Guitar and suitcase
Damsko-męskie

A ty co wyciągniesz ze swojej walizki?

Podobno do 7. roku życia rodzice nam pakują walizkę. Taką wewnętrzną, emocjonalną, psychiczną. Później, to już tylko można z tej walizki wyciągać.

Dzisiaj będzie trochę bardziej osobiście. Bloger może się wydawać jakąś odległą jednostką. Ktoś tam po drugiej stronie kabla stuka w klawisze i prawi o życiu. Albo o miłości – jak ja. Ale właśnie dzisiaj chcę Wam coś o sobie opowiedzieć. Nie wiem czy słusznie.
Co czwartek piszę tekst o związkach, miłości, okazyjnie o seksie. Ale dzisiaj nie mogę się do tego zabrać. Myśli mam rozbite i nie potrafię ich poskładać w spójną całość. Więc może napiszę o tym, co zaprząta mi głowę.

Kiedy dorastałam, to trochę ciężko było mi się do tego przyznać. Bo to nie było normalne. To był taki trochę temat tabu. Coś o czym niewypada mówić. Poza tym nienawidziłam tych spojrzeń i tego współczującego tonu. Przybrałam postawę, że cała ta sytuacja wyszła nam wszystkim na lepsze. Nauczyłam się z tym żyć. Tak po prostu. Ale mimo, że jestem już dorosła, to wciąż czuję jakiś taki delikatny ścisk w klatce piersiowej, gdy ktoś mnie o to pyta. Przecież to nic takiego.

Moi rodzice się rozwiedli i tyle

Ostatnio dużo o tym myślałam. O wzorcach, których nigdy nie miałam. I o tym, że robię to wszystko na wyczucie, po omacku. W sensie miłosnym i związkowym.
Można być w kilku związkach wcześniej, ale przychodzi taki jeden, który sprawia, że wszystkie poprzednie wydają się jakimś nieporozumieniem. Coś sprawia, że ten jest prawdziwy. To jajecznica z samego boczku.

Jakiś czas temu rozmawiałam z moją mamą. Ona piła herbatę, a ja leżałam gapiąc się w sufit.
– Mamo. – zaczęłam i od razu się zawiesiłam, bo nie wiedziałam jak odbierze moje słowa. Wdech, wydech – Tak sobie myślałam, że nigdy nie dostałam właściwych wzorców. W sumie nie dostałam żadnych wzorców. No może przez jakiś czas mogłam podpatrzeć jak w związku radzi sobie mój brat. Ale też przecież nigdy nie mogłam wleźć między nich i podpatrzeć jak radzą sobie z konfliktami, jak one wyglądają i jak często występują. – znowu się zawieszam, walczę ze sobą, ale w końcu mówię na głos to, o czym już dawno myślałam – Czasami mam wrażenie, że brnę po omacku. Działam na zasadzie prób i błędów. Ale nigdy nie wiem z całą pewnością, że to co robię jest zupełnie słuszne. Mam jedynie przeczucia.
Moja mama patrzy przez chwilę w kubek herbaty i chyba coś z niego wyczytuje, bo w końcu mówi:
– Wiesz, może to i dobrze, że nie masz wzorców. Może lepiej nie mieć żadnych wzorców niż powielać te złe. A patrząc wstecz, to nie wiem co dobrego byś wyniosła ode mnie i od ojca.

A ty co masz w swojej walizce?

W czasie wakacji spotkałam się z dawno niewidzianą koleżanką. Po którejś godzinie uaktualnień informacji o tym co u nas, dowiedziałam się, że jej rodzice się rozwodzą. Ona sama stwierdziła, że tak jest lepiej i już dawno powinni byli to zrobić.
A ja szczerze nie mam pojęcia co jest gorsze – doświadczenie rozwodu rodziców, gdy jest się małym i niewiele się z tego ogarnia, czy doświadczenie go kiedy już się wszystko aż za dobrze rozumie.
Poznałam sporo osób, których rodzice żyli w jakiś toksycznych relacjach. W domu była patologia, ale nie z alkoholem i przemocą w tle. Ale taka gdzie nie widać było miłości w jakiejkolwiek postaci, tylko przyzwyczajenie i utknięcie. Nieustanne walki i znęcanie psychiczne.
I co jest wtedy gorsze: rozwód czy trwanie w patoli? Jedno i drugie rysuje psychikę, zarówno rodziców jak i dzieci. Czy można powiedzieć, że któraś opcja jest mniejszym złem?

Podobno do 7. roku życia rodzice nam pakują walizkę. Taką wewnętrzną, emocjonalną, psychiczną. Później, to już tylko można z tej walizki wyciągać.
Ale nasi rodzice często pakują rzeczy, których tak naprawdę wcale nie chcą nam przekazać, nie chcą żebyśmy je ciągnęli. Często nawet nie są świadomi, że nam je dają.
Ale to my musimy być świadomi co w tej walizce mamy.

***

Nasi rodzice nie są nieomylni. Popełniają błędy. Ale nie powinniśmy tych błędów pielęgnować i powielać. Tak samo jak nie powinniśmy się bać, że robimy coś „na czuja”. Czasami to jest lepsze niż robienie czegoś, bo tak od zawsze było.
Ja wiem co mam w swojej walizce. Wiem czego nie chciałabym stamtąd wyciągać.
A Ty wiesz co nosisz w swojej?

Poprzedni post Następny post

Może ci się również spodobać

  • Podoba mi się metafora z walizką. Mam to szczęście, że moja jest pełna dobrych i potrzebnych wzorców, a te nienajlepsze już dawno usunęłam ;-)

  • BonaVonTurka (Hipis)

    Moi rodzice bardzo trudno pojmują metaforę z walizką… Chcieliby zachować mnie na zawsze przy sobie i wiecznie mnie pouczać, nie pozwalać na popełnianie błędów. Nie rozumieją, że ja mogę mieć trochę inne życie, niż oni, że nie chcę iść ich ścieżkami.
    W swojej walizce chyba mam sporo chorych i złych wzorców, i będę z nimi szła przez całe życie, mam tylko nadzieję, że nie przekażę ich swoim dzieciom.

    • Na Twoją korzyść jest to, że przynajmniej wiesz co Ci nie pasuje w Twojej walizce. Więc w jakiś pokrętny sposób masz szczęście ;)

    • Przynajmniej wiesz co Ci nie pasuje w zawartości Twojej walizki i możesz się tego pozbyć. Więc jakiś pokrętny sposób masz szczęście ;)