książki, które odmieniły moje życie
Lifestory

6 książek, które odmieniły moje życie

Już dawno temu przeszło mi przez głowę, żeby zrobić taki ranking książek, które najmocniej się we mnie odcisnęły. Jednak jak tak sobie próbowałam przypomnieć wszystkie te pozycje, po które sięgnęłam w ciągu życia, to tak trochę rynce mi opadły i dałam sobie spokój. Ale teraz postanowiłam na nowo podejść do tematu.

Wszystko za sprawą Kuby i jego wpisu o 5 książkach, które zmieniły jego życie. Chociaż sądzę, że każda z książek jakie przeczytałam coś we mnie pozostawiła, to znajdzie się kilka takich, które totalnie mną wstrząsnęły i głęboko coś tam poruszyły, a w rezultacie coś jednak we mnie zmieniły.

W moim rankingu będzie 6 książek, bo byłoby nieuczciwe nie umieścić w tej wyliczance historii, od której moja przygoda z czytaniem w ogóle się zaczęła.

#0. Harry Potter

Od niego wszystko się zaczęło i właśnie Harry zajmuje w moim sercu zupełnie wyjątkowe miejsce. To była pierwsza książka, po którą sięgnęłam, bo zwyczajnie chciałam.
Pierwsza, od której nie mogłam się oderwać.
Pierwsza, w której świecie i historii zanurzyłam się cała aż po czubek głowy.
Pierwsza, przy której poczułam jak to jest mieć potrzebę przeczytania kolejnej strony, rozdziału, zupełnie jakby bez tego miało mi zabraknąć tchu.
Ta książka to była jak taka pierwsza działka narkotyków, a ja pozostałam książkoholikiem aż po dzisiaj. I absolutnie nie wyobrażam sobie mojego życia bez czytania. Zabierzcie mi seriale, bierzcie filmy, ale książki zasłonię własnym ciałem!

#1. Zapałka na zakręcie

To jedna z tych książek, do których co jakiś czas lubię wracać (jest to o tyle łatwe, że jest dość cienka). Lubię jej klimat, spokój pomieszany z nostalgią i jakieś takie ciepło z niej bijące. Zresztą już kiedyś napisałam cały tekst o Zapałce wraz z całą masą moich ulubionych cytatów z niej. W kilku tekstach gdzieś się przewinęła w postaci cytatów, a czasem myśli przewodnich, bo to książka po prostu we mnie wsiąkła jeszcze w gimnazjum i tak sobie krąży po moich synapsach do dzisiaj.

Jest to książka o miłości, ale taka słodko-gorzka, gdzie ludzie się mijają, bo jak to powiedział jeden z bohaterów:

Chyba w żadnym innym uczuciu ludzie nie mijają się tak często jak w tym [w miłości]. W gęstwinie słów, gestów, spojrzeń najtrudniej odnaleźć te, które są potrzebne.

#2. Mistrz i Małgorzata

Tę książkę dostałam od koleżanki w liceum na 18-te urodziny i szczerze to nie wiem czy w innym przypadku sięgnęłabym po nią. Sam tytuł wydawał mi się okropnie patetyczny i jeszcze w dodatku spod pióra rosyjskiego pisarza – no, wydawało mi się to coś ciężkiego do czytania. Zresztą zawsze miałam lekki uraz do czegokolwiek co widniało na wykazie lektur szkolnych. Ale to była ta książka, którą przeczytałam poza ramami programowymi i sprawiła, że zupełnie inaczej zaczęłam postrzegać klasykę literatury i od tamtej pory bardzo chętnie po nią sięgam.

Mistrz i Małgorzata tak bardzo mnie uwiedli, że na temat prezentacji maturalnej z języka polskiego wybrałam właśnie szczegółowe omówienie tej książki i jej autora. O rany, dopiero wtedy dowiedziałam się tak wielu szczegółów, które się kryły za tą całą historią i w ogóle o samym autorze, że kiedy poszłam na swój egzamin to zwyczajnie zaczęłam opowiadać o tym, co totalnie mnie kręciło i fascynowało! Zrozumiałam, że czasem kulisy powstawania powieści są równie ciekawe jak one same.

To też jest książka o miłości – jedna z najpiękniejszych jakie czytałam – ale również o odwiecznej walce dobra ze złem. Zostawia w człowieku taką małą drzazgę zastanowienia, że w sumie diabeł, który wiecznie chce czynić zło, jednocześnie czyni dobro (na przykład zadając karę łobuzom i łapserdakom). Cudowna książka! Jestem Justynie dozgonnie wdzięczna za to, że mi ją wtedy podarowała.

#3. Fight Club

Pewnie każdy widział film, więc z grubsza wie o czym jest książka. Jest trochę mroczna i ponura, ale jednocześnie bardzo wciągająca. Mnie w niej pociąga absolutny, wręcz skrajny nonkonformizm. Brak zgody bohatera na obowiązujące normy, standardy, jednoznaczny sposób życia. Utkwiła we mnie głęboko myśl o tym, że im więcej chcesz posiadać rzeczy, tym bardziej one biorą w posiadanie ciebie – wtedy to było dla mnie jak dostanie obuchem w łeb!

Można też poznać, która książka się w tobie głęboko odcisnęła po tym, jak w jakichś momentach życia po prostu wypływa na powierzchnie strumienia twoich myśli jakiś cytat. W moim przypadku było to zdanie, że życie czasem zaczyna przypominać odbitkę z odbitki z odbitki.

