Krew, pot i łzy.
Ale jest w tym coś pięknego, prawda?

***

Nie chodzi o to, by bezmyślnie podążać za poradnikami. Trzeba się ze sobą KOMUNIKOWAĆ, najlepiej werbalnie. Chodzi o to, by chcieć poznać drugą osobę i jej potrzeby. Żeby dać jej to, czego potrzebuje. A nie to, co akurat wygodniej jest nam dać.

Poprzedni post Następny post

Może ci się również spodobać

  • Dla mnie poradniki są fajne, można z nich wyciągnąć sporo wskazówek, ale to nigdy nie może być konkretny drogowskaz do celu. A związku bez komunikacji sobie nie wyobrażam – miałam sytuację podobną do Twojej, z tym że tą złą byłam ja. W końcu się ogarnęłam, że drugiej osobie trzeba pomóc zrozumieć swoje potrzeby i od tej pory nie muszę już nic mówić – mój luby sam ze wszystkim doskonale sobie radzi. :)

  • Dla mnie poradniki to właśnie farmazony. :D
    Ale czy związek to naprawdę ciężka praca, pot i łzy? Nie zgodzę się z tym. Dla mnie związek powinien być tą częścią życia, która jest maksymalnie bezproblemowa, łatwa, prosta i przyjemna. Mam to szczęście, że mój związek z mężem właśnie tak wygląda. Nie umartwiamy się ‚w imię miłości’, nie komplikujemy sobie niepotrzebnie życia dramatycznymi ‚łzami i potem’ i cieszymy się sobą. Tylko tyle i aż tyle. Dopasowanie, moim zdaniem, to wręcz 90% sukcesu.

    • No akurat pot i łzy są dość mocną metaforą. Nie chodzi mi o jakąś martyrologię i umartwianie się w imię miłości. Bardziej o to, że często wydaje się, że to powinno wyglądać jak na filmach: zakochują się –> nieoczekiwana przeszkoda —> pokonują ją —> żyją długo i szczęśliwie. Kurtyna.
      A zwykle to jest jeszcze cała masa kompromisów, ustępstw, nie zawsze robimy dokładnie to, co nam się chce i czasem trzeba zrobić coś tylko ze względu na kogoś. Nie chodzi mi o jakąś wielką patolę i biczowanie się nawzajem. Ale bardziej żeby ludzie nie wyrzucali czegoś od razu, bo uznają, że gdzieś tam na pewno jest ktoś przy kim nie trzeba się w ogóle wysilać.

      • Ja tam nikomu żadnych przeszkód nie życzę. :D Może też być niefilmowo:
        zakochują się —> żyją długo i szczęśliwie. Bez dramy, bez przeszkód i histeryzowania, że miłość okupiona cierpieniem, poświęceniami i podobnym nonsensem jest prawdziwa i głęboka. Później chociażby na forach mamy setki dziewczątek trwających w związkach bez przyszłości bo przecież trzeba naprawiać, nie można wyrzucać (mimo że misiaczek jest totalnym kretynem…)
        i szczerze mówiąc, przykro się takie rzeczy, na tych forach, czyta.
        Miłość powinna być pełnią szczęścia i spokojną przystanią. Chłop wraca wieczorem do spokoju i bezpieczeństwa, nie ma poczucia, że po całym dniu roboty trzeba też poświęcić czas na ‚ciężką pracę’ nad związkiem.
        W życiu mamy już dostatecznie dużo problemów – związek nie powinien być jednym z nich, nigdy.

        • Złoty środek – jak we wszystkim. Wyrzucać przy pierwszej napotkanej przeszkodzie – źle. Trwać w toksycznym związku – też źle. Myśleć, że miłość to tylko pluszowe misie i kwiaty – źle. Sądzić, że miłość to same problemy i cierpienie – hm, no źle także.
          Ludzie są różni. Sytuacje są różne. Związki są różne. Złoty środek – zawsze ten sam. Bilans ma wychodzić na plus i tyle.

  • Nawet Lady Pank śpiewał taką piosenkę ” Wenus Mars”. Bycie razem to z jednej strony nieustanne domyślanie się, ale z drugiej konieczność zadawania pytań, bo jak się nie domyślisz, to zawsze może wybuchnąć III wojna światowa. Nie ma co ukrywać tego, że jesteśmy różnymi osobami a to dopasowanie nigdy nie jest perfekcyjne. Moim zdaniem perfekcyjne związki nie istnieją a przynajmniej nie funkcjonują w taki sposób jak to jest w filmach.

  • Oj tak, poznać się na tyle, żeby wiedzieć, czego druga osoba akurat potrzebuje, a nie co ja jej mogę dać, bo sama tego bym chciała, to chyba sedno dobrej komunikacji. :) Niestety wiele osób tego nie rozumie, a jak rozumie, to i tak nie wciela w życie. Mam wrażenie, że właśnie z takiego niezrozumienia bierze się spora większość kłótni i konfliktów w związkach – nie z powodu jakiejś zewnętrznej sprawy, tylko właśnie przez złą komunikację w gorszej chwili.

    • Sama u siebie zaobserwowałam, że najwięcej konfliktów wynika zwyczajnie z nieporozumień. Niby głupoty, a potrafią eskalować do wielkich problemów ;)