#4. Historia wewnętrzna

W sumie przed tą książką to jakoś raczej unikałam pozycji popularnonaukowych, albo w ogóle książek w tym klimacie. Ale Historia wewnętrzna nie dość, że jest zupełnie przyjemnie napisana, to w dodatku totalnie odmieniła moje postrzeganie układu trawiennego. Uświadomiła mi, że nasz brzuch, nasze jelita są tak samo istotne jak nasz mózg. Ba!, nawet w środowisku naukowym zaczyna się coraz częściej mówić o tym, że nasze jelita są naszym drugim mózgiem.
Uzmysłowiła mi, że to co się dzieje w naszych bebechach ma realny wpływ na to co się u nas dzieje na poziomie psychicznym.
Lubię książki, po których przeczytaniu czuję jakby ktoś mi zrzucił z oczu jakieś klapki i właśnie po Historii zaczęłam częściej sięgać właśnie po takie pozycje. Nie żałuję!

#5. Pan raczy żartować, panie Feynman!

Kuba w swojej wyliczance umieścił Stulatka, który wyskoczył przez okno i zniknął i chociaż ja także bardzo polubiłam tę książkę, z pewnością coś tam we mnie pozostawiła, to jednak postanowiłam tutaj umieścić autobiografię znanego fizyka – Richarda Feynmana. Bo według mnie Feynman mentalnością i filozofią życiową trochę przypominał właśnie tego Stulatka.
(Cóż, nigdy nawet nie starałam się ukryć mojego dziwnego pociągu do fizyki, więc ta książka w moim rankingu nie powinna nikogo dziwić.)

Fizyka, fizyką, ale jak szalenie dużo można się nauczyć od pana Feynmana z rzeczy bardziej życiowych! (Od razu prostuję, że według mnie fizyka jest szalenie życiowa, ale wiecie – pewnie nie dla każdego.)
Bardzo mnie zafascynowało jego podejście do nauki, bo to było podejście wiecznie zafascynowanego dziecka, które ma niepohamowany głód zaspokajania swojej ciekawości – podejście tak bardzo godne naśladowania. Fizyka była jedną z jego największych pasji i ja osobiście uważam to za coś pięknego.

To był fizyk noblista, który grał na bongosach, rysował akty oraz portrety kelnerek topless, nauczył się trochę japońskiego i wyjechał do pracy na uczelni w Brazylii, a po pracy brał udział w próbach ławicy sambowej, z później w samym karnawale. Jego filozofia była prosta: jeśli coś go ciekawiło, to się temu poświęcał tak długo, jak dawało mu to frajdę i zawsze był ciekawy jak daleko i w ogóle gdzie go to zaprowadzi.

Przez pryzmat jego życia spojrzałam trochę inaczej na swoje własne. Zaczęłam bardziej pielęgnować w sobie ciekawość nowych rzeczy i bardziej życzliwie oceniam to, że raz chcę nauczyć się jeździć na longboardzie, a teraz już jestem zakręcona na punkcie jazdy na wrotkach, kiedyś była z kolei gra na gitarze elektrycznej, a później taniec brzucha. I to wszystko jest jak najbardziej OK!

***

A jak to u Was wygląda? Są jakieś książki, które zmieniły Wasze życie albo to, jak postrzegacie świat? Koniecznie dajcie znać, jestem bardzo ciekawa!


 

Photo by Thought Catalog on Unsplash

Poprzedni post Następny post

Może ci się również spodobać

  • O ja cię ja cię. Strasznie mi miło, że Cię zainspirowałem :D Gdybym napisał o 10, a nie o 5 książkach, które zmieniły moje życie, byłyby tam napewno 3 ostatnie pozycje z Twojej listy. I nawet się zastanawiałem czy nie dać do swojego wpisu książki o Feynmanie, ale w końcu zdecydowałem się na Stulatka :) Lecz jest zupełnie tak jak piszesz, każda książka coś w nas zostawia, więc wszystkie są tak naprawdę ważne.

  • Myślę, że gdybym miał wymienić 5 książek, które wywarły duży wpływ na moje życie, musiałbym się porządnie namyśleć. W dużej ilości takich zestawień jest wymieniany „Harry Potter”, tyle że ja Pottera poznałem, gdy czytałem już dużo i nie wywarł on na mnie aż tak wielkiego wrażenia. Na pewno duży wpływ miała na mnie twórczość Andrzeja Sapkowskiego – i chodzi mi tu zarówno o opowiadania jak i sagę wiedźmińską. „Kamienie na szaniec” opowiedziały mi czym jest wojna, jak kochać i przyjaźnić się w straszliwych czasach. Dmitry Glukhovsky „Metrem” i „Tekstem” zachęcił mnie do wgłębienia się w literaturę rosyjską. Tolkien „Władcą pierścieni” wzbudził we mnie bezgraniczną miłość do fantastyki. I w końcu „Planeta zła” Sheckleya i „Nie ma ciemności” Haldemana pokazały mi, że science-fiction to nie tylko Gwiezdne wojny, a pole do tworzenia niezwykłych światów, powieści przesiąkniętych galaktyczną przygodą i postaci godnych zapamiętania równie mocno, jak tych autentycznych. Z 5 książek zrobiło się 6, jednak podejrzewam, że gdybym miał wymieniać książki, które wywarły wpływ na moje życie, sposób myślenia i światopogląd, lista byłaby o wiele dłuższa. W końcu każda, nawet najgorsza książka, pozostawia mnie z jakimiś przemyśleniami na jej temat. Z każdej mogę coś wynieść, nawet jeśli jest to tylko irytacja